poniedziałek, 23 lutego 2015

N - VIXX



Przebudziłam się. Przywitały mnie radosne promienie słońca, skaczące po jasnych ścianach sypialni i puste miejsce po mojej lewej stronie. To się zdarzało coraz częściej. Budziłam się, a jego najnormalniej w świecie nie było.
Westchnęłam i zrzuciłam z siebie cieplutką kołdrę. Włożyłam na siebie bluzę, która wisiała na poręczy łóżka. Po za dużych rękawach stwierdziłam, że jest jego. Wciągnęłam słodki zapach wypełniając nim płuca, po czym zeszłam po schodach i skierowałam się do kuchni.
Ku mojemu zdziwieniu usłyszałam trzask naczyń i wody. Ktoś nieudolnie próbował zmywać. Kiedy stanęłam w progu zauważyłam Hakyeona. Ze skupieniem czyścił talerze. Nawet nie zorientował się, że zeszłam. Jak najciszej potrafiłam podeszłam do niego.
-Bu! - powiedziałam tuż przy jego uchu.
Wystraszony krzyknął i zaczął machać mokrymi rękami chlapiąc wszystko dookoła.
-Czemu to zrobiłaś? - zapytał, gdy udało mu się uspokoić. -Myślałem, że umrę!
On się bulwersował, a ja śmiałam. Nie mogłam przestać. Tak bardzo kochałam tę jego „złość”. Wyglądał wtedy niezwykle uroczo i jeszcze bardziej niewinnie. Jednak wiedziałam, że kiedy chce potrafi być stanowczy.
-Nie gniewaj się – stanęłam na palcach i zarzuciłam mu ręce na szyję. Nasze twarze dzieliły tylko milimetry, a jego oddech łaskotał mój policzek. - Przecież wiesz, że cię kocham – zrobiłam minkę szczeniaczka, co wywołało u niego śmiech.
Położył ręce na moich biodrach.
-Wszyscy mnie kochają – pochylił się do pocałunku, ale ja wykonałam unik i wywinęłam się z jego uścisku.
-To niech wszyscy cię całują – odgryzłam się.
-Nie. Nie wszyscy są moją ChanTae – chwycił moje dłonie i znowu mnie przytulił. - Bo tylko ChanTae może mnie całować – po tych słowach nasze usta się odnalazły. Pocałunek był długi i powolny. Jego język pieścił mój, a ja nie zostawałam mu dłużna. Delikatnie uniosłam jego koszulkę i wsunęłam dłonie pod spód, muskając jego delikatną skórę.
-Nie możemy – przerwał pieszczoty. - Muszę zaraz jechać – spoglądał na mnie z góry. Był wyższy o głowę, co dawało mu nade mną znaczną przewagę.
-Chciałabym, żebyś został – byłam trochę rozczarowana, ale wiedziałam, że to jego praca, więc nie mogłam do zatrzymywać. - Uważaj na siebie – powiedziałam i wygładziłam mu koszulkę. - Wróć szybko.
-Oczywiście! -pocałował mnie w czoło i wyszedł.

*
Cały dzień męczyły mnie mdłości. Zresztą borykałam się z nimi już od jakiegoś czasu. Myślałam, że to zatrucie pokarmowe, ale trwało to zbyt długo. A poza tym miałam ogromny apetyt i praktycznie ciągle coś podjadałam. Postanowiłam, że jeśli nie przejdzie mi do końca tygodnia to pójdę do lekarza.
Tym czasem zbliżała się godzina powrotu Hakyeona, a ja zdychałam leżąc na kanapie. Na pewno wyglądałam mało pociągająco i tak samo się czułam. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do mieszkania i już po chwili stał przede mną N.
-Jezu wyglądasz jak śmierć – nadal w kurtce i czapce rzucił w kąt swoją torbę treningową i usiadł obok mnie. - Dobrze się czujesz? - przyłożył rękę do mojego czoła sprawdzając czy nie mam gorączki.
Był taki kochany. Tak bardzo się troszczył. Nawet jak łapało mnie małe przeziębienie błagał o kilka dni wolnego, aby się mną opiekować. Próbowałam go przekonywać, żeby tego nie robił, bo naraża się tym menagerowi, ale nie słuchał. Zawsze robił jak chciał.
-Trochę mi nie dobrze – przyznałam i zdjęłam mu czapkę. - Jak było?
Zauważył, że zmieniłam temat. Ściągnął kurtkę i zawiesił ją na oparciu kanapy.
-Ciężko pracowałem. Bardzo chciałem wrócić do domu. Nie lubię kiedy jesteś sama – chwycił moją dziwnie bezwładną dłoń. Byłam wyczerpana. Najchętniej poszłabym spać.
-Nie jestem małą dziewczynką. Nie musisz się martwić – uśmiechnęłam się słabo.
Chłopak pokręcił głową nie zadowolony i nim zdążyłam się zorientować podniósł mnie z kanapy i ruszył po schodach w stronę naszego pokoju. Położył mnie na łóżku i delikatnie zdjął ze mnie bluzę.
-Jutro zadzwonię po lekarza – oznajmił przykrywając mnie kołdrą. - A teraz śpij – odgarnął mi włosy z czoła.
-Dziękuję – splotłam nasze palce. - Kocham cię.

*
Obudziły mnie zawroty w żołądku. Szybko wstałam i pobiegłam do łazienki. Wymiotowałam. Było to bardzo nie przyjemne.
Co się ze mną dzieje?
Poczułam jak ktoś muska moje ramiona. N stał nade mną, a jego twarz wykrzywiał grymas smutku.
-ChanTae, może powinniśmy jechać do szpitala? - podał mi ręcznik.
Wytarłam usta i zaprzeczyłam ruchem głowy.
-Nie ma takiej potrzeby – zapewniłam, choć byłam pewna, że jest inaczej. - Do jutra przejdzie.
Westchnął i usiadł na ziemi obok mnie.
-Mam nadzieję.

*
Noc spędziłam na zimnych kafelkach łazienki. Towarzyszył mi przy tym Hakyeon. Byłam mu bardzo za to wdzięczna. Zawsze był przy mnie kiedy go potrzebowałam. Teraz jednak lekarz poprosił, aby poczekał na zewnątrz.
Mężczyzna wykonał wszystkie podstawowe padania i spojrzał na mnie spod małych, okrągłych okularów.
-Proszę mi powiedzieć... Robiła pani test? - spytał, grzebiąc w ogromnej torbie.
-Jaki test? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Ciążowy – wyjaśnił, a ja powstrzymałam się przed parsknięciem śmiechem. - Czy ma pani miesiączkę według planu? - z jego tonu mogłam wywnioskować, że nie żartuje.
-Ja... Nie. - przyznałam. Dopiero teraz zorientowałam się, że powinnam dostać okres dobry czas temu. Jak mogłam tego nie zauważyć?
-No to proszę wykonać test, a potem skierować się do ginekologa – polecił. -Pański małżonek bardzo się o panią martwi. Powiadomić go o naszych przemyśleniach?
-Nie. - wypaliłam. - Sama to zrobię. Dziękuję.
Miałam chwilę na przeanalizowanie wszystkich tych informacji. Będę mieć dziecko?
Położyłam ręce na brzuchu. Jeszcze nie wyglądał na taki, w którym rozwija się życie. Mały uroczy człowieczek.
W oczach nagromadziły mi się łzy. Byłam szczęśliwa, zdenerwowana i podekscytowana, a przede wszystkim bałam się. Bałam się reakcji N'a, reakcji pozostałych członków VIXX, no i ich menagera. Ten człowiek i tak był nie zadowolony z naszego związku, wspólnego domu i planowania przyszłości. Wspierał Hakyeona, ale uważał, że co za dużo to niezdrowo.
-Czemu nie chciał mi nic powiedzieć? - N usiadł obok mnie. - Ty kazałaś mu siedzieć cicho?
Musiałam teraz mu o tym powiedzieć. Nie mogłam trzymać tego w sobie.
-To nic pewnego – zaczęłam. - Muszę się jeszcze dokładnie przebadać.
Na jego twarz zaczęło wkradać się przerażenie.
-Boże! Tylko nie mów mi, że jesteś poważnie chora! - przygarnął mnie do siebie i głaskał po włosach. - Jeśli ty... Nie możesz... Ja nie umiem żyć bez ciebie! - prawie płakał.
Odwzajemniłam uścisk.
-Nie bój się. To tylko... Chwilowe. Niedługo przejdzie – uśmiechnęłam się pod nosem, ale on tego nie widział.
-Kiedy? Będziesz miała operację? - czułam jak jego serce wariuje.
-Za niecałe dziewięć miesięcy. Co do operacji... To nie będzie raczej konieczne – odpowiedziałam.
-Dlaczego dopiero za dziewięć – przerwał i odsunął się, aby na mnie spojrzeć, a ja nie wytrzymałam i się szeroko uśmiechnęłam. - Czy ty... Czy my... Czy tam – wskazał na mój brzuch.
-Tak – przygryzłam dolną wargę. - Będziemy rodzicami.
Chłopak wstał i chwycił mnie w ramiona. Kręcił się w kółko ściskając mnie w pasie. Słyszałam jego śmiech.
-Będę tatusiem! - zaczął skakać. - Będę tatusiem! - pocałował mnie mocno. W trakcie pocałunku upadliśmy na łóżko. - Jestem taki szczęśliwy!
-Ja też! - śmiałam się.

Ta cała sytuacja dowiodła, że Hakyeon mnie nie zostawi, że razem ze mną będzie czuwał przy naszym małym szczęściu, które jeszcze bardziej rozjaśni nam życie.

Od autora.
To opowiadanko powstało specjalnie dla mojej ukochanej Anastazji. 
Mam nadzieję, że ci się spodobało.
Ja uważam, że jest jednym z najlepszych jakie napisałam ^^

niedziela, 22 lutego 2015

Ravi - VIXX



 -Szczęśliwych Walentynek! - zaskrzeczała Jelly, wieszając mi się na szyi. Odepchnęłam ją lekko i ruszyłyśmy szkolnym korytarzem.
-Wiesz, że nie obchodzę czegoś takiego – zdarłam ze ściany papierowe serce. Cała szkoła była tym obklejona, a pod sufitem sterczały balony. Na ich widok przeszedł mnie zimny dreszcz. Panicznie bałam się balonów. Może to dziwne, ale prawdziwe.
-Oh! Przestań! - zablokowała mi drogę swoim drobnym ciałem. - Przecież co roku dostajesz kartkę! Powinnaś choć trochę się zainteresować – obwiniała mnie.
Miała rację. Co Walentynki od czasu piątej klasy podstawówki, dostawałam kartki. Nie wiedziałam od kogo. Znajdowałam je albo na ławce, albo w szafce. Na początku byłam bardzo ciekawa kto był ich nadawcą, ale z biegiem czasu zobojętniałam.
-Jelly proszę cię... Przecież i tak sobie z tego nic nie robię – prychnęłam i minęłam przyjaciółkę. Ona jednak uparcie dotrzymywała mi kroku.
-YooRa... Obiecaj mi, że jeśli znowu dostaniesz wiadomość od cichego wielbiciela, to dowiesz się kim on jest – domagała się.
Westchnęłam.
-Dasz mi wtedy spokój? - spytałam na odczepne.
-Tak – Jelly uśmiechnęła się szeroko.
-No to zgoda.

*
Lekcje mijały powoli i mozolnie. Na ostatniej myślałam, że zasnę. Ku swojemu zadowoleniu nie dostałam walentynki. Biedna Jelly się zawiedzie. Mój wielbiciel w końcu odpuścił.
Gdy rozbrzmiał dzwonek szybko zebrałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy. Umówiłam się z Jelly, że spotkamy się przed głównymi drzwiami i pójdziemy się gdzieś przejść. Najpierw jednak musiałam zostawić niepotrzebne podręczniki w szafce. Szkoła szybko opustoszała, no ale był piątek, więc się nie dziwię.
Otworzyłam szeroko małe drzwiczki i wepchnęłam książki do środka.
-Coś ci wypadło.
Przestraszona podskoczyłam i cicho krzyknęłam. Przede mną stał chłopak. Jego blond włosy stały w nieładzie. Uśmiechał się lekko, nieco rozbawiony moją reakcją. Schylił się i podniósł coś z ziemi, małą czerwoną karteczkę złożoną w pół i wyciągnął dłoń w moją stronę.
-Dziękuję – chwyciłam papierek i wsunęłam go do kieszeni marynarki.
-Ty jesteś Jo YooRa, zgadłem? - jego głos był głęboki i nieco uwodzicielski.
-Ne – przytaknęłam. - A ty jesteś? - próbowałam sobie przypomnieć, czy już kiedyś z nim rozmawiałam, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
-Kim Wonsik – zorientował się, że go nie kojarzę. - Ja już pójdę. Do zobaczenia – odwrócił się i po prostu poszedł.
Kiedy zostałam sama wyjęłam karteczkę. Rozwinęłam ją.

Nie ma potrzeby, by szukać dalej
Jestem blisko i patrzę na Ciebie, ale dlaczego nie możesz mnie dostrzec?

Możesz wziąć mnie całego
Teraz spójrz na mnie, przed Tobą stoi przeznaczenie

Ravi”

*
Razem z przyjaciółką siedziałam w parku. Wiał zimny wiatr, więc szczelniej owinęłam się fioletowym, wełnianym szalikiem. Cały czas jednak myślałam o chłopaku i karteczce, którą ściskałam w dłoni.
-YooRa do cholibki! Słuchasz mnie w ogóle?! - Jelly szturchnęła mnie w ramię. - Nie słuchasz! - odpowiedziała sama sobie. - Ja ci tu opowiadam historię mojego życia, a ty mnie najnormalniej w świecie olewasz!
Spojrzałam na nią.
-Pamiętasz co ci dzisiaj obiecałam? - wypaliłam.
Dziewczyna zdezorientowana patrzyła na mnie jak na uciekiniera z wariatkowa.
-Jeśli znowu dostaniesz liścik to... - szerzej otworzyła oczy. - O BOŻE DOSTAŁAŚ?! - wstała z ławki. - KIEDY?! JAK?! POKAŻ MI!
Podałam jej karteczkę. Dosłownie wyszarpała mi ją z ręki. Czytała tekst chyba z pierdyliard razy.
-Kim jest Ravi? - spytałam cicho. - Nigdy wcześniej się nie podpisywał. A takiego przezwiska nie słyszałam.
-O to się nie martw! - zapewniła Jelly. - Już ja coś wymyślę.

*
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

Nigdy wcześniej nie przejmowałam się walentynką tak długo. Byłam bardzo ciekawa kim był nijaki Ravi i czy to on wysyłał mi te liściki już od tak długiego czasu.
Przechadzałam się pustym korytarzem i rozmyślałam. Przyłapałam się też na tym, że myślałam o Kim Wonsiku. O jego blond włosach i uśmiechu. W ciągu tego tygodnia widziałam go kilka razy w towarzystwie kolegów. Bardzo cieszył mnie jego widok, chociaż nie wiedziałam dlaczego.
Nagle pojawiła się przede mną przeszkoda. Walnęłam w nią czołem i zatoczyłam się do tyłu. Myślałam, że upadnę, ale coś mnie uratowało. Właściwie to ktoś.
Kto?
Kim Wonsik.
Okazało się też, że to on był ową „przeszkodą”.
-Wszystko dobrze? - musiał się trochę schylić, aby spojrzeć mi w oczy. - Nic ci nie jest?
-Przepraszam, że w ciebie uderzyłam – zarumieniłam się. - Ja... Zamyśliłam się – przyznałam.
Chłopak uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
-Nic się nie stało. Napijesz się soku? - wskazał na automat z napojami. - Na mój koszt.
-OK.
Kupił nam po butelce soku pomarańczowego. Usiedliśmy pod ścianą. Wonsik nawijał cały czas, a ja go słuchałam. Opowiadał o swoim zespole „VIXX”. Grywali w pobliskim klubie. Chłopak zajmował miejsce rapera.
-Chciałabym to kiedyś zobaczyć – przyznałam.
-Zapraszam – uśmiechnął się szeroko. - Na przykład jutro o dwudziestej? - zaproponował.
-O! Może być – zgodziłam się. - Mogę zabrać przyjaciółkę? - Jelly by mi nie wybaczyła, gdybym jej nie wzięła.
-Jasne – zgodził się.
W tym momencie jakiś chłopak wbiegł po schodach.
-Ravi! Wszędzie cię szukałem! Idziesz? - zawołał.
Czy ja usłyszałam Ravi? Zamurowało mnie. Nie wiedziałam jak się zachować. Nie! To musiało mi się przesłyszeć.
-Ja muszę iść – wstał. - Do jutra! - pomachał i pobiegł.

*
-Nie wierzę, że idziemy na ich koncert! - szłam z Jelly w stronę klubu. - Nie wierzę, że poznam Hyuka! A przede wszystkim nie wierzę, że jeden z nich może być twoim wielbicielem!
-No dzięki – skarciłam ją spojrzeniem.
-OH! Nie o to mi chodzi – przytuliła mnie. - Bardzo się cieszę z tego powodu.
Ona się cieszyła, a ja bałam. Postanowiłam, że porozmawiam z Ravim po występie. Chciałam wyjaśnić z nim całą tą sytuację.
Weszłyśmy do klubu i zajęłyśmy odpowiednie miejsca. Po krótkiej chwili zgasły światła i po pomieszczeniu rozległa się dudniąca muzyka. Na scenie pojawiło się sześciu chłopaków. Kojarzyłam ich ze szkoły. W jednym rozpoznałam gościa, który wczoraj przyszedł po Wonsika.
Właśnie.
Kim Wonsik prezentował się idealnie. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Byłam po prostu zaczarowana jego tańcem, głosem i jestestwem. To było aż nierealne, aby to on wysyłał mi te wszystkie liściki.
Nawet nie zauważyłam kiedy występ się skończył i zespół zszedł do publiczności. Od razu otoczyli ich fani, nie dając im chwili na odpoczynek. Kiedy ludzie się rozeszli podeszłam do niego.
-Jak ci się podobało? - na mój widok uśmiechnął się.
-Byliście niesamowici – odpowiedziałam, a po tym nastała krępująca cisza, przerywana przez śmiech Jelly, która poznała swojego „idola”. - Możemy pogadać? - spytałam.
-Ale nie tutaj – przekrzyczał muzykę. - Chodź za mną – chwycił mnie za nadgarstek i prowadził w tylko jemu znanym kierunku.
Wyprowadził mnie na taras. Stały tu białe stoliki i krzesła. Parasolki były złożone. Pewnie nikt tu nie przesiadywał ze względu na zimno. Naciągnęłam rękawy bluzy, starając się ochronić przed chłodnym powietrzem.
-O czym chciałaś rozmawiać? - spytał, opierając się o barierki.
Wyjęłam z torebki związane ze sobą różnej wielkości czerwone karteczki i podałam je chłopakowi. Były to wszystkie walentynki jakie dostałam od wielbiciela.
-To ty? - spytałam prosto z mostu.
Ravi przeglądał liściki uśmiechając się pod nosem.
-Nie wiedziałem, że je masz – przyznał. - Myślałem, że je wyrzucasz.
Podeszłam do niego bliżej.
-Dlaczego to robisz? - spojrzałam mu w oczy. - Dlaczego ja?
Wytrzymał moje spojrzenie. Oblizał wargi.
-To głupie – zaśmiał się cicho. - Pamiętasz? Jak byliśmy w piątej klasie znęcało się nade mną dwóch chłopaków. Pewnego dnia przyłapałaś ich jak próbowali mnie okraść, ty... Rzucałaś w nich kamieniami.
Sięgnęłam w głąb pamięci. Rzeczywiście. Było coś takiego, ale nie wiedziałam, że to on.
-Uratowałaś mnie. Najpierw chciałem ci tylko podziękować – wyjął pierwszy liścik.- Jednak z biegiem czasu zacząłem cię lubic. Obserwowałem cię z daleka. Nie miałem odwagi podejść.
Stałam jak zamurowana. Serce biło mi jak oszalałe, a płuca zapomniały jak się oddycha.
-Ravi...
-Nie. - przerwał. - To głupie. Zapomnijmy o tym – ruszył w drogę powrotną.
Pod wpływem chwili przytuliłam się do jego pleców, co sprawiło że się zatrzymał.
-Nie chcę zapomnieć – wyznałam. - Chcę pamiętać!
Poczułam jak bierze oddech. Odwrócił się i przyciągnął mnie mocno do siebie. Chwycił moją twarz w dłonie i... pocałował. Mocno, jakby chciał się upewnić, że to nie sen. Bez trudu odwzajemniłam pocałunek. Wymienialiśmy się powietrzem i miłością. Wsunęłam ręce pod jego koszulkę, kładąc je na jego plecach, które były dosłownie gorące
Drgnął.
-Masz zimne ręce – zaśmiał się.

-No i ? - znowu go pocałowałam i pozwoliłam aby jego dłonie znalazły się na moich biodrach.

Od autora
Ravi kocham cię cioto.
Napisałam to dla siebie... Bo kto zabroni? XD 

sobota, 21 lutego 2015

Powitanie




Witam Was! <3

Po wielu namowach moich przyjaciół w końcu założyłam bloga.
Co będzie się tu pojawiać?
Głównie opowiadania, których bohaterami będą nasze krejzi kpopy...
Oczywiście to ja będę ich autorką.
Opowiadanka z reguły będą "One Shot". Krótkie bez dalszej kontynuacji.
Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracować. 
Proszę tez o komentowanie <3
DO ZOBACZENIA!