Zwykle notka jest na końcu, ale dzisiaj to zmieniam XD
Po pierwsze. Przepraszam, że mnie tyle nie było, ale nauka i bierzmowanie ;;
Teraz postaram się coś wrzucać raz w tygodniu!
Po drugie. Widziałam prośby o opowiadania na zamówienie... O tym stworzę nowy post.
Po trzecie.
To opowiadanie dedykowane jest mojej Adzie! Laska kocham cię!
Było to dla mnie wyzwanie. Nie znam BTOB i pisałam je za pomocą wskazówek Ady.
Mam nadzieję, że mi wyszło. Proszę was o ocenę!
Wyjrzałam przez okno. Mama wraz z ojczymem pakowała pudła do busa.
Już dzisiaj część naszych rzeczy wylatywała do Ameryki. Pod nich
nogami plątała się SeYoo. Uśmiechnięta ośmiolatka biegała od
samochodu do werandy i z powrotem. Podziwiałam ją za tą
nieskończoną energię.
Siostrzyczka była niezwykle ładniutka. Miała europejskie rysy, ale
urodę Azjatki. Dlaczego europejskie? Nasza mama jest Polką. Ja
zresztą też, ale urodziłam się w Korei. Długa i pokręcona
historia. Mama powiedziała mi kiedyś, że mój ojciec ją zostawił
zaraz po tym jak powiedziała mu o ciąży. Na szczęście już wtedy
znała JunHoo i razem wyjechali do jego ojczyzny.
Teraz znowu czekało ich opuszczenie kraju. Ojczym dostał awans.
Miał zostać prezesem czegoś tam w Ameryce. Oczywiście chciał nas
zabrać ze sobą. Ja jednak dostałam propozycje ukończenia liceum w
Korei. Wiedziałam, że jeśli zostanę mama będzie się strasznie
martwić, więc postanowiłam jechać z nimi.
-Kochanie – mama weszła do pokoju. - Musisz zacząć się pakować
– uśmiechnęła się słabo.
-Dobrze – oznajmiłam, a ona wyszła.
Chwyciłam karton, który stał tu już od jakiegoś czasu, i
zaczęłam chować do niego puchary i medale. Grałam w siatkówkę.
Razem z drużyną odniosłyśmy dość sporo sukcesów w tym roku. I
pomyśleć, że to dzięki sportowi poznałam jego.
Można powiedzieć, że największe szczęście w moim życiu.
Do meczu została jakaś godzina. Trener dawał ostatnie rady, a
potem pozwolił nam iść powłóczyć się po okolicy. Razem z
SooNeul i MiJae rozsiadłyśmy się na trybunach, chcąc oszczędzać
siłę przed spotkaniem. Akurat trwały letnie wakacje i sporo
nastolatków przyszło na halę.
-Dobra. Nie jest zabawnie – oznajmiła MiJae. - Zaczynam się
stresować. Zawalę. Przedupię – schowała twarz w dłoniach.
-Spróbuj tylko, a ci nakopię – zagroziła Neul swoim uroczym
głosikiem.
-A ja poprawię po niej – przyłączyłam się.
Nasze twórcze myślenie, jak to sprawimy, że Jae zostanie
inwalidką przerwały śmiechy. Obejrzałyśmy się. Nad nami
zajmowała miejsca grupka chłopaków. Było ich siedmiu, a hałas
robili, jakby przyszli w dwudziestu. Moją uwagę przykuł chłopak z
rudawymi włosami. Usiadł pośrodku nich i chyba śmiał się
najgłośniej.
Nasze spojrzenia się spotkały. Wpatrywał się we mnie
przenikliwie, a ja nie mogłam odwrócić wzroku. Chłopak puścił
mi oczko i wyszczerzył się w uśmiechu.
Speszona szybko się odwróciłam.
-Chyba powinnyśmy stąd iść – oznajmiłam. - Chyba znaczy na
pewno.
Przyjaciółki spojrzały na mnie jak na debilkę.
-Nie widzę potrzeby – SooNeul wygodniej rozsiadła się na
plastikowym krześle.
-Młoda ma rację, jest dobrze.
No nie wierzę. Czy one robią to specjalnie, czy są po prostu
tak leniwe?!
-Ej! Złotowłosa! - usłyszałam za moimi plecami.
Postanowiłam się nie reagować.
-Roszpunka! - znowu.
-Chyba cię wołają – Neul szturchnęła mnie w ramię. -
Odpowiedz, a nie... Niedostępną zgrywasz – zachichotała.
-Barbie! - ponowne nawoływanie.
-Barbie!? Serio?! - spojrzałam na nich. - Nie stać was na nic
bardziej oryginalnego?
Rudowłosego wyraźnie zadowoliła moja reakcja.
-Powiedz mi jak masz na imię, to już nigdy więcej nie nazwę
cię Barbie – uśmiechnął się.
Sprytne zagranie.
-Śmieszny jesteś – powiedziałam ironicznie. - Może od razu
adres zamieszkania i numer telefonu?
Klasnął w dłonie.
-Jeśli już jesteś tak miła – przygryzł wargę. - No weź.
Muszę wiedzieć komu mam kibicować.
-No właśnie! Powiedz mu bo się załamie! - dopowiedział któryś
z jego kumpli.
-Powiedz mu bo ja cię połamię – szturchnęła mnie MiJae. - A
wiem, że Neul się dołączy.
Zastanowiłam się chwilę.
-Ada. Jestem Ada.
Zakleiłam karton i wystawiłam go na korytarz. To teraz kolej pozbyć
się zdjęć ze ścian.
W ramkach uwiecznione były różne momenty mojego życia: mama
przytulająca małe zawiniątko, ja z SeYoo, świrnięta trójka –
ja MiJae i SooNeul, no i EunKwang.
To było moje ulubione zdjęcie. Zrobiliśmy je pierwszego dnia w
szkole.
Pokręcone. Okazało się, że jest o rok starszy i chodzi do tego
liceum, w którym ja zaczynałam naukę.
-To przeznaczenie! - objął mnie ramieniem. - Będziemy na siebie
wpadać do czasu, aż ci się oświadczę, a potem będziemy mieli
dzieci.
Siedzieliśmy na stołówce. Dosłownie zaciągnęli nas siłą do
swojego stolika. Dziewczyną to nie przeszkadzało, wręcz
przeciwnie, były zachwycone.
-Śmieszny jesteś – strąciłam jego rękę. - Nie w tym życiu.
Zrobił minę zbitego pieska.
-Zraniłaś mnie – udał szloch.
-Po prostu próbuję ci przekazać, że twój podryw jest
tandetny. Wysil się -chwyciłam plecak i chciałam wstać, ale on
pociągnął mnie w dół i ponownie usiadłam.
Wyciągnął przed siebie rękę i zanim zdążyłam się
zorientować zrobił nam zdjęcie.
-Ustawię sobie na tapetę -zrobił jak powiedział. - I ekran
blokady. I na laptopie też.
Zaśmiałam się.
-Nadal cienko. Czekam na coś z ogromem kwiatków i serduszek –
poczochrałam jego grzywkę i poszłam.
Szybko ogołociłam ściany. Wydawało mi się, że pokój stawał
się coraz bardziej obcy.
Westchnęłam i pochowałam wszystko z biurka i szafek z różnymi
gratami.
W jednej z szuflad znalazłam czerwoną bilę z liczbą siedem i
poczułam, jak łzy zebrały mi się w oczach.
Dostałam ją na naszej pierwszej „randce”. Tak. Zabrał mnie do
salonu gier i graliśmy w bilard.
-Każdy normalny zabiera dziewczynę do kina lub kawiarni –
zaśmiałam się.
-Po pierwsze: nie jestem każdy. Po drugie: nie jestem normalny i
po trzecie: JESZCZE nie jesteś moją dziewczyną – wyliczył.
Fakt. Szliśmy tam jako para przyjaciół. Zwykły kumpelski
wypad.
-Pabo – parsknęłam.
Tego wieczoru nauczyłam się grać w bilard. EunKwang był
genialnym nauczycielem. Znaczy... Byłby, gdyby nie fakt, że cały
czas znajdował się bardzo blisko mnie, a ja nie mogłam się
skupić. Zdarzyła się nawet klasyczna akcja z pokazaniem, jak
poprawnie trzymać kij.
Objął mnie od tyłu i ujął dłoń w swoją. Klasyka? Tak. Ale
nie potrafiłam uspokoić myśli, a przede wszystkim mojego serca,
które najwyraźniej chciało uciec z klatki piersiowej.
Z odpowiednią siłą uderzył w białą bilę, a ta z kolei
pchnęła kolejną, która wpadła do siatki.
-Widzisz to proste – wyjął kulę, która przed chwilą wbił.
- Masz.
Podał mi ją.
-Po co? - zmarszczyłam brwi.
-Żebyś miała do czego wspominać – wyjaśnił. - A poza tym
siódemka to moja szczęśliwa liczba, a czerwony to ulubiony kolor.
-Ściemniasz – obracałam bilę w dłoniach.
-Masz rację. Wolę niebieski
Dlaczego to mnie tak bardzo bolało? Dlaczego nie mogłam się po
prostu spakować, wyjechać i zapomnieć?
Zapomnieć o szczęściu, radości, miłych chwilach, przyjaciołach
i miłości. Zapomnieć o całym życiu. To jednak byłoby zbyt
proste.
Rozległo się pukanie i do pokoju weszła SeYoo. Uśmiechnięta od
uch do ucha rozsiadła się na łóżku.
-Ale tu pusto – rozejrzała się. - U mnie też tak jest. Zostały
tylko meble – chwyciła mój telefon. Zawsze to robiła. - Unnie
dlaczego zmieniłaś tapetę? Tamta była lepsza...
Na poprzedniej znajdował się nikt inny jak EunKwang... Miał
poważną minę – co rzadko mu się zdarzało – a grzywka lekko
opadała mu na oczy. Teraz jednak zastąpiłam go krajobrazem.
-Przyjdzie nas pożegnać? - spytała.
-Ani – odpowiedziałam siadając obok niej.
-Dlaczego? - trochę się zawiodła. Bardzo go lubiła. Zawsze coś
dla niej przynosił i się z nią bawił. Najbardziej lubiła jak
udawał goryla. Był w tym dobry... Bardzo dobry.
-Widzisz... Ma inne plany – próbowałam coś wymyślić.
-Kłamiesz! On cię lubi! Zawsze do ciebie przyjdzie – spojrzała
na mnie z wyrzutem, a ja poczułam się głupio.
-Przepraszam – wyszeptałam i poczułam łzy na moich policzkach.
SeYoo przytuliła mnie mocno.
-Będziesz tęsknić, prawda? - jej głosik przynosił mi lekką
ulgę.
-Tak.
*
Do wieczora pozbyłam się wszystkich rzeczy. Leżały gotowe do
wylotu. Ja też byłam już w pełni spakowana.
Leżąc na łóżku wpatrywałam się w ekran telefonu. Miałam
ochotę zadzwonić do dziewczyn, ale obiecałam sobie, że nie zrobię
tego przed wyjazdem.
Wiedziałam, że nie wytrzymałabym pożegnania. Sprawiłabym im
tylko smutek.
Nagle dostałam sms.
EunKwang.
„Wszystko dobrze? Nie odzywasz się od dwóch dni. Martwię się!”
-Nic nie jest dobrze! - powiedziałam sama do siebie i rzuciłam
telefonem. - Nic nie jest dobrze!
Zakryłam twarz poduszką i pozwoliłam sobie na łzy i wspomnienia.
-To jesteście parą, czy nie? - SooNeul przeglądała uważnie
wieszaki z ubraniami.
-Nie – odpowiedziałam.
-Aha. Nie jesteście parą, a od dwóch godzin łazimy po sklepach
i szukamy dla niego gwiazdkowego prezentu – stwierdziła Jae. -
Świetnie.
Spojrzałam na nie. Brały mnie pod włos. Przyznałam się już,
że zaczynam go lubić. Coraz częściej też spędzaliśmy wspólnie
czas, ale to nie był związek. Chyba.
-To ma być tylko przyjacielski upominek – wywróciłam oczami.
- Drobiazg.
-No to może to? - nie wiem skąd Neul wytrzasnęła pluszaka
marchewkę. - Urocze.
-Nie. EunKwang chciałby, aby marchewki, papierosy i owady
zniknęły z tego świata – wypaliłam zanim zdążyłam się
powstrzymać.
-To było dziwne – MiJae spoglądała na mnie jak na wariatkę.
-To co może sobie żyć swobodnie na tym świecie?
Zastanowiłam się.
-Lubi Nurungi i Harrego Pottera... I bilard. A! I gra na pianinie
– wymieniałam.
-Jeśli to nie jest para to ja jestem Frankenstein! - SooNeul
załamana wyszła ze sklepu.
Usłyszałam wibracje telefonu z drugiego końca pokoju. Zignorowałam
to.
Nasze relacje bardziej się zacisnęły, ale nadal nie byliśmy
parą. Przynajmniej nie dla mnie.
-Gdzie mnie zabierasz? - spytałam, kiedy zawiązał mi chustkę
na oczach. - Powinnam się bać?
W odpowiedzi zaśmiał się tym swoim diabolicznych śmiechem, po
czym poczułam, jak tracę grunt pod nogami.
-Spokojnie. Tylko zamknę cię w wieży niczym Roszpunkę –
wsadził mnie do samochodu.
-A będzie smok? - zaśmiałam się. Nic nie widziałam...
-Nie, ale wydaje mi się, że ja wystarczę.
Jechaliśmy może z piętnaście minut, kiedy się zatrzymał,
wyciągnął mnie i poczułam jak wchodzi po schodach. Słyszałam
jego oddech. Jezu żeby dźwigać mnie po schodach... Nienormalny.
Dotarliśmy i postawił mnie na ziemi. Szybko zdjęłam materiał
z oczu i mnie dosłownie zamurowało.
Staliśmy na dachu jakiegoś budynku. Po całej podłodze
porozrzucane były kwiaty i powycinane serca. Na środku leżał koc,
a na nim koszyk.
-Kiedyś mówiłaś, że chcesz kwiatków i serduszek – mówił
tuż przy moim uchu. - Proszę bardzo.
-EunKwang... Ja... - nie wiedziałam co powiedzieć.
-Ada – chwycił moją twarz, tak, że musiałam patrzeć mu w
oczy. - Nie chcę, abyś była moją przyjaciółką. Znaczy chcę,
ale też chcę, żebyś była kimś więcej. Znaczy już jesteś... -
nie potrafił składać logicznych zdań. - Lubię cię. Bardzo cię
lubię.
-Oppa...
-Możliwe, że właśnie zniszczę wszystkie nasze relacje.
Przepraszam.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Delikatnie i
ostrożnie. Oddałam pieszczotę dając mu znak, że nie mam nic
przeciwko. Usłyszałam jęk ulgi, kiedy zatopił palce w moich
włosach.
-Dziękuję – wyszeptałam.
Telefon dzwonił cały czas. Wstałam po niego. Na ekranie
wyświetlało się imię...
Oparłam się o ścianę ściskając urządzenie w dłoniach. Nie
miałam odwagi odebrać.
Nagle usłyszałam pukanie. Jednak nie było to pukanie w drzwi
tylko... w okno? Ostrożnie podeszłam do szyby.
Myślałam, że umrę! Na zewnętrznym parapecie siedział EunKwang z
telefonem przyciśniętym do ucha.
Patrzył mi w oczy, a ja zamiast mu otworzyć, odbrałam.
-Miałaś zamiar mi powiedzieć? - był smutny.
-Jak? Kto? - wiedział o wyprowadzce. Jednak od kogo? Nikt nie
wiedział. Nawet dziewczyny.
-SeYoo – odpowiedział.- Zadzwoniła i wszystko powiedziała.
Dlaczego nic nie mówiłaś?
Przygryzłam wargę.
-Dlatego – poczułam łzy. - Wiedziałam, że przyjdziesz, a ja nie
chciałam się żegnać. Nie potrafię!
-Więc lepiej mnie zostawić w nieświadomości?!
Zraniłam go.
-Nie – płakałam. - Nie chcę cię w ogóle zostawiać! Ze
świadomością, czy bez! Chcę zostać!
-Więc zostań – przyłożył dłoń do szyby. - Ada... Ja kupiłem
mieszkanie specjalnie dla nas! Blisko mojej nowej uczelni i liceum,
abyś nie musiała dojeżdżać. Zostań ze mną.
-Nie mogę. Muszę jechać z mamą – załakałam.
-Twoja mama o wszystkim wie! To miała być niespodzianka, ale jak
widać nie wypali.
Serce miałam rozdarte.
-Naprawdę? - spytałam.
Skinął głową
-Ada zostań! Jak mam wstawać rano ze świadomością, że cię nie
zobaczę? Jak mam żyć skoro nie będę miał dla kogo?!
Nie wytrzymałam i otworzyłam okno, a on dosłownie wpadł d o
środka.
Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. Mocno i namiętnie.
Tęskniłam za jego obecnością i pochłaniałam jego ciepło.
Opadliśmy na łóżko.
-Zostań, rozumiesz? - to już nie była prośba, on błagał.
-Tak – wtuliłam się w niego.
-Wszystko załatwię – zapewnił. - Nie martw się.
-Dobrze – nagle w mojej głowie pojawiło się pytanie. - Oppa?
-Ne?
-Jak tu wszedłeś? - zmarszczyłam brwi.
-Zawsze mówiłem, że mam nadprzyrodzone moce – zaśmiał się.
Zrobiłam to samo. Miałam zamiar już do końca życia śmiać się
z nim, leżąc obok.

