Wciąż smacznie spała ze złożonymi dłońmi pod policzkiem.
Promienie słońca rozświetlały jej spokojną twarz, dzięki czemu
wyglądała jeszcze bardziej delikatnie i niewinnie. Uśmiechnąłem
się pod nosem, bo to tylko pozory. Mimo wyglądu małego kotka była
bardzo porywistą osobą. Zdarzało się, że zmieniała nastrój
kilka razy dziennie. Potrafiła wrzeć złością niczym wulkan, aby
po chwili znów się uśmiechać.
Ująłem między palce kosmyk długich, ciemnych włosów. Ich kolor
zmieniał się równie często, jak jej zachowanie. Na jej głowie
widniały zapewne już wszystkie kolory tęczy. Uwielbiała
eksperymentować, i chociaż w różowym wyglądała niczym
cukierkowa księżniczka, a w niebieskim wydawała się być syrenką,
ja wolałem ją w naturalnych odcieniach.
Zbyt duża, szara koszulka, którą znów zabrała z mojej szafki
osunęła się z chudego ramienia, odsłaniając tatuaż nieco pod
obojczykiem. Lee Jiyoo była pyskata i wielokrotnie wszystkiemu i
wszystkim się sprzeciwiała. Sprawiała wrażenie nieustraszonej,
ale do dziś pamiętam jej przerażenie, kiedy siedziała na fotelu w
studio tatuażu, nagle niepewna swojej decyzji. Wciąż mi nie
powiedziała dlaczego zdecydowała się na wzór łapacza snów. Nie
był duży, jednak jego kolorowe piórka kontrastowały z bladą
skórą dziewczyny.
Jiyoo, jak każdy, miała swoje racje i poglądy. Zawsze po obudzeniu
najpierw jadła śniadanie. Twierdziła, że woli wyjść z domu
niepomalowana, ale za to najedzona. Nigdy się nie śpieszyła.
Uważała, że pośpiech bardziej stresuje człowieka, a to z kolei
sprawia, że jest nieszczęśliwy. Mówiła to, co myśli, przez co
ludzie odbierali ją niekiedy za niegrzeczną i niewychowaną.
Cieszyła się z najmniejszych rzeczy, co powoli staje się sztuką w
dzisiejszych czasach.
Należała do bardzo spontanicznych ludzi. Uwielbiałem, kiedy w
trakcie leniwej niedzieli zrywała się z kanapy z pomysłem na
wycieczkę. Kochała wyjazdy, więc pozwalałem się ciągać w każde
wybrane przez nią miejsce. Najbardziej podobał mi się widok, kiedy
szła przede mną z przewodnikiem w ręce i z zachwytem wpatrywała
się w każdy mijany budynek, pomnik czy też zwykłe drzewo.
Pozwoliła mi się poznać. Zachwycałem się każdym szczegółem
jej bycia. Mimo zgrywania twardej i niezależnej, lubiła się tulić.
Robiła to przy każdej możliwej okazji. Najlepiej czuła się w
domu, kiedy mogła usiąść na tarasie z laptopem na kolanach i
puścić wodze fantazji, pisząc kolejne rozdziały książki, której
i tak mi nie pokaże. Zawsze wybierała rodzynki z ciasta. Do herbaty
wsypywała dwie i pół łyżeczki cukru. Lody jadła tylko owocowe.
Nie znosiła związywać włosów. Wciąż nosiła nakładkę na
zęby, chodź aparat zdjęła pięć lat temu.
Jiyoo była niczym przepaść, w którą wpadło moje serce. Jak na
razie nikt nie wyruszył, aby je uratować. Chociaż, czy to
konieczne? Przecież z tą szaloną kobietą przy boku byłem
szczęśliwy!
-Dlaczego się gapisz? - spytała zachrypniętym głosem.
Nawet nie zauważyłem, kiedy się obudziła. Uśmiechnąłem się
szeroko i odpowiedziałem:
-Bo cię kocham.
Miałam ochotę na coś puszystego, więc powstało to cuś
