niedziela, 27 marca 2016

Ilhoon - BTOB

"Banalne"


Puszyste opowiadanie z dzikimi przemyśleniami c:
Pozdrawiam wiosenną wenę! 
W ogóle zaczynam nadawać tytuły, bo powoli się gubię XD

 Siedziałam sobie spokojnie na ławce w parku. Musiałam śmiesznie wyglądać wśród par spacerujących wspólnie, rodzin i krzyczących dzieci. Wiosna proszę państwa. Czas, w którym ludzie uświadomili sobie, że pora ruszyć się z domu i wyjść spotkać się ze znajomymi, czy po prostu przewietrzyć. Czas, w którym wraz z przyrodą odradzają się relacje międzyludzkie i uczucia. Oh uczucia! Wiosna to czas zakochanych! I mnie pijącej Bubble Tea.
To nie tak, że jestem anty nastawiona do miłości. Nigdy nie poczułam tego uczucia do kogoś innego oprócz rodziny. Nie wiem, jak to jest mieć motyle w brzuchu i rumieńce na policzkach. Jeszcze się taki nie pojawił co by mnie tchu pozbawił. Ale moje serduszko jest otwarte i czeka.
Właśnie. Ja tu czekam!
Spojrzałam na zegarek. Ilhoon spóźniał się już dobre dwadzieścia minut. Postanowienie: na następne urodziny kupić mu zegarek. Ale nie. Chwila. Kupiłam mu go na poprzednie i gwiazdkę. Dwa lata temu też... Chyba jednak zostanę przy skarpetkach, bo ten prezent nie przynosi żądanych skutków, a wiele kosztuje.
Rozejrzałam się po raz kolejny i wreszcie zobaczyłam Pana Zawsze Mam Czas. Zobaczyłam i od razu tego pożałowałam. Musiałam zakryć usta dłonią, żeby nie parsknąć śmiechem. Nie dość, że w tym blondzie, zachodzącym zielenią wyglądał źle to dodatkowo przeżył bliskie spotkanie z krowim językiem.
-Nie wiem kto ci to zrobił, ale gdybym była jego szefem, zwolniłabym go bez zastanowienia – oznajmiłam bez przywitania. Specjalnie przylizał włosy dłonią.
-Nie podoba ci się mój new look? - uniósł brwi.
-Słaba znajomość angielskiego też nie.
-Szczera do bólu.
-Lepiej żebym była szczera, niżbym miała cię okłamywać, że wyglądasz dobrze – zauważyłam. -Uwierz mi. Dla dobra świata wolę cię o tym uświadomić.
Wywrócił oczami.
-Będziemy gadać o moim wyglądzie, czy przejdziemy się?
-Jeśli stacją docelową jest fryzjer to ruszamy! - zerwałam się na równe nogi i wypaliłam do przodu. -No ruszaj się. Im szybciej tym lepiej!
Tak mniej więcej wyglądała nasza przyjaźń. Na wiecznym dokuczaniu sobie i pyskowaniu. Jednak żadne z nas nie odbierało tego na serio i znaliśmy granice umiaru. Przy Ilhoonie czułam się po prostu dobrze. Mówiłam co chciałam, robiłam co chciałam, a on to wszystko tolerował. Kiedy któreś z nas przesadzało dawaliśmy sobie dzień przerwy i potem wszystko wracało do normy. Nawet po debiucie w zespole miał dla mnie czas, za co byłam mu dozgonnie wdzięczna. Nie okazywałam tego w dosłowny sposób, bo by się przyzwyczaił.
Przez całą drogę kpiłam z jego new look'u, a on odwzajemniał się wzmiankami o moim marnym wzroście i całkowitym braku talentu. Jak się okazało nie fryzjer był na mecie, a budka z goframi. Stanęliśmy w kolejce, w której wyprzedzały nas dwie pary. Obserwowałam, jak to dziewczyny wieszały się na ramionach chłopaków i mruczały jak to nie mogą wybrać smaku polewy lub koloru posypki.
Uniosłam dłoń Ilhoona na wysokość oczu, zakrywając ten banalny widok.
-Powiedz mi, kiedy sobie pójdą.
Il zaśmiał się w odpowiedzi, ale wytrwale stał z uniesioną ręką, aż przesłodzeni kochankowie zniknęli zza rogiem ulicy. Złożyliśmy zamówienie i już po chwili trzymałam w dłoniach gorące ciasto, pokryte bitą śmietaną, polewą toffi i kolorowymi wiórkami.
-Co ci w nich przeszkadzało? - spytał się, kiedy szliśmy bez celu.
-Bo to było banalne – oznajmiłam. Przeklęta bita śmietana. Jak ją zjeść nie brudząc się przy tym?
-Miłość jest banalna? - wyłapał sens mojej wypowiedzi.
-Nie. Zachowanie ludzi, którzy w niej trwają jest banalne. Wydaje mi się, że skoro się kogoś kocha powinno się to pokazywać w nieprzewidywalny sposób, a nie tak, jak wszyscy. Nie sama miłość jest banalna, a jej okazywanie – wyjaśniłam.
-Czyli jeżeli cię kocham najlepiej by było, gdybym ci o tym powiedział skacząc ze spadochronu, albo podczas końca świata? - zaśmiał się.
-Niezupełnie. Oczywiste jest, że podczas końca świata nikt nie będzie chciał umrzeć samotnie, więc wyzna uczucie pierwszej lepszej osobie. Gdybyś tak zrobił, nie wzięłabym tego na poważnie – odpowiedziałam. -To by musiało być jakieś wow. Jednak mnie nie kochasz, więc nie musisz się nad tym zastanawiać – wzruszyłam ramionami i syknęłam, kiedy bita śmietana zsunęła się z gofra i wylądowała na moim czarnym swetrze. Chciałam się jej pozbyć tym samym, rozmazując jeszcze bardziej. Gratki.
Ilhoon stanął przede mną i sprawnie zrobił to, co dla mnie było czarną magią. Pozbył się śmietany, po której została niewielka plama. Wycierając ją spoglądał na mnie.
-Znamy się tyle lat, a ja nadal nie mogę cię rozgryźć – oznajmił.
-Rozgryźć? - zdziwiłam się.
-Jesteś pogmatwana. Żądasz rzeczy niemożliwych, a nie radzisz sobie z codziennymi błahostkami – wyrzucił do śmietnika zużytą serwetkę. -Chcesz czegoś niesamowitego, a radość sprawia ci zwykły gofr. Mówisz o niebanalnej miłości, a rumienisz się, kiedy pomagam ci w zmyciu śmietany.
Że chwila co? Dotknęłam dłonią policzka, który był dosłownie gorący. Zarumieniłam się. Zarumieniłam się, gdy Ilhoon mnie czyścił. Super!
-Ale wiesz co jest najzabawniejsze? Jesteś czerwona za każdym razem, kiedy podejdę bliżej lub powiem coś miłego – nachylił się. -Jednak jesteś do mnie przyzwyczajona i nie zdajesz sobie z tego sprawy. Nie widzisz, jak twoje ciało reaguje na moją obecność.
W tym momencie żołądek zmniejszył mi się do rozmiarów orzecha, a w głowie huczały jego wcześniej wypowiedziane słowa. Czy mówił prawdę? Fakt, że czułam się przy nim swobodnie, mógłby przysłonić mi uczucia, które się narodziły? Czy to w ogóle możliwe, żebym poczuła do niego coś więcej niż przyjaźń? Ten człowiek jest zadufanym w sobie czubkiem, którego w nocy napadła krowa! Jakim cudem mogłabym się w nim zauroczyć? Jednak spójrzmy na to z innej strony. Jego oczy miały niesamowity odcień brązu, przełamany iskierkami. Pojawiały się zawsze, kiedy się śmiał, tak samo jak szeroki, szczery uśmiech. Zawsze mówił to co myślał, nigdy mnie nie okłamał. I mimo wszystkich moich głupich tekstów, trwał dzielnie obok od dziesięciu lat. To już jest miłość?
Ilhoon pochylił się jeszcze bardziej. Dzieliły nas dosłownie milimetry, a mną ogarnęła żądza poczucia jego warg na swoich. Chciałam zobaczyć, czy smakują tak samo dobrze jak wyglądają. Zabolał mnie fakt, który sobie uświadomiłam. Już od jakiegoś czasu marzyłam o tym chłopaku. Myślałam o nim i chciałam być w jego pobliżu. Nie dotarł do mnie sens tych pragnień, bo o tym myśli każda przyjaciółka, ale jak się okazało ja chciałam więcej. Czuć jego dotyk, nie tylko przelotnie. Chciałam go na własność.
Jego ciepły oddech łaskotał mi twarz. Mimo woli przymknęłam powieki i delikatnie uniosłam się na palcach. Męczyło mnie to czekanie. Kiedy myślałam, że poczuję jego usta chłopak gwałtownie się wyprostował.
-Gdybym cię teraz pocałował byłoby to zbyt banalne, a tego nie chcesz – patrzył na mnie z wyższością.
Miałam ochotę pchnąć go pod przejeżdżający autobus. Głupi palant!
-Szlag by cię wziął! - prychnęłam, odwracając się na pięcie. Nie chce to nie. I chociaż byłam rozczarowana nie zamierzałam błagać. Zbyt by go to dowartościowało. Usłyszałam za plecami jego melodyjny śmiech.
-Jesteś pokręcona!
-I kto to mówi?! - spojrzałam na niego.
Stał z rękami w kieszeniach granatowego płaszcza. Uśmiechał się szeroko, a w jego oczach tańczyły te cholerne iskierki. Był głupkiem, ale uwielbiałam go, więc kiedy rozłożył ręce, mimo małego zawahania, wróciłam i wtuliłam się w jego pierś.
-Nie powiem ci, że cię kocham. Zatrzymam to na bardziej niepowtarzalną okazję – zaśmiał się.

czwartek, 24 marca 2016

Boys Republic

Tatuś



Suwoong

Zakręciłam wodę i spojrzałam na mały termometr. Idealnie trzydzieści siedem stopni. Opuściłam łazienkę i weszłam do salonu. Suwoong siedział na kanapie i sumiennie kołysał malutkiego chłopca, który nawet nie myślał o spaniu i wesoło gaworzył. Uroczy widok. Suwoong od początku starał się jak tylko mógł, chociaż nadal był nieco niepewny. Byłam z niego dumna, że nie stchórzył i został z nami nawet po niemiłych komentarzach fanów i niezadowolonych minach CEO.
-Zapraszam panowie – uśmiechnęłam się podchodząc bliżej. Przejęłam od chłopaka Sungwoo, który uradowany moim widokiem zamachał rączkami.
-To niesprawiedliwe, że ciebie lubi bardziej! - Suwoong nadymał wargi, towarzysząc nam w drodze do łazienki. Położyłam synka na macie i przygotowałam do kąpieli.
-Dlaczego myślisz, że mnie woli bardziej? - zaśmiałam się.
-To widać – uważnie przyglądał się moim ruchom.
Rozbawiona pokręciłam głową. Kiedy malec był już w pełni gotowy odsunęłam się na bok.
-Dzisiaj twoja kolej – oznajmiłam.
Oczy Suwoonga niemal wypadły mu z orbit pod wpływem tak przerażającej informacji. Kąpanie Sungwoo było czymś, czego bał się najbardziej. Zazwyczaj po prostu siedział i wszystko obserwował z lekką zazdrością w oczach, ale zawsze jak proponowałam zamianę uciekał. Tym razem musiał się przełamać.
-No nie wiem – głośno przełknął ślinę.
-Nie ma się czego bać. Przecież go nie utopisz – uśmiechnęłam się zachęcająco.
Suwoong wziął synka na trzęsące się ręce. Pewności dodała mu rozpromieniona buźka maluszka. Włożył go do wanny i położył na piance. Sungwoo mimo początkowej niechęci zaczął się przyzwyczajać i już po chwili machał łapkami chlapiąc wszystko dookoła. Tatuś namoczył gąbkę i delikatnie obmywał brzuszek, rączki i nóżki synka. Raz za razem robił to coraz pewniej, a jego oczy coraz bardziej błyszczały z podekscytowania.
-Jestem dumna – oznajmiłam, kiedy Suwoong wyciągnął dzieciątko z wanny i owinął je ręcznikiem. -Jeszcze nauczę cię przewijać i mogę jechać na urlop – zaśmiałam się.
-Chyba zwariowałaś! Co jak spalę mleko?! A jeśli dostanie kolkę?! Chryste panie, a jeśli zapomnę godzin karmienia!? O nie! Następny urlop weźmiesz za osiemnaście lat!


Sunwoo

Było już grubo po północy, kiedy zostałam obudzona przez płacz. Odruchowo chciałam wstać i iść do pokoju obok, ale wyprzedził mnie Sunwoo.
-Śpij dalej – polecił i zniknął za drzwiami.
Był najbardziej odpowiedzialnym tatą jakiego spotkałam, a Jisoo traktował jak prawdziwą księżniczkę. Była jego oczkiem w głowie. Co weekend odwiedzaliśmy zoo, ponieważ nasza córeczka uwielbiała żyrafy. Jak tylko mógł pakował ją w samochód i zabierał na próby. Jeździliśmy też w góry i nad morze. Wszystko po to, aby nasza Jisoo miała jak najwięcej pięknych wspomnień. Byli bardzo ze sobą zżyci. Za każdym razem, kiedy mała przewracała się i zdzierała kolanka miałam wrażenie, że to Sunwoo cierpi bardziej, a czas tras koncertowych był męczarnią dla obydwu. Co wieczór musieli przeprowadzić video rozmowę.
Ufałam mu, ale to nie powstrzymało mnie przed opuszczeniem łóżka. Zanim jednak weszłam do pokoju przygotowałam butelkę mleka co okazało się słuszną decyzją. Sunwoo siedział w fotelu, bujając się delikatnie, a dwuletnia dziewczynka cicho łkała wtulona w jego ramię. Gdy mnie zauważył skarcił spojrzeniem.
-Ej to ja jestem mamą – przypomniałam mu.
-Ale to mnie nie było przy tobie, gdy nosiłaś ją pod serduszkiem. Muszę ci teraz pomagać i bardzo tego chcę – uśmiechnął się.
-Wygryziesz mnie z roli – zaśmiałam się i przysiadłam oparłam się o oparcie fotela.
-Nawet gdybym chciał jest to niemożliwe – uśmiechnął się szeroko, ponieważ w tym momencie Jisoo zorientowała się, że przyszłam i wyswobodziła się z jego uścisku, wyciągając rączki w moją stronę.
Przytuliłam ją do siebie i podałam butelkę. Zajęła się jej opróżnianiem.
-Będziesz dzisiaj spała z mamą i tatą? - spytałam.
-Tak! - oderwała się na sekundę od jedzenia.
Wróciliśmy do sypialni. Dziewczynka położyła się między nami, oddała mi pustą butelkę i
wtuliła się w pierś Sunwoo.
-Dobra. W tym momencie to ona zajmuje moje miejsce – zauważyłam.
Chłopak zaśmiał się cicho i przyciągnął mnie do siebie i tak zasnęliśmy całą trójką przytuleni.

*nawiązując XD*

Sungjun

-WRÓCIŁEM! - wydarł się. Jak zawsze prędzej go słychać niż widać.
Włożyłam Jongwoo do wózka i wyjechałam nim do korytarza, gdzie zastałam chłopaka, zdejmującego buty. Jak zawsze pełen energii podbiegł do mnie.
-Kochanie! Wyglądasz dzisiaj nieprzyzwoicie idealnie! - pocałował mnie szybko po czym nachylił się w stronę wózka. -Cześć maluchu! Nie zgadniesz co tatuś ci kupił!
Gdy usłyszałam ostatnie zdanie miałam ochotę zawrócić i uciec, ratując dziecko przed następnym prezentem. Sungjun kupował zbyt wiele niepotrzebnych rzeczy. Od rolek po dmuchany zamek. Miałam wrażenie, że robił to bardziej dla siebie niż synka.
-Sungjun, jeśli to kolejny rower to obiecuję ci, że pojedziesz nim do nowego mieszkania – zagroziłam mu.
-Spokojnie! - uśmiechnął się i wziął małego na ręce. Przeszedł do salonu, a ja zaciekawiona poszłam za nim. Przyglądałam się jak rozsiada się wygodnie na kanapie i wyjmuje coś z torby treningowej. Pisnęłam widząc czerwone rękawice bokserskie.
-Sungjun...
Moje słowa znowu na nic. Włożył je na dłonie Jongwoo. Mimo że były o wiele za duże na roczne rączki chłopczyka ten zanosił się śmiechem i zadowolony ślinił nowy prezent.
-Podoba ci się? To dobrze, bo wykupiłem nam karnet na siłownię! Będziemy trenować i kiedyś będziesz miał takie samo ciało jak tatuś! - podrzucał go delikatnie na kolanach.
-Chyba żartujesz! - kolejny pisk. -A ja mam coś do powiedzenia w tej sprawie?
-Spokojnie! Wykupiłem rodzinny – uśmiechnął się szeroko.


  One Junn

Udało mi się doprowadzić salon do porządku. Pudełka z zabawkami znów stanęły pod ścianą i żaden klocek nie czekał na biedną stopę. Weszłam po schodach, po drodze zdejmując z balustrady koc, który nie mam pojęcia jak się tam znalazł. Weszłam do pokoju dzieci i o dziwo zastałam go pustego. To samo dotyczyło sypialni. Dobra. Mój mąż zniknął z dwójką dzieci. TOŻ TO CUD? Czy to już święta? *x”D*
Niestety myśl o odpoczynku zniknęła z pojawieniem się bliżej nieokreślonych dźwięków dobiegających z łazienki. Uchyliłam drzwi i uśmiechnęłam się sama do siebie.
Wonjun kucał przed umywalką, a obok niego na podestach stała Jinhee i Jihoon, który dodatkowo wspinał się na paluszkach.
-W prawo i w lewo – instruował dzieci z szczoteczką w ustach. Maluchy powtarzały każdy jego ruch. -Teraz w górę i w dół. Plujemy!
Rozległo się zbiorowe „TFU!”, a ja wyobraziłam sobie obecny stan umywalki. Aż mi się słabo zrobiło. Oparłam się o framugę.
-I jeszcze raz – oznajmił.
-Naprawdę muszę to robić, jeśli chcę jeść cukierki? - Jinhee niezadowolona przyglądała się młodszemu bratu i tacie, którzy zajadle szczotkowali zęby.
-Oczywiście. Jak będziesz jadła cukierki i nie będziesz myć zębów to w końcu zrobią się czarne i wypadną. Uwierz mi bezzębnej dziewczynki, żaden chłopak nie chce – Wonjun mówił to ze śmiertelną powagą w głosie.
-Czyli kochasz mamę, bo myje zęby? - Jinhee spojrzała na niego uważnie.
-Dokładnie, a mam kocha mnie, bo też myję, dlatego Jihoon też musi to robić – nalał wody do plastikowych kubków. -Płuczemy.
Wypłukali usta, wytarli je ręcznikiem i wyszczerzyli się szeroko, oglądając uzębienie w lustrze. Wonjun zauważył mnie w odbiciu i puścił oczko.
-No proszę państwa, a teraz do łóżek! - zaklaskał w dłonie.
Odprowadziliśmy ich do pokoju i poczekaliśmy, aż wejdą do łóżek.
-Dobranoc! - krzyknęli chórkiem.
-Dobranoc – odpowiedzieliśmy i zamknęłam drzwi. -Wiesz, że to podchodzi pod szantaż? - zauważyłam.
-Wolisz, żebym ich szantażował, czy żeby śmierdziało im z ust obiadem sprzed tygodnia?


Minsu

Weszłam na taras z tacą w dłoniach. Słońce mocno świeciło, więc Minsu jako przykładny tato zadeklarował, że rozłoży basen. Minęły już dwie godziny a basenu jak nie było tak nie ma. Zamiast tego na środku ogrodu stanęła prowizoryczna forteca z kartonów i mini front wojenny. Minwoo biegał dookoła potykając się o własne stopy i ogromny pióropusz, więc co chwile leżał na trawie. Zamiast płaczem wybuchał śmiechem, po czym się podnosił i znów uciekał przed tatą, który co jakiś czas oblewał go wodą z pistoletu. Całość dopełniał Simba, nasz golden retliver, który powalał Minsu wskakując mu na plecy.
Zrezygnowana usiadłam na krześle i chwyciłam pucharek lodów. Jak na razie nie miałam ochoty brać udziału w tym cyrku. Niestety, jak na zawołanie Minwoo pokracznie pokonał dwa schodki i przytulił się do moich nóg.
-Mama! - wspiął się na moje kolana. Był cały mokry. Czasami miałam wrażenie, że Minsu nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji niektórych jego zabaw.
-Mama chodź się bawić – Minsu stanął przede mną.
-Nie – zaprzeczyłam.
-No chodź!
-Nie.
Dostałam wodą w twarz.
-Chodź!
Zanim zdążyłam odpowiedzieć dostałam po raz drugi, trzeci i czwarty.
-Minwoo chodź do taty. Pokażę ci sztuczkę – malec przebiegł dzielący ich dystans i wylądował w ramionach taty. -Powołałem do życia Godzillę!
Dziecko wybuchło śmiechem, a ja zerwałam się z miejsca uprzednio łapiąc za wąż ogrodowy.
-Mam nadzieję, że nogami przebierasz tak samo szybko jak językiem! - warknęłam odkręcając kurek.
-No co jak co, ale ty powinnaś o tym najlepiej wiedzieć – uniósł znacząco brwi.
-Yeah!

I tak się skończyło. Minsu biegał po ogrodzie z dzieckiem na rękach, ja goniłam ich z wężem ogrodowym, a zrezygnowany Simba przyglądał się załamany naszym poziomem inteligencji.


Jeśli ktoś dotrwał do końca to gratulację! 
Tero uwaga. Mogę pisać więcej tego typu rzeczy? Podoba sytuacja z każdym członkiem zespołu, u know.
Uwaga. Pierwszej osobie, która skomentuję napiszę scenariusz na życzenie c: Omaj... Nie wierzę, że to robię XD