niedziela, 14 lutego 2016

Hongki - F.T Island



Mam dla was prezent na Walentynki XD 
Przypadki są fajne. Teraz tylko czekać na taki w moim życiu.
Kocham was~!

 Walentynki?
Miało być miło, przyjemnie i kolorowo. Zaplanowaliśmy ten dzień od początku do końca. Zarezerwowane bilety czekają na odbiór, ale nikt nie pójdzie i nie zapłaci. Nie pójdziemy do centrum handlowego i nie zrobimy sobie zdjęć w budce. Dlaczego? On najwyraźniej woli zabawiać się z moją najlepszą przyjaciółką.
Wyjątkowe uczucie. Stracić w taki dzień dwie najważniejsze osoby w życiu.
Powoli podeszłam do pary, która siedziała na kanapie. Nikt się nie odezwał odkąd weszłam do mieszkania i zastałam ich w objęciach. Śmieszne. Nie potrafią mi tego nawet wytłumaczyć, ale z drugiej strony nie wymagam tego. Sama sobie wytłumaczę.
Chwyciłam za szklankę napełnioną sokiem. Pierwszym odruchem było wylanie zawartości na jego twarz, ale powstrzymałam się i po prostu pociągnęłam spory łyk. Wzięłam też kilka czekoladek ozdobionych złotkiem i małymi wstążeczkami.
-Bawcie się dobrze.
Mój głos był silny, chociaż wnętrze całe drżało. Miałam wrażenie, że kolana zaraz się pode mną ugną, kiedy szłam w stronę drzwi.
Powoli zeszłam po schodach i opuściłam blok. Dopiero teraz pozwoliłam sobie na słabość. Chwiejnym krokiem ruszyłam w nieznanym kierunku. Chciałam się znaleźć jak najdalej stąd.
Zostałam zdradzona i w pewnym sensie upokorzona. Jak ja mogłam nie zauważyć, że coś między nimi się dzieje? Tyle razy wspólnie spędzaliśmy czas. Czyżbym sama przyczyniła się do tego poznając ich ze sobą? Możliwe. Nawet jeśli... Gdyby mnie kochał, nie zrobiłby tego.
Uświadomiłam sobie, że znalazłam się nad rzeką Han. Tylko debil przychodzi sam nad rzekę w Walentynki. Pary spacerowały śmiejąc się i przytulając. Może powinnam być zdołowana tym widokiem, jednak ku mojemu zdziwieniu patrząc na nich zrobiło mi się ciepło na sercu. Znalazłam wolną ławkę, narzuciłam kaptur na głowę i wbiłam wzrok w wodę, która odbijała od siebie światła miasta.

Hongki

-To chyba nie ma sensu.
Nawet na mnie nie patrzyła. Wbiła wzrok w buty i stała, a zdanie wcześniej wypowiedziane wisiało między nami. Ma rację. To co było kiedyś po prostu się wypaliło. Być może byliśmy ze sobą z przyzwyczajenia.
-Ok.
W końcu podniosła wzrok. Łzy lśniły w kącikach oczy. Najwyraźniej uświadomiła sobie konsekwencje naszej decyzji.
-Przepraszam – oddała bukiet, który kupiłem. Ostatni raz uśmiechnęła się słabo po czym odwróciła się na pięcie i odeszła. Nie ruszyłem się z miejsca dopóki nie zniknęła z pola widzenia. Tak, żywiłem nadzieję, że zmieni zdanie i wróci. Jednak osobno będzie nam lepiej.
Postanowiłem wrócić do domu. Szedłem powoli wzdłuż rzeki. Mijały mnie szczęśliwe pary, a ja czułem pustkę. Rozstanie mnie nie zabolało, jednak poczułem się jakby coś mi odebrano. Musiałem coś zrobić.
Przystanąłem i rozejrzałem się po okolicy. Mój wzrok zatrzymał się na dziewczynie. Siedziała sama na ławce z kapturem zakrywającym twarz. Wpatrywała się w miasto po drugiej stronie. Czekała na kogoś? A może tak jak ja została sama? Zanim się zorientowałem nogi same poniosły mnie w jej stronę.

Jinsol

Stanął przede mną i uśmiechnął się lekko. W jego oczach tańczyły chochliki. Wydawał się być sympatyczny, ale dlaczego do mnie podszedł?
-Zostaniesz moją walentynką? - wręczył mi bukiet.
-Przepraszam, ale chyba mnie z kimś pomyliłeś – zaśmiałam się nerwowo.
-Nie wydaje mi się. Przed chwilą rozmawiałem z moją dziewczyną, więc na pewno nią nie jesteś.
-Nie powinieneś dać tych kwiatów jej? - wyciągnęłam dłoń po podarunek. Położyłam je na kolanach, a chłopak zajął miejsce obok.
-Dałem, ale stwierdziła, że to nie ma sensu i chyba wróciła do domu – poprawił kołnierzyk.
Spojrzałam na niego. Zostawiono go w dniu zakochanych, a on tak swobodnie o tym mówi. Wyglądał na nieporuszonego tym faktem, a nawet jeśli to dobrze to ukrył. Ja jednak też się tym nie przejęłam.
Sięgnęłam do kieszeni i wyjęłam z niej czekoladki.
-Dostałaś? - spytał, kiedy przyjął ode mnie poczęstunek.
-Zabrałam – odpowiedziałam.
-Komu?
-Niegdyś mojemu chłopakowi. Nie jestem pewna komu kupił. Mi? Może mojej przyjaciółce?
Czułam się przy nim tak swobodnie. Rozumiał co przeżywam, więc mogłam z nim o tym rozmawiać. Nie dramatyzował, nie współczuł. Wiedział, że to nie jest teraz potrzebne.
-Dałem ci kwiaty, a nawet nie wiem jak ci na imię – odwrócił twarz w moją stronę. Grzywka zakrywała mu jedno oko i nadawała łobuzerskiego wyglądu.
-Jinsol – uścisnęłam jego dłoń.
-Hongki. Miło mi.

Hongki

-Masz plany, czy mogę coś zaproponować? - spytałem.
Myślała chwilę. Na jej miejscu już dawno bym uciekł. W końcu nieznajomy facet przysiada się i pieprzy o swoim życiu. To nie jest normalne.
-Chciałam siedzieć tu całą noc, ale wydaje mi się, że ty masz lepszy pomysł – uśmiechnęła się.
-Ja zawsze mam dobre pomysły. Chodź – wstałem.
Zrobiła to samo. Ruszyłem w stronę miejsca, gdzie zostawiłem motor. Jinsol cały czas ściskała w dłoniach bukiet, kiedy kroczyła za mną. Nie wiem, jaki drań mógł zostawić tak wspaniałą dziewczynę.
Zatrzymałem się przed pojazdem. Przez chwilę skanowała go wzrokiem. Myślałem, że odmówi, ale przyjęła kask, jak tylko wysunąłem go w jej stronę. Niezdarnie włożyła go na głowę. Zrobiłem to samo i odpaliłem maszynę. Bez zastanowienia usiadła za mną.
-Musisz się chwycić – oznajmiłem.
Może i było to trochę niezręczne, ale nie miałem zamiaru sprzątać jej roztrzaskanej z ulicy.
Objęła mnie delikatnie w pasie. Zaśmiałem się na widok kwiatków, które w tej chwili znajdowały się przede mną. Mogła je po prostu wyrzucić lub schować.
Szybko przejechaliśmy przez most Banpo, który teraz mienił się różnymi kolorami. Zacząłem zjeżdżać z głównej ulicy, krążąc mniejszymi i mniej zaludnionymi. Zatrzymałem się pod odpowiednim budynkiem.
-Gdzie jesteśmy? - podniosła szybkę.
-Zobaczysz.

Jinsol

Poznałam go dwadzieścia minut temu, a już zdążyłam przejechać się motorem i zaciągnąć do jakiegoś opuszczonego budynku. Odpowiedzialnie. Nie ma co.
Pokonaliśmy schody, mijając drzwi do pustych mieszkań. Na najwyższym piętrze Hongki wsadził klucz w zamek i przekręcił go. W środku było ciemno, ale szybko włączył światło. Okazało się, że to mieszkanie. Świeżo po remoncie. Zostałam zaprowadzona do salonu sporego rozmiaru. Regały uginały się pod ciężarem płyt. W kącie stały dwie gitary, a na ścianach wisiały talerze od perkusji. Musiał być muzykiem.
-Chodź – polecił.
Przez drzwi balkonowe wyszliśmy na taras, a właściwie dach. Konsola DJ'a i mały barek wskazywały, że odbywały się tu imprezy. Powoli podeszłam do barierek. Dech zamarł mi w płucach. Widać było rzekę Han i most. Miasto po drugiej stronie wysyłało w naszą stronę światła neonów i reklam. Zakochałam się w tym.
-Lepszy pomysł? - stanął obok.
-O niebo – odpowiedziałam szczerze.
-Mówiłem – uśmiechnął się dumnie. -Wiem! Czekaj!
Zniknął w mieszkaniu. Nie czekałam długo. Wrócił z gitarą w jednej ręce i kocem w drugiej. Obserwowałam jak przestawia ławkę zrobioną z palet, wyłożył ją poduszkami. Z rogu tarasu przyniósł drewno i po kilku sekundach paliło się ognisko. Podłączył też lampki, które ozdabiały poręcze. Bajka.
-Siadaj.
Zauroczona zrobiłam jak kazał. Okrył mnie przyniesionym kocem, a sam zajął miejsce obok. Ułożył odpowiednio gitarę, chrząknął kilka razu i przejechał palcami po strunach. Nim się spostrzegłam otoczyła mnie muzyka, a Hongki zaczął śpiewać:

Polecam włączyć: https://www.youtube.com/watch?v=mRESokD9Jlg

Czy to będzie tak ekscytujące, jak w filmach?
Pierwszy raz, gdy nasze usta się złączą.
Myślę, że spotkamy się znów jutro
Dlaczego moje serce już bije tak szybko?
Tak jaby zaraz miało eksplodować.
Czy to będzie jak wata cukrowa,wyobrażam to sobie z zamkniętymi oczami.
Czy ona robi teraz to samo?
Właśnie teraz?
Oh yeah
Myślę, że to będzie smakowało słodko jak cukierek
Jakoś myślę, że będę jeszcze pachniał akacją.
Martwię się, że uzależnię się od tego zapachu.
Ale to co mnie najbardziej martwi, nikt nie uwierzy, ale
Nigdy wcześniej nikogo nie całowałem.”


Podobało mi się. Bardzo. Mimo, że zaczął trochę niepewnie mój cichy chichot dodał mu odwagi. Widziałam, jak rzuca spojrzenia w moja stronę, a ja czułam się jak w niebie. Moje serce biło do rytmu drgania strun.

Powinienem obracać głowę jak w filmach?
Jak będę oddychał po tym jak się pocałujemy?
Martwię się też właśnie o to.
Kiedy powinienem zamknąć oczy, a co z nosem?
Dokładnie ile to powinno trwać, naprawdę nie mam pojęcia.


Oh no
Jeśli to smakuje tak słodko jak cukierek
Mam zamiar tam zostać przez jakiś czas
Nawet jeśli poczuję się naładowany gdy dotknę jej ust
Będę tak stał całą noc.
Czy powinienem jej wyznać, że jestem niedoświadczony?
Powiem ci prawdę, że jesteś pierwszą osobą jaką całuję.


Długi czas po tym, stałem całą noc martwiąc się o to
Nareszcie złączyliśmy nasze usta w głębokiej nocy


Oh yeah
O wiele słodziej niż cytryna
Naprawdę nie mogłem się w ogóle ruszyć
Zastygłem, ponieważ osiągnąłem pełnię szczęścia
Czemu jestem taki wdzięczny tej niedoświadczonej dziewczynie
Obiecuję, zawszę będę całować tylko ciebie
Całować tylko ciebie...”

Zamilkł. Wbił na mnie wzrok.
-Kłamiesz – zaśmiałam się.
-Może trochę – zrobił to samo i odłożył gitarę.
-Komu jeszcze to zaśpiewałeś? - spytałam.
Myślał przez chwilę.
-Minhwanowi. Powiedział, że się nie nadaje, więc nikt jej nie słyszał. Oprócz ciebie – uśmiechnął się.
-Mam w to wierzyć?
Jego śmiech był piękniejszy nawet od tej piosenki.
Hongki. Chłopak, który pojawił się znikąd i w ciągu niecałej godziny wywrócił moje życie do góry nogami. Zauroczył mnie w swoim sposobie bycia, w swoim głosie i umiejętnościach. Nawet jeśli było to tylko chwilowe chciałam, aby ta chwila trwała jak najdłużej.
-Sprawdźmy to – powiedziałam cicho. Spojrzał na mnie zdziwiony. -Sprawdź czy smakuję, jak cukierek – wyjaśniłam.
Uśmiechnął się szeroko. Ujął moją twarz w dłonie i złączył nasze usta w pocałunku. Delikatnie poznawaliśmy siebie nawzajem, a ja poczułam ten słodki smak. Zaśmiałam się pod nosem. Chłopak na chwilę przerwał, aby do mnie dołączyć. Oparł czoło o moje.
-Smakujesz jak ramen – zażartował.
-Jadłam przed wyjściem – oznajmiłam.

Rok później

-Czy ty mi w końcu powiesz, gdzie mnie zabierasz? - spytałam po raz setny.
Zasłonił mi oczy przepaską i trzymając za dłoń dokądś prowadził.
-Zobaczysz – zaśmiał się. -Stopień.
Wymacałam stopą podwyższenie. Puścił mnie i po chwili usłyszałam pisk starych zawiasów. Wrócił do mnie i weszliśmy do pomieszczenia.
-Poczekaj chwilkę.
Cały Hongki. Lubił bawić się w tego typu podchody. Robił mi niespodzianki i zabierał w tajemnicze miejsca. Był taki jak podczas naszego pierwszego spotkania. Światełko w moim życiu i miałam ochotę podziękować Bogu, że tamtego dnia straciłam chłopaka. Czysty przypadek. Najszczęśliwszy przypadek jaki mógł mnie spotkać.
-Jinsol! - jego głos odbił się echem. -Ściągnij opaskę!
Zrobiłam jak kazał. Stałam w małej kapliczce. Przede mną rozciągał się dywan, który prowadził do ołtarza. Wzdłuż niego leżały płatki róż. Do brzegów ławek przyczepione były małe bukieciki. Sam Hongki stał dumny z siebie na podwyższeniu.
-Coś ty wymyślił – zaśmiałam się.
-Chodź do mnie – polecił, rozweselony.
Jak tylko postawiłam pierwszy krok chłopak zaczął naśladować melodię marszu weselnego. Rozbawiona pokonałam dzielący nas dystans, udając pannę młodą. Stanęłam przed nim. Delikatnie niczym welon zdjął mój kaptur. Musiał się świetnie bawić, bo uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Zebraliśmy się tutaj, aby być świadkami w najważniejszym momencie życia tej pary – oznajmił głośno. -Dziś w święto zakochanych ten przystojniak po przeżyciu roku z tą wspaniałą dziewczyną, na której punkcie oszalał ma zaszczyt prosić ją o rękę!
Uklęknął.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Ten wariat! Tylko on mógł wymyślić coś takiego. Coś co sprawi, że moje szanowne serducho wyskoczy z piersi, a rozum pobiegnie je gonić. Kochałam go całą sobą i nie widziałam swojej przyszłości bez Hongkiego obok.
-Jinsol czy uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem w kosmosie i przyjmiesz moje ciało, serce i duszę?
Jakby zwykłe „Wyjdziesz za mnie” nie wystarczyło. Chociaż całą sobą miałam ochotę wykrzyczeć „TAK. NO OCZYWIŚCIE!” musiałam jeszcze się podroczyć.
-Gdzie pierścionek? - zaśmiałam się.
Zorientował się, że czegoś brakuje i szybko przeszukał kieszenie. Wyjął małe pudełeczko i odetchnął z ulgą.
-No. Teraz mogę się zgodzić.
Podniósł się. Wsunął błyskotkę na mój palec. Nagle straciłam grunt pod nogami. Po prostu przerzucił mnie przez ramię i zaczął zmierzać w stronę wyjścia.

-No to pora na noc poślubną!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz