środa, 24 czerwca 2015

Hoya - INFINITE


 Nigdy nie miałam nic przeciwko pracy niani. Kochałam dzieci i kochałam się nimi zajmować, ale tylko i wyłącznie gdy to są DZIECI, a nie dwudziestoparoletni faceci.
W zalałam osiem kubków gorącą wodą i po kuchni rozniósł się przyjemny zapach herbaty. Ułożyłam grzanki na talerzu, a jego przeniosłam na stół.
-Śniadanie! - wydarłam się.
Długo nie czekałam na odgłos pierwszych bosych stóp. Oczywiście był to zawsze głodny Dongwoo. Przywitał mnie szerokim uśmiechem i usiadł na swoim miejscu. Kolejno przyszli Sungjong, Myungsoo, Woohyun, Sungyeol i Sunggyu. Kogoś brakowało.
-Gdzie Hoya? - spytałam, podając każdemu gorący napój.
-Pewnie jeszcze śpi – stwierdził lider, pożerając już drugą kanapkę.
-Pójdę go obudzić – oznajmiłam.
Lee Howon... Cóż można powiedzieć? Zakochałam się. Najzwyczajniej w świecie darzyłam uczuciem idola nastolatek. Żałosne i dołujące. Nie mogłam mu tego wyznać... Jego kariera legła by w gruzach.
Zapukałam do drzwi. Długo nikt nie odpowiadał, więc po prostu weszłam do środka. Zdziwiłam się na widok pustego łóżka. Podeszłam bliżej i zauważyłam karteczkę na stoliku nocnym.

Jestem na treningu”

-Co on... - pokręciłam głową.
Ostatnio szybciej wychodził i dłużej zostawał. Rozumiem. Zbliżał się comeback, ale on się przemęcza! Daje z siebie więcej niż może i niedługo odbije się to na jego zdrowiu.
Wróciłam do kuchni. Zespół już się szykował do wyjścia, więc zapakowałam trochę jedzenia do torby i dołączyłam do nich.

~*~

Po spotkaniu z menagerem i zdaniu mu dokładnego raportu postanowiłam, że znajdę Hoyę i wepchnę w niego zaległe śniadanie.
Oczywiście wiedziałam, że znajduje się w sali tanecznej i tam właśnie się udałam. Całkowicie pochłonęła go muzyka. Uwielbiałam przyglądać się, kiedy był w tym stanie. Całkowicie odcięty od świata. Tylko on i muzyka. Nic poza tym. Nic.
Serce mi pękło, kiedy zobaczyłam, jak upada.
-Wiedziałam! - podbiegłam szybko do niego. -Nic ci nie jest? Pabo!
Skarciłam go, ale pomogłam mu wstać i przedostać się pod ścianę, gdzie się usiedliśmy.
-Co tu robisz? - spytał, masując obolałą kostkę.
-A ty? Pokaż mi to – odtrąciłam jego dłonie.
Nie wyglądało to ciekawie. Kończyna była mocno spuchnięta i na pewno nie była to świeża kontuzja. Głupek chował to przede mną.
-Jak długo? - zapytałam.
-Miesiąc – odpowiedział.
-MIESIĄC?! CZY TY CHCESZ SIĘ OKALECZYĆ?! - wybuchłam. -Serio myślałam, że masz trochę oleju w głowie. Twoje zachowanie jest strasznie nieodpowiedzialne.
Zamartwiałam się coraz bardziej, wytykując mu to wszystko, a on zaśmiał się cicho. ZAŚMIAŁ. Jakby to w jakimkolwiek procencie było zabawne.
Zmierzyłam go zimnym spojrzeniem.
-Twoja reakcja jest trochę nie na miejscu – skarciłam go.
-Przepraszam, ale... Wyglądasz tak słodko, kiedy się złościsz – wyznał, co całkowicie zbiło mnie z tropu.
-M-mwoh?
Przysunął się bliżej mnie, a moje serce właśnie biegło maraton. Spojrzał na mnie tymi swoimi ciemnymi, błyszczącymi oczami, które nie raz śniły mi się po nocach.
-Jesteś wspaniałą dziewczyną. Uwielbiam cię każdą cząstką siebie. Każdą komórką, z której składa się moje ciało. Nie wyobrażam sobie, jakby wyglądało moje życie, gdybym cię nie poznał. Kocham, kiedy rano mnie budzisz i kiedy wieczorem wyganiasz do łóżka. Gdyby nie posiłki, które szykujesz nam codziennie pewnie bym umarł z głodu. Gdy uda mi się wywołać twój uśmiech staję się najszczęśliwszym facetem na ziemi. Całe moje istnienie i funkcjonowanie fizyczne i psychiczne jest uzależnione od twojej osoby. Musisz być obok mnie, abym mógł przetrwać.
Zamurowało mnie. Nigdy nie dopuszczałam do siebie myśli, że ten chłopak może coś do mnie czuć. Cokolwiek, nawet nienawiść, a jest wręcz odwrotnie.
Naprawdę nie wiedziałam co powiedzieć, w końcu się jednak przełamałam.
-Hoya... Nie rób tego więcej, ok? Nie trenuj, jeśli widzisz, że zamiast korzyści niesie to ze sobą szkody. Co ja zrobię jeśli się zranisz? Pomyślałeś o tym? Jeśli coś do mnie czujesz nie powinieneś sprawiać mi kolejnych zmartwień i trosk – ujęłam jego twarz w dłonie. -Zrozumiano?
-Czyli... Czy... Ty... Ty też...
-Tak głupku. – zaśmiałam się, a on przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Powoli i czule. Przekazaliśmy sobie miłość skrywaną przez cały ten czas, kiedy mijaliśmy się raczej obojętnie. Wszystko było by idealnie, gdyby nie głośne burczenie w brzuchu chłopaka.
-Przepraszam – zarumienił się.
-Spokojnie. Przyniosłam ci śniadanie.
-Co ja bym bez ciebie zrobił? - wdzięczny szperał w reklamówce.
-Jak już mówiłeś... Umarłbyś z głodu – przytulił mnie. -Co z nogą?
-Przy tobie nic mnie nie boli – podzielił się ze mną batonem.
-Pabo! Musisz iść do lekarza – obruszyłam się.
-Pójdę, jeśli pójdziesz ze mną – oznajmił.
-Szantaż – stwierdziłam.
-Kocham cię – powiedział całując mnie w czoło.
-Tak, tak. Już to wiem.




Mam nadzieję, że wam sie podoba ^^
Co do opowiadanka o EXO to następny rozdział pojawi się dopiero za około tydzień.
Przepraszam.

wtorek, 9 czerwca 2015

WooHyun - Infinite


Pogoda robi swoje...

Drogi Woohyunie.
Witaj. Jak leci? U mnie? Nie za kolorowo.
To ja SooAh. Ta dziewczyna, z którą się przyjaźniłeś.
Po co ja to właściwie piszę?
Nie wiem. Po prostu poczułam, że muszę to zrobić. Być może to moja ostatnia rozmowa z Tobą. Ostatnie spotkanie nie było godne zapamiętania, a musisz wiedzieć, że chcę zachować tylko te najlepsze wspomnienia.
Dlaczego się od siebie oddaliliśmy? Nadal tego nie pojmuję. Zawsze byliśmy nierozłączni, a teraz? Teraz jesteśmy dla siebie prawie obcy. Nie będę kłamać. To Twoja wina. Może brzmi to brutalnie, ale taka prawda. Chociaż ja też nie jestem święta.
Zostawiłeś mnie.
Nie przyszedłeś, kiedy tak bardzo Cię potrzebowałam. Kiedy ja zwijałam się ze smutku i bólu, Ty bawiłeś się na imprezie ze swoją dziewczyną.
Wiesz co? Nigdy jej nie lubiłam. Od samego początku wydawała mi się dwulicowa i sztuczna. Ty jednak oszalałeś na jej punkcie.
Heh... Pamiętam, jak przyszedłeś do mnie i się pochwaliłeś, że się umówiliście. Powiedziałam, że się cieszę, ale to było kłamstwo. Dlaczego? Miałam powiedzieć, że jej nie znoszę, bo mi Cię zabiera?
Potem kłamałam coraz częściej. To było coraz bardziej Naturalne.
Pewnego dnia zauważyłam Was idących za rękę. To właśnie wtedy moje serce upadło i już nigdy się nie podniosło. Jednak zamiast wyznać Ci uczucia, pogratulowałam.
Widzisz? Kolejne kłamstwo.
Czułam się okropnie, ale kochałam Cię na tyle mocno, że starałam się cieszyć Twoim szczęściem. Nie wychodziło mi to.
Za każdym razem gdy Was widziałam, miałam ochotę wydrapać jej oczy i zedrzeć tapetę z twarzy, a Ciebie chciałam wepchnąć pod rozpędzoną ciężarówkę.
Powstrzymywałam się. Uwierz mi. Cudem.
W pewną sobotę mieliśmy się spotkać. W końcu mieliśmy spędzić czas razem. Sami. Tak jak dawniej.
Kiedy byłam w pełni gotowa do wyjścia i schodziłam na dół... Straciłam przytomność i spadłam ze schodów. Wylądowałam w szpitalu. Moja mama zadzwoniła do Ciebie i przeprosiła za moją nieobecność, ale Ty nie wiedziałeś o co chodzi.
Zapomniałeś.
Cieszyłam się, że to spotkanie nie wypaliło. Stałabym tam sama i czekała na Ciebie, a Ty i tak byś nie przyszedł.
Nie odwiedziłeś mnie w szpitalu. Przyszli wszyscy znajomi, ale Ciebie nie było.
Można powiedzieć, że znikałeś z mojego życia. Widywałam Cię tylko w szkole. Zdobyłeś nowych znajomych i to z nimi jadałeś w stołówce, grałeś na boisku i czytałeś w bibliotece.
Ciekawe czy wtedy pamiętałeś o mnie? Przecież tak wiele razy jedliśmy razem, tak wiele razy ograłeś mnie w kosza i tak wiele godzin spędzaliśmy na wspólnym czytaniu.
Woohyun... Ja nadal Cię kocham!
Kocham każdą cząstką ciała.
Budzę się rano z nadzieją, że napisałeś sms! Nadal nie dopuszczam myśli, że Cię utraciłam... Ja walczę. To jest strasznie wyczerpujące w moim stanie.
Właśnie.
Chciałam się pożegnać, ale nie tak jak ostatnio.
Pamiętasz? Udało mi się Ciebie spotkać na szkolnym korytarzu. Zdziwiłam się, bo byłeś sam. Przywitałam się i zapytałam, co u Ciebie. Odpowiedziałeś, że dobrze, ale musisz się spieszyć, bo ona czeka. Zatrzymałam Cię. Poprosiłam o rozmowę. Chyba płakałam. Zignorowałeś mnie. Poszedłeś dalej... Po tym nawet nie próbowałam się do Ciebie zbliżać. Zostawiłam Cię w spokoju. Wróciłam do obserwowania.
Kto by pomyślał, że przestaniemy się znać.
Wiesz ile nam to czasu zajęło?
Straciliśmy całkowity kontakt po dwóch miesiącach, piętnastu dniach i trzech godzinach Twojej znajomości z nią. W tak krótkim czasie straciliśmy przyjaźń, którą budowaliśmy przez osiem lat. Porównaj sobie... Osiem lat... Dwa miesiące.
Byłam z Tobą dłużej. Przeżywałam z Tobą wszystkie niegodziwości losu. Jedliśmy razem lody śmietankowe, chociaż ich nie znoszę!
Straciłam wątek. Wybacz.
Co do pożegnania...
Moje omdlenia zdażały się coraz częściej. Przychodziły tak nagle... W wannie, przy stole, w szkole, a nawet na przejściu dla pieszych.
Potem pojawiły się nudności, bóle głowy...
Woohyun, ja umieram.
Każdy dzień, oddech, mrugnięcie może być moim ostatnim. Nie mam pewności, że jak pójdę spać, to rano się obudzę. Nie chcę odejść ze świadomością, że straciłam najlepszego przyjaciela i jedyną miłość w moim marnym życiu.
Każdy ma ostatnie życzenie. Moim jest rozmowa z Tobą. Taka jak kiedyś. Z puszką lodów, nawet śmietankowych, włączoną komedią i całą nocą przed nami.
A jeśli nie?
To nic. Bądź szczęśliwy i od czasu do czasu wspomnij o mnie.
Wspomnij jak będziesz jadł lody, jak będziesz grał w kosza lub czytał książkę.
Kocham Cię. Będę Cię kochać do końca. Nawet jeśli miałby nadejść jutro, za godzinę, za sekundę czy…"

Emocje szarpały jego wnętrzem.
Jeszcze żyła.
Wiedział, że nie ma wiele czasu. Jednak wiedział, że musi ją przeprosić. Nawet jeśli miałby paść na kolana i błagać o wybaczenie.
Pokonał biegiem pięć kilometrów. Nigdy tyle nie przebiegł... Ale też nigdy nie tracił ważnej osoby. Był jak w transie. Gdyby kazano mu skoczyć z okna, a w dodatku dając zapewnienie, że ona przeżyje, skoczyłby. Bez zastanowienia.
Wbiegł do szpitala.
Kierował się znakami ONKOLOGIA.
Dotarł na odpowiednie piętro. Na korytarzu zastał państwo Kim. Kobieta chowała twarz w dłoniach i wyraźnie płakała. Jej mąż tulił ją do siebie, dodając otuchy.
To on przywiózł list.
Woohyun zdeterminowany otworzył drzwi i wszedł do sali. Już po chwili znikąd pojawiła się pielęgniarka.
-Proszę wyjść.
-Nie - zacisnął dłonie w pięści. -Muszę z nią zostać.
-Proszę wyjść - nalegała.
-Pozwól mu - usłyszał głos pana Kim. -Pozwól mu, proszę.
Pielęgniarka zmierzyła go chłodnym wzrokiem, ale ustąpiła.
Cała energia z niego uleciała, kiedy drzwi się zamknęły i został sam na sam z... Z dziewczyną, która miała najcudniejszy uśmiech na świecie. Z dziewczyną, która była wytrwała i uparta. Która nie opuściła go w żadnej trudnej sytuacji... Którą odtrącił i porzucił.
Podszedł do łóżka.
Każdy odgłos jego kroku mieszał się z szumem, pikaniem i dudnieniem szpitalnego sprzętu.
Usiadł na stołku.
Ten widok go ranił.
Spała, albo przynajmniej tak wyglądała. Nieskończenie wiele rurek wprowadzało lub odprowadzało jakieś substancje z jej ciała.
Widział jak walczy o każdy oddech. To dobrze, pomyślał. Oddycha samodzielnie.
Delikatnie dotknął jej dłoni, którą zdobił biały wenflon. Była zimna. Schylił się i zaczął ogrzewać ją własnym oddechem.
Już kiedyś tak robił. Wybrali się wtedy na lodowisko. W szóstej klasie. To właśnie wtedy jego serce zabiło szybciej po raz pierwszy.
-SooAh - wyszeptał. -Jestem tu.
Odgarnął jej włosy ze spoconego czoła. Któreś z urządzeń zapikało szybciej. Słyszała go.
-Zapomniałem kupić lody - próbował zażartować. -A szkoda. Mam ochotę na śmietankowe.
Nie wiedział co robić. Mówić dalej czy po prostu siedzieć i z nią być? Może powinien się pożegnać?
-Przeczytałem list - wyznał, a w oczach zebrały się łzy. –Jedyne, co przychodzi mi na myśl to głupie przepraszam. Wiesz, co jest najgorsze? Że spanikowałem... Ja... Lubię cię. Co ja gadam? Kocham. Bałem się przyznać. Myślałem, że mnie odtrącisz... Byłem z nią tylko dlatego, aby o tobie zapomnieć... Udawałem.
Płakał. Słone łzy spadały na jej dłoń.
-Udawałem przed samym sobą, że nie chcę cię znać. Bojąc się odtrącenia sam to zrobiłem. Jestem śmieciem. Bezwartościowym łajdakiem.
Położył głowę delikatnie na jej brzuchu.
-Nie odchodź. Zostań. Zjedz ze mną lody, zagraj w kosza. Proszę cię! Dam ci wygrać. Po prostu bądź. Bądź ze mną. Zostań - oddech mu się urywał.
Już nad sobą nie panował. Jak mógł dopuścić do tej sytuacji?! Jak mógł zranić tak cudowną osobę jaką była Kim SooAh?
Nagle poczuł muśnięcie.
Podniósł się. Dziewczyna patrzyła na niego spod przymrużonych powiek. Wiecznie roześmiane oczy teraz pozbawione były iskierek. Ciemne cienie pod oczami podkreślały bladość jej cery.
-Woo... Woo... Hyun - jej głos był szorstki i na pewno sprawiał jej wiele bólu.
-Cicho - otarł łzy. -Nie męcz się.
Przyłożyła dłoń na jego policzku. Tak bardzo tego pragnął. Nikt nie może jej zabrać. Nikt.
-Ko... Ko... cham... Cię - słabo uniosła kącik ust.
-Ja ciebie też. Całym sercem, które jest nic niewarte. Przepraszam. Boże, SooAh, kocham cię! - nie wiedział co mówi. Nie kontrolował tego.
Chciała coś powiedzieć. 
Nie pozwolił jej dokończyć.
Nachylił się i złączył ich usta w pocałunku. Delikatny niczym muśnięcie skrzydeł motyla, ale zawierał w sobie więcej miłości, namiętności i wierności niż inne gwałtowne pieszczoty.
Łzy Woohyuna spływały teraz po jej twarzy, a równomierne pikanie przyspieszyło.
Była szczęśliwa tak jak chciała.
-Dzię...kuję - wyszeptała.
Rozległ się równy pisk.
Wszystko zamarło.
Jej oczy. Jej oddech. Jej serce.
Został sam.
Ostatni raz dotknął jej policzka. Ostatni raz cmoknął ją w usta. Ostatni raz pogładził po włosach. Taką ją zapamięta.
Piękną i delikatną. Na zawsze.