Suwoong
Zakręciłam wodę i spojrzałam na mały termometr. Idealnie
trzydzieści siedem stopni. Opuściłam łazienkę i weszłam do
salonu. Suwoong siedział na kanapie i sumiennie kołysał malutkiego
chłopca, który nawet nie myślał o spaniu i wesoło gaworzył.
Uroczy widok. Suwoong od początku starał się jak tylko mógł,
chociaż nadal był nieco niepewny. Byłam z niego dumna, że nie
stchórzył i został z nami nawet po niemiłych komentarzach fanów
i niezadowolonych minach CEO.
-Zapraszam panowie – uśmiechnęłam się podchodząc bliżej.
Przejęłam od chłopaka Sungwoo, który uradowany moim widokiem
zamachał rączkami.
-To niesprawiedliwe, że ciebie lubi bardziej! - Suwoong nadymał
wargi, towarzysząc nam w drodze do łazienki. Położyłam synka na
macie i przygotowałam do kąpieli.
-Dlaczego myślisz, że mnie woli bardziej? - zaśmiałam się.
-To widać – uważnie przyglądał się moim ruchom.
Rozbawiona pokręciłam głową. Kiedy malec był już w pełni
gotowy odsunęłam się na bok.
-Dzisiaj twoja kolej – oznajmiłam.
Oczy Suwoonga niemal wypadły mu z orbit pod wpływem tak
przerażającej informacji. Kąpanie Sungwoo było czymś, czego bał
się najbardziej. Zazwyczaj po prostu siedział i wszystko obserwował
z lekką zazdrością w oczach, ale zawsze jak proponowałam zamianę
uciekał. Tym razem musiał się przełamać.
-No nie wiem – głośno przełknął ślinę.
-Nie ma się czego bać. Przecież go nie utopisz – uśmiechnęłam
się zachęcająco.
Suwoong wziął synka na trzęsące się ręce. Pewności dodała mu
rozpromieniona buźka maluszka. Włożył go do wanny i położył na
piance. Sungwoo mimo początkowej niechęci zaczął się
przyzwyczajać i już po chwili machał łapkami chlapiąc wszystko
dookoła. Tatuś namoczył gąbkę i delikatnie obmywał brzuszek,
rączki i nóżki synka. Raz za razem robił to coraz pewniej, a jego
oczy coraz bardziej błyszczały z podekscytowania.
-Jestem dumna – oznajmiłam, kiedy Suwoong wyciągnął dzieciątko
z wanny i owinął je ręcznikiem. -Jeszcze nauczę cię przewijać i
mogę jechać na urlop – zaśmiałam się.
-Chyba zwariowałaś! Co jak spalę mleko?! A jeśli dostanie kolkę?!
Chryste panie, a jeśli zapomnę godzin karmienia!? O nie! Następny
urlop weźmiesz za osiemnaście lat!
Sunwoo
Było już grubo po północy, kiedy zostałam obudzona przez płacz.
Odruchowo chciałam wstać i iść do pokoju obok, ale wyprzedził
mnie Sunwoo.
-Śpij dalej – polecił i zniknął za drzwiami.
Był najbardziej odpowiedzialnym tatą jakiego spotkałam, a Jisoo
traktował jak prawdziwą księżniczkę. Była jego oczkiem w
głowie. Co weekend odwiedzaliśmy zoo, ponieważ nasza córeczka
uwielbiała żyrafy. Jak tylko mógł pakował ją w samochód i
zabierał na próby. Jeździliśmy też w góry i nad morze. Wszystko
po to, aby nasza Jisoo miała jak najwięcej pięknych wspomnień.
Byli bardzo ze sobą zżyci. Za każdym razem, kiedy mała
przewracała się i zdzierała kolanka miałam wrażenie, że to
Sunwoo cierpi bardziej, a czas tras koncertowych był męczarnią dla
obydwu. Co wieczór musieli przeprowadzić video rozmowę.
Ufałam mu, ale to nie powstrzymało mnie przed opuszczeniem łóżka.
Zanim jednak weszłam do pokoju przygotowałam butelkę mleka co
okazało się słuszną decyzją. Sunwoo siedział w fotelu, bujając
się delikatnie, a dwuletnia dziewczynka cicho łkała wtulona w jego
ramię. Gdy mnie zauważył skarcił spojrzeniem.
-Ej to ja jestem mamą – przypomniałam mu.
-Ale to mnie nie było przy tobie, gdy nosiłaś ją pod serduszkiem.
Muszę ci teraz pomagać i bardzo tego chcę – uśmiechnął się.
-Wygryziesz mnie z roli – zaśmiałam się i przysiadłam oparłam
się o oparcie fotela.
-Nawet gdybym chciał jest to niemożliwe – uśmiechnął się
szeroko, ponieważ w tym momencie Jisoo zorientowała się, że
przyszłam i wyswobodziła się z jego uścisku, wyciągając rączki
w moją stronę.
Przytuliłam ją do siebie i podałam butelkę. Zajęła się jej
opróżnianiem.
-Będziesz dzisiaj spała z mamą i tatą? - spytałam.
-Tak! - oderwała się na sekundę od jedzenia.
Wróciliśmy do sypialni. Dziewczynka położyła się między nami,
oddała mi pustą butelkę i
wtuliła się w pierś Sunwoo.
-Dobra. W tym momencie to ona zajmuje moje miejsce – zauważyłam.
Chłopak zaśmiał się cicho i przyciągnął mnie do siebie i tak
zasnęliśmy całą trójką przytuleni.
*nawiązując XD*
Sungjun
-WRÓCIŁEM! - wydarł się. Jak zawsze prędzej go słychać niż
widać.
Włożyłam Jongwoo do wózka i wyjechałam nim do korytarza, gdzie
zastałam chłopaka, zdejmującego buty. Jak zawsze pełen energii
podbiegł do mnie.
-Kochanie! Wyglądasz dzisiaj nieprzyzwoicie idealnie! - pocałował
mnie szybko po czym nachylił się w stronę wózka. -Cześć
maluchu! Nie zgadniesz co tatuś ci kupił!
Gdy usłyszałam ostatnie zdanie miałam ochotę zawrócić i uciec,
ratując dziecko przed następnym prezentem. Sungjun kupował zbyt
wiele niepotrzebnych rzeczy. Od rolek po dmuchany zamek. Miałam
wrażenie, że robił to bardziej dla siebie niż synka.
-Sungjun, jeśli to kolejny rower to obiecuję ci, że pojedziesz nim
do nowego mieszkania – zagroziłam mu.
-Spokojnie! - uśmiechnął się i wziął małego na ręce.
Przeszedł do salonu, a ja zaciekawiona poszłam za nim. Przyglądałam
się jak rozsiada się wygodnie na kanapie i wyjmuje coś z torby
treningowej. Pisnęłam widząc czerwone rękawice bokserskie.
-Sungjun...
Moje słowa znowu na nic. Włożył je na dłonie Jongwoo. Mimo że
były o wiele za duże na roczne rączki chłopczyka ten zanosił się
śmiechem i zadowolony ślinił nowy prezent.
-Podoba ci się? To dobrze, bo wykupiłem nam karnet na siłownię!
Będziemy trenować i kiedyś będziesz miał takie samo ciało jak
tatuś! - podrzucał go delikatnie na kolanach.
-Chyba żartujesz! - kolejny pisk. -A ja mam coś do powiedzenia w
tej sprawie?
-Spokojnie! Wykupiłem rodzinny – uśmiechnął się szeroko.
One Junn
Udało mi się doprowadzić salon do porządku. Pudełka z zabawkami
znów stanęły pod ścianą i żaden klocek nie czekał na biedną
stopę. Weszłam po schodach, po drodze zdejmując z balustrady koc,
który nie mam pojęcia jak się tam znalazł. Weszłam do pokoju
dzieci i o dziwo zastałam go pustego. To samo dotyczyło sypialni.
Dobra. Mój mąż zniknął z dwójką dzieci. TOŻ TO CUD? Czy to
już święta? *x”D*
Niestety myśl o odpoczynku zniknęła z pojawieniem się bliżej
nieokreślonych dźwięków dobiegających z łazienki. Uchyliłam
drzwi i uśmiechnęłam się sama do siebie.
Wonjun kucał przed umywalką, a obok niego na podestach stała
Jinhee i Jihoon, który dodatkowo wspinał się na paluszkach.
-W prawo i w lewo – instruował dzieci z szczoteczką w ustach.
Maluchy powtarzały każdy jego ruch. -Teraz w górę i w dół.
Plujemy!
Rozległo się zbiorowe „TFU!”, a ja wyobraziłam sobie obecny
stan umywalki. Aż mi się słabo zrobiło. Oparłam się o framugę.
-I jeszcze raz – oznajmił.
-Naprawdę muszę to robić, jeśli chcę jeść cukierki? - Jinhee
niezadowolona przyglądała się młodszemu bratu i tacie, którzy
zajadle szczotkowali zęby.
-Oczywiście. Jak będziesz jadła cukierki i nie będziesz myć
zębów to w końcu zrobią się czarne i wypadną. Uwierz mi
bezzębnej dziewczynki, żaden chłopak nie chce – Wonjun mówił
to ze śmiertelną powagą w głosie.
-Czyli kochasz mamę, bo myje zęby? - Jinhee spojrzała na niego
uważnie.
-Dokładnie, a mam kocha mnie, bo też myję, dlatego Jihoon też
musi to robić – nalał wody do plastikowych kubków. -Płuczemy.
Wypłukali usta, wytarli je ręcznikiem i wyszczerzyli się szeroko,
oglądając uzębienie w lustrze. Wonjun zauważył mnie w odbiciu i
puścił oczko.
-No proszę państwa, a teraz do łóżek! - zaklaskał w dłonie.
Odprowadziliśmy ich do pokoju i poczekaliśmy, aż wejdą do łóżek.
-Dobranoc! - krzyknęli chórkiem.
-Dobranoc – odpowiedzieliśmy i zamknęłam drzwi. -Wiesz, że to
podchodzi pod szantaż? - zauważyłam.
-Wolisz, żebym ich szantażował, czy żeby śmierdziało im z ust
obiadem sprzed tygodnia?
Minsu
Weszłam na taras z tacą w dłoniach. Słońce mocno świeciło,
więc Minsu jako przykładny tato zadeklarował, że rozłoży basen.
Minęły już dwie godziny a basenu jak nie było tak nie ma. Zamiast
tego na środku ogrodu stanęła prowizoryczna forteca z kartonów i
mini front wojenny. Minwoo biegał dookoła potykając się o własne
stopy i ogromny pióropusz, więc co chwile leżał na trawie.
Zamiast płaczem wybuchał śmiechem, po czym się podnosił i znów
uciekał przed tatą, który co jakiś czas oblewał go wodą z
pistoletu. Całość dopełniał Simba, nasz golden retliver, który
powalał Minsu wskakując mu na plecy.
Zrezygnowana usiadłam na krześle i chwyciłam pucharek lodów. Jak
na razie nie miałam ochoty brać udziału w tym cyrku. Niestety, jak
na zawołanie Minwoo pokracznie pokonał dwa schodki i przytulił się
do moich nóg.
-Mama! - wspiął się na moje kolana. Był cały mokry. Czasami
miałam wrażenie, że Minsu nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji
niektórych jego zabaw.
-Mama chodź się bawić – Minsu stanął przede mną.
-Nie – zaprzeczyłam.
-No chodź!
-Nie.
Dostałam wodą w twarz.
-Chodź!
Zanim zdążyłam odpowiedzieć dostałam po raz drugi, trzeci i
czwarty.
-Minwoo chodź do taty. Pokażę ci sztuczkę – malec przebiegł
dzielący ich dystans i wylądował w ramionach taty. -Powołałem do
życia Godzillę!
Dziecko wybuchło śmiechem, a ja zerwałam się z miejsca uprzednio
łapiąc za wąż ogrodowy.
-Mam nadzieję, że nogami przebierasz tak samo szybko jak językiem!
- warknęłam odkręcając kurek.
-No co jak co, ale ty powinnaś o tym najlepiej wiedzieć – uniósł
znacząco brwi.
-Yeah!
I tak się skończyło. Minsu biegał po ogrodzie z dzieckiem na
rękach, ja goniłam ich z wężem ogrodowym, a zrezygnowany Simba
przyglądał się załamany naszym poziomem inteligencji.
Jeśli ktoś dotrwał do końca to gratulację!
Tero uwaga. Mogę pisać więcej tego typu rzeczy? Podoba sytuacja z każdym członkiem zespołu, u know.
Uwaga. Pierwszej osobie, która skomentuję napiszę scenariusz na życzenie c: Omaj... Nie wierzę, że to robię XD





Zajebiście to wyszło, lubię takiego typu rzeczy <3 Fighting !!!
OdpowiedzUsuńTobie nie wierzę, bo mnie znasz lol XDDDD
UsuńNo wiesz co to mnie zabolało xDD, ja zawsze mówię prawdę !!!
Usuń