Wena nie dopisuje ostatnio.
Dużo rzeczy zaczętych mało dokończonych.
Krytyka mile widziana .-.
Komentarze też.
*dedykacja dla dwóch wspaniałych Ad, słoneczek w deszczowe dni*
Trzasnęłam drzwiami. Może było to trochę niedojrzałe, ale po
prostu był to odruch. Wydawało mi się, że przynajmniej tym
wyładuję trochę swojej złości. Nie udało się jednak i jeszcze
bardziej zdenerwowana wbiegłam po schodach.
-JiYeon! - usłyszałam wołanie.
Nie zwolniłam. Wpadłam do sypialni i bezradnie osunęłam się na
podłogę. Łzy kuły moje powieki, zagryzłam więc wargi. Nie
chciałam płakać. Nie mogłam pokazać jakiejkolwiek słabości.
-JiYeon – nadusił klamkę, ale w porę przekręciłam kluczyk.
-JiYeon... Porozmawiaj ze mną. O co ci chodzi?
Prychnęłam.
-O co mi chodzi? Według ciebie to normalne, gdy twój chłopak udaje
dla swojego dobra parę z inną dziewczyną? Serio? A gdybym to ja
miała tak zrobić, to jakbyś się czuł? -nie wytrzymałam i łzy
spłynęły mi po policzkach.
-To dla naszego dobra, nie tylko mojego. Dziennikarze zostawią cię
w spokoju. Będziesz normalnie żyć – próbował wyjaśnić.
-Ale ja chcę żyć z tobą, nieważne czy normalnie, czy nie. Nie
obchodzą mnie dziennikarze i fanki. Po prostu nie dam rady patrzeć,
jak publicznie trzymacie się za ręce. To moje miejsce.
-Nikt nigdy ci go nie zabierze, rozumiesz?! - walnął w drzwi.
Wystraszona wzdrygnęłam się. -Nikt nigdy nie zastąpi ciebie.
Zwłaszcza JiHyun. Jesteś dla mnie najważniejsza i tak już będzie
na zawsze. Tylko twoja dłoń idealnie pasuje do mojej i tylko ją
będę trzymał z czułością. Z nią będę tylko grał, aby
wieczorem wrócić do ciebie i cię przytulić. JiYeon to nie jest
dla mnie łatwę, ale nie mogę się sprzeciwić CEO, które w tym
wypadku ma rację.
Każde wypowiedziane zdanie nabrało sensu, a ja się poddałam.
Kochałam go całym sercem i trudne było dla mnie życie bez niego.
Bez tego uśmiechu, czułych gestów, a nawet rozrzuconych skarpetek.
Otworzyłam drzwi. Siedział oparty o ścianę. Na mój widok
poderwał się na równe nogi i mocno mnie przytulił. Zacisnęłam
palce na jego luźnym swetrze.
-Nie zostawiaj mnie, ok? - poprosiłam.
Nie uzyskałam odpowiedzi. Zamiast tego odszukał wargami moje i
złączył je w pocałunku. Jak zawsze delikatnym i czułym, ale
teraz był zapewnieniem dotrzymania obietnicy, a nie tylko
pieszczotą.
~~
Starałam się. Starałam się wierzyć, że to dla naszego dobra.
Wmawiałam sobie, że on tylko gra i mordowałam każdą cząstkę
zazdrości, która się pojawiała. Cierpiałam najczęściej w
samotności. Dongwoon chodził na treningi, a ja siedziałam w domu.
W mediach dosłownie huczało o jego „związku” z JiHyun, więc
unikałam ich jak ognia.
Żyłam tak już miesiąc. Widywałam się z nim raz w tygodniu.
Ostatnimi czasy zostawał w wytwórni na noc i nasze spotkania
odbywały się, kiedy wracał po czyste rzeczy. Miało być lepiej.
Nie było. Można powiedzieć, że się pogorszyło.
Ocknęłam się z tych ponurych myśli. Zapłaciłam za kawę na
wynos i miałam wychodzić z kawiarni. Coś mnie powstrzymało. Obraz
Dongwoona i JiHyun na dużym plazmowym telewizorze. Trzymali się za
ręce i przemierzali drogę z samochodu do drzwi wytwórni.
Zacisnęłam palce na papierowym kubku, a reporterka wypowiadała się
na temat pary. Jednak najbardziej bolał widok jego uśmiechu. Był
taki naturalny i szczery...
Wybiegłam na zewnątrz, a nogi same poniosły mnie w stronę CUBE.
Weszłam do środka wejściem dla personelu i skierowałam się do
sali, gdzie BEAST przesiadywali najczęściej. Tak też było.
Chłopcy przywitali mnie uśmiechami, ale brakowało tego jednego.
Tego, który mnie pocieszał i podnosił na duchu.
-JiYeon! Dawno się nie widzieliśmy – Doojoon odezwał się jako
pierwszy. -Jak tam u ciebie?
-Super! Nigdy nie było lepiej! Mam tyle swobody, jak nigdy!
Zwłaszcza w pustym mieszkaniu, bo Dongwoon chyba zapomniał gdzie
mieszka – wypaliłam.
Patrzyli po sobie zdziwieni.
-Ale jak to? Przecież wy... Wy już nie... Ale... - Yoseob miał
problemy z wysłowieniem się.
-My co „nie”? - nie wiedziałam co myśleć. Czułam się jakbym
spadała w dół przepaści, a dookoła nie było niczego, co mogłoby
służyć jako pomoc. Jako ratunek.
-Przecież zerwaliście – oznajmił KiKwang.
Upadłam. Nogi się pode mną zagięły i upadłam. To co powiedział
do mnie nie dotarło. Co? Co Dongwoon im powiedział? Dlaczego tak
myślą? Co tu się dzieje?
-Gdzie on jest? - wyszeptałam.
-JiYeon... - próbowali mnie uspokoić.
-GDZIE ON DO CHOLERY JEST?! - wrzasnęłam.
-W sali tanecznej na górze – odpowiedział HyunSeung.
Wstałam i ruszyłam w wyznaczonym kierunku. W głowie mi huczało, a
żołądek zacisnął się w supeł. Nie chciałam zaakceptować
myśli, że Dongwoon mógłby okłamać mnie czy zespół. Nie
należał do osób, które bawiły się czyimiś uczuciami. Tak mi
się przynajmniej wydawało.
Otworzyłam drzwi z rozmachem, a cała ta energia wyparowała, kiedy
zobaczyłam go obejmującego JiHyun. Siedzieli na kanapie i śmiali
się. Do czasu. Do czasu, kiedy zauważyli mnie. Przez twarz Dongwoon
przemknęło przerażenie.
-Teraz też grasz?! Bo jeśli tak to kurwa rola warta Oscara! -
podeszłam bliżej. -Nie wiem co to za film, ale ja nie chcę już w
nim grać! - pchnęłam go, kiedy wstał. -Jesteś chujem. Wiesz o
tym? I to dużym – chciał chwycić mnie za dłoń, ale ją
odsunęłam. -Nie dotykaj mnie. Nigdy.
-JiYeon... - zaczął.
-CO?! Teraz też wciśniesz mi jakiś gówniany kit?! Wiesz co
Dongwoon... Miałam cię za kogoś lepszego! Jakim prawem mówisz
wszystkim, że nie jesteśmy razem, a miesiąc wcześniej mówisz mi,
że nigdy mnie nie zostawisz?! Nie rozumiem cię i tego całego
przedstawienia.
-JiYeon...
-Nie. Nie odzywaj się jeśli masz zamiar kłamać. Do domu też nie
wracaj. Ah! Tak tego nie robisz! - odwróciłam się na pięcie i
wyszłam. Dopiero za drzwiami maska opadła i łzy ozdobiły moje
policzki.
~~
Przyjechał za mną. Próbował rozmawiać, ale go ignorowałam.
Pakowałam jego rzeczy, a on stał w drzwiach i się przyglądał.
Wyglądał tak kurewsko idealnie i ta rzeczywistość wydawała się
jeszcze bardziej absurdalna.
Zapięłam suwak i postawiłam walizkę na ziemi.
-Oddaj klucze – rozkazałam.
-JiYeon – chciałam przerwać. -Siedź cicho i pozwól mi wyjaśnić.
Powiedziałem im tak, bo wiedziałem, że nie poprą tego pomysłu.
Że nas wydadzą. Wiem to głupie, ale chciałem dobrze!
-Nie widzisz, że wyszło gorzej! Mogłeś mówić prawdę poczynając
od naszego związku! - usiadłam na łóżku. -Wiesz jak bardzo mnie
to wszystko bolało?! Ile łez kosztowało?!
-A mnie nie?! Wydaje ci się, że mogłem zasnąć bez ciebie obok?!
Że łatwo mi się uśmiechało idąc z JiHyun przed tymi wszystkimi
kamerami?! JiYeon kocham cię! Nie chcę odchodzić i wiem, że ty
też nie chcesz abym odszedł – uklęknął obok mnie.
-Boję się – wyznałam zakrywając twarz dłońmi. -Boję się, że
znowu mnie oszukasz.
-Jeśli znowu to zrobię, odejdę. Obiecuję ci, że więcej cię nie
zranię – wytarł kciukiem moją brodę. -I nie płacz, bo też
będę – uśmiechnął się, Mur otaczający moje serce runął.
Co ja mogłam na to, że kochałam tego gnojka bardziej niż to
możliwe. Potrzebowałam go tak samo jak powietrza i jedzenia. Dzięki
niemu moje życie miało sens.
-Kocham cię – powiedział. Ujął moją twarz w dłonie i zmusił
do spojrzenia w czekoladowe oczy. -Kocham cię, jak wariat i nie
przestanę! Ani teraz, ani nigdy! I w dupie mam CEO! - wstał i
podszedł do drzwi balkonowych. Otworzył je i wyszedł z pokoju.
Zdziwiona zrobiłam to samo. Chwycił moją dłoń i krzyknął –
KOCHAM KIM JIYEON! KOCHAM JĄ!
Serce waliło mi, jak oszalałe, ze szczęścia i z przerażenia bo
pod domem stali dziennikarze. Nie przejął się tym i pocałował
mnie.
-Jesteś głupi – zaśmiałam się.
-Wiem, ale nie ma ideałów.
Są. I taki właśnie stał przede mną. Tylko mój.
