Puszyste opowiadanie z dzikimi przemyśleniami c:
Pozdrawiam wiosenną wenę!
W ogóle zaczynam nadawać tytuły, bo powoli się gubię XD
Siedziałam sobie spokojnie na ławce w parku. Musiałam śmiesznie
wyglądać wśród par spacerujących wspólnie, rodzin i krzyczących
dzieci. Wiosna proszę państwa. Czas, w którym ludzie uświadomili
sobie, że pora ruszyć się z domu i wyjść spotkać się ze
znajomymi, czy po prostu przewietrzyć. Czas, w którym wraz z
przyrodą odradzają się relacje międzyludzkie i uczucia. Oh
uczucia! Wiosna to czas zakochanych! I mnie pijącej Bubble Tea.
To nie tak, że jestem anty nastawiona do miłości. Nigdy nie
poczułam tego uczucia do kogoś innego oprócz rodziny. Nie wiem,
jak to jest mieć motyle w brzuchu i rumieńce na policzkach. Jeszcze
się taki nie pojawił co by mnie tchu pozbawił. Ale moje serduszko
jest otwarte i czeka.
Właśnie. Ja tu czekam!
Spojrzałam na zegarek. Ilhoon spóźniał się już dobre
dwadzieścia minut. Postanowienie: na następne urodziny kupić mu
zegarek. Ale nie. Chwila. Kupiłam mu go na poprzednie i gwiazdkę.
Dwa lata temu też... Chyba jednak zostanę przy skarpetkach, bo ten
prezent nie przynosi żądanych skutków, a wiele kosztuje.
Rozejrzałam się po raz kolejny i wreszcie zobaczyłam Pana Zawsze
Mam Czas. Zobaczyłam i od razu tego pożałowałam. Musiałam zakryć
usta dłonią, żeby nie parsknąć śmiechem. Nie dość, że w tym
blondzie, zachodzącym zielenią wyglądał źle to dodatkowo przeżył
bliskie spotkanie z krowim językiem.
-Nie wiem kto ci to zrobił, ale gdybym była jego szefem,
zwolniłabym go bez zastanowienia – oznajmiłam bez przywitania.
Specjalnie przylizał włosy dłonią.
-Nie podoba ci się mój new look?
- uniósł brwi.
-Słaba znajomość angielskiego też nie.
-Szczera do bólu.
-Lepiej żebym była szczera, niżbym miała cię okłamywać, że
wyglądasz dobrze – zauważyłam. -Uwierz mi. Dla dobra świata
wolę cię o tym uświadomić.
Wywrócił oczami.
-Będziemy gadać o moim wyglądzie, czy przejdziemy się?
-Jeśli stacją docelową jest fryzjer to ruszamy! - zerwałam się
na równe nogi i wypaliłam do przodu. -No ruszaj się. Im szybciej
tym lepiej!
Tak mniej więcej wyglądała nasza przyjaźń. Na wiecznym
dokuczaniu sobie i pyskowaniu. Jednak żadne z nas nie odbierało
tego na serio i znaliśmy granice umiaru. Przy Ilhoonie czułam się
po prostu dobrze. Mówiłam co chciałam, robiłam co chciałam, a on
to wszystko tolerował. Kiedy któreś z nas przesadzało dawaliśmy
sobie dzień przerwy i potem wszystko wracało do normy. Nawet po
debiucie w zespole miał dla mnie czas, za co byłam mu dozgonnie
wdzięczna. Nie okazywałam tego w dosłowny sposób, bo by się
przyzwyczaił.
Przez całą drogę kpiłam z jego
new look'u, a on
odwzajemniał się wzmiankami o moim marnym wzroście i całkowitym
braku talentu. Jak się okazało nie fryzjer był na mecie, a budka z
goframi. Stanęliśmy w kolejce, w której wyprzedzały nas dwie
pary. Obserwowałam, jak to dziewczyny wieszały się na ramionach
chłopaków i mruczały jak to nie mogą wybrać smaku polewy lub
koloru posypki.
Uniosłam dłoń Ilhoona na wysokość oczu, zakrywając ten banalny
widok.
-Powiedz mi, kiedy sobie pójdą.
Il zaśmiał się w odpowiedzi, ale wytrwale stał z uniesioną ręką,
aż przesłodzeni kochankowie zniknęli zza rogiem ulicy. Złożyliśmy
zamówienie i już po chwili trzymałam w dłoniach gorące ciasto,
pokryte bitą śmietaną, polewą toffi i kolorowymi wiórkami.
-Co ci w nich przeszkadzało? - spytał się, kiedy szliśmy bez
celu.
-Bo to było banalne – oznajmiłam. Przeklęta bita śmietana. Jak
ją zjeść nie brudząc się przy tym?
-Miłość jest banalna? - wyłapał sens mojej wypowiedzi.
-Nie. Zachowanie ludzi, którzy w niej trwają jest banalne. Wydaje
mi się, że skoro się kogoś kocha powinno się to pokazywać w
nieprzewidywalny sposób, a nie tak, jak wszyscy. Nie sama miłość
jest banalna, a jej okazywanie – wyjaśniłam.
-Czyli jeżeli cię kocham najlepiej by było, gdybym ci o tym
powiedział skacząc ze spadochronu, albo podczas końca świata? -
zaśmiał się.
-Niezupełnie. Oczywiste jest, że
podczas końca świata nikt nie będzie chciał umrzeć samotnie,
więc wyzna uczucie pierwszej lepszej osobie. Gdybyś tak zrobił,
nie wzięłabym tego na poważnie – odpowiedziałam. -To by musiało
być jakieś wow.
Jednak mnie nie kochasz, więc nie musisz się nad tym zastanawiać –
wzruszyłam ramionami i syknęłam, kiedy bita śmietana zsunęła
się z gofra i wylądowała na moim czarnym swetrze. Chciałam się
jej pozbyć tym samym, rozmazując jeszcze bardziej. Gratki.
Ilhoon stanął przede mną i sprawnie zrobił to, co dla mnie było
czarną magią. Pozbył się śmietany, po której została niewielka
plama. Wycierając ją spoglądał na mnie.
-Znamy się tyle lat, a ja nadal nie mogę cię rozgryźć –
oznajmił.
-Rozgryźć? - zdziwiłam się.
-Jesteś pogmatwana. Żądasz rzeczy niemożliwych, a nie radzisz
sobie z codziennymi błahostkami – wyrzucił do śmietnika zużytą
serwetkę. -Chcesz czegoś niesamowitego, a radość sprawia ci
zwykły gofr. Mówisz o niebanalnej miłości, a rumienisz się,
kiedy pomagam ci w zmyciu śmietany.
Że chwila co? Dotknęłam dłonią policzka, który był dosłownie
gorący. Zarumieniłam się. Zarumieniłam się, gdy Ilhoon mnie
czyścił. Super!
-Ale wiesz co jest najzabawniejsze?
Jesteś czerwona za każdym razem, kiedy podejdę bliżej lub powiem
coś miłego – nachylił się. -Jednak jesteś do mnie
przyzwyczajona i nie zdajesz sobie z tego sprawy. Nie widzisz, jak
twoje ciało reaguje na moją obecność.
W tym momencie żołądek zmniejszył mi się do rozmiarów orzecha,
a w głowie huczały jego wcześniej wypowiedziane słowa. Czy mówił
prawdę? Fakt, że czułam się przy nim swobodnie, mógłby
przysłonić mi uczucia, które się narodziły? Czy to w ogóle
możliwe, żebym poczuła do niego coś więcej niż przyjaźń? Ten
człowiek jest zadufanym w sobie czubkiem, którego w nocy napadła
krowa! Jakim cudem mogłabym się w nim zauroczyć? Jednak spójrzmy
na to z innej strony. Jego oczy miały niesamowity odcień brązu,
przełamany iskierkami. Pojawiały się zawsze, kiedy się śmiał,
tak samo jak szeroki, szczery uśmiech. Zawsze mówił to co myślał,
nigdy mnie nie okłamał. I mimo wszystkich moich głupich tekstów,
trwał dzielnie obok od dziesięciu lat. To już jest miłość?
Ilhoon pochylił się jeszcze bardziej. Dzieliły nas dosłownie
milimetry, a mną ogarnęła żądza poczucia jego warg na swoich.
Chciałam zobaczyć, czy smakują tak samo dobrze jak wyglądają.
Zabolał mnie fakt, który sobie uświadomiłam. Już od jakiegoś
czasu marzyłam o tym chłopaku. Myślałam o nim i chciałam być w
jego pobliżu. Nie dotarł do mnie sens tych pragnień, bo o tym
myśli każda przyjaciółka, ale jak się okazało ja chciałam
więcej. Czuć jego dotyk, nie tylko przelotnie. Chciałam go na
własność.
Jego ciepły oddech łaskotał mi twarz. Mimo woli przymknęłam
powieki i delikatnie uniosłam się na palcach. Męczyło mnie to
czekanie. Kiedy myślałam, że poczuję jego usta chłopak
gwałtownie się wyprostował.
-Gdybym cię teraz pocałował byłoby to zbyt banalne, a tego nie
chcesz – patrzył na mnie z wyższością.
Miałam ochotę pchnąć go pod przejeżdżający autobus. Głupi
palant!
-Szlag by cię wziął! - prychnęłam, odwracając się na pięcie.
Nie chce to nie. I chociaż byłam rozczarowana nie zamierzałam
błagać. Zbyt by go to dowartościowało. Usłyszałam za plecami
jego melodyjny śmiech.
-Jesteś pokręcona!
-I kto to mówi?! - spojrzałam na niego.
Stał z rękami w kieszeniach granatowego płaszcza. Uśmiechał się
szeroko, a w jego oczach tańczyły te cholerne iskierki. Był
głupkiem, ale uwielbiałam go, więc kiedy rozłożył ręce, mimo
małego zawahania, wróciłam i wtuliłam się w jego pierś.
-Nie powiem ci, że cię kocham. Zatrzymam to na bardziej
niepowtarzalną okazję – zaśmiał się.





