środa, 25 marca 2015

EunKwang - BTOB




Zwykle notka jest na końcu, ale dzisiaj to zmieniam XD
Po pierwsze. Przepraszam, że mnie tyle nie było, ale nauka i bierzmowanie ;;
Teraz postaram się coś wrzucać raz w tygodniu!
Po drugie. Widziałam prośby o opowiadania na zamówienie... O tym stworzę nowy post.
Po trzecie.
To opowiadanie dedykowane jest mojej Adzie! Laska kocham cię!
Było to dla mnie wyzwanie. Nie znam BTOB i pisałam je za pomocą wskazówek Ady.
Mam nadzieję, że mi wyszło. Proszę was o ocenę!

 Wyjrzałam przez okno. Mama wraz z ojczymem pakowała pudła do busa. Już dzisiaj część naszych rzeczy wylatywała do Ameryki. Pod nich nogami plątała się SeYoo. Uśmiechnięta ośmiolatka biegała od samochodu do werandy i z powrotem. Podziwiałam ją za tą nieskończoną energię.
Siostrzyczka była niezwykle ładniutka. Miała europejskie rysy, ale urodę Azjatki. Dlaczego europejskie? Nasza mama jest Polką. Ja zresztą też, ale urodziłam się w Korei. Długa i pokręcona historia. Mama powiedziała mi kiedyś, że mój ojciec ją zostawił zaraz po tym jak powiedziała mu o ciąży. Na szczęście już wtedy znała JunHoo i razem wyjechali do jego ojczyzny.
Teraz znowu czekało ich opuszczenie kraju. Ojczym dostał awans. Miał zostać prezesem czegoś tam w Ameryce. Oczywiście chciał nas zabrać ze sobą. Ja jednak dostałam propozycje ukończenia liceum w Korei. Wiedziałam, że jeśli zostanę mama będzie się strasznie martwić, więc postanowiłam jechać z nimi.
-Kochanie – mama weszła do pokoju. - Musisz zacząć się pakować – uśmiechnęła się słabo.
-Dobrze – oznajmiłam, a ona wyszła.
Chwyciłam karton, który stał tu już od jakiegoś czasu, i zaczęłam chować do niego puchary i medale. Grałam w siatkówkę. Razem z drużyną odniosłyśmy dość sporo sukcesów w tym roku. I pomyśleć, że to dzięki sportowi poznałam jego.
Można powiedzieć, że największe szczęście w moim życiu.

Do meczu została jakaś godzina. Trener dawał ostatnie rady, a potem pozwolił nam iść powłóczyć się po okolicy. Razem z SooNeul i MiJae rozsiadłyśmy się na trybunach, chcąc oszczędzać siłę przed spotkaniem. Akurat trwały letnie wakacje i sporo nastolatków przyszło na halę.
-Dobra. Nie jest zabawnie – oznajmiła MiJae. - Zaczynam się stresować. Zawalę. Przedupię – schowała twarz w dłoniach.
-Spróbuj tylko, a ci nakopię – zagroziła Neul swoim uroczym głosikiem.
-A ja poprawię po niej – przyłączyłam się.
Nasze twórcze myślenie, jak to sprawimy, że Jae zostanie inwalidką przerwały śmiechy. Obejrzałyśmy się. Nad nami zajmowała miejsca grupka chłopaków. Było ich siedmiu, a hałas robili, jakby przyszli w dwudziestu. Moją uwagę przykuł chłopak z rudawymi włosami. Usiadł pośrodku nich i chyba śmiał się najgłośniej.
Nasze spojrzenia się spotkały. Wpatrywał się we mnie przenikliwie, a ja nie mogłam odwrócić wzroku. Chłopak puścił mi oczko i wyszczerzył się w uśmiechu.
Speszona szybko się odwróciłam.
-Chyba powinnyśmy stąd iść – oznajmiłam. - Chyba znaczy na pewno.
Przyjaciółki spojrzały na mnie jak na debilkę.
-Nie widzę potrzeby – SooNeul wygodniej rozsiadła się na plastikowym krześle.
-Młoda ma rację, jest dobrze.
No nie wierzę. Czy one robią to specjalnie, czy są po prostu tak leniwe?!
-Ej! Złotowłosa! - usłyszałam za moimi plecami.
Postanowiłam się nie reagować.
-Roszpunka! - znowu.
-Chyba cię wołają – Neul szturchnęła mnie w ramię. - Odpowiedz, a nie... Niedostępną zgrywasz – zachichotała.
-Barbie! - ponowne nawoływanie.
-Barbie!? Serio?! - spojrzałam na nich. - Nie stać was na nic bardziej oryginalnego?
Rudowłosego wyraźnie zadowoliła moja reakcja.
-Powiedz mi jak masz na imię, to już nigdy więcej nie nazwę cię Barbie – uśmiechnął się.
Sprytne zagranie.
-Śmieszny jesteś – powiedziałam ironicznie. - Może od razu adres zamieszkania i numer telefonu?
Klasnął w dłonie.
-Jeśli już jesteś tak miła – przygryzł wargę. - No weź. Muszę wiedzieć komu mam kibicować.
-No właśnie! Powiedz mu bo się załamie! - dopowiedział któryś z jego kumpli.
-Powiedz mu bo ja cię połamię – szturchnęła mnie MiJae. - A wiem, że Neul się dołączy.
Zastanowiłam się chwilę.
-Ada. Jestem Ada.

Zakleiłam karton i wystawiłam go na korytarz. To teraz kolej pozbyć się zdjęć ze ścian.
W ramkach uwiecznione były różne momenty mojego życia: mama przytulająca małe zawiniątko, ja z SeYoo, świrnięta trójka – ja MiJae i SooNeul, no i EunKwang.
To było moje ulubione zdjęcie. Zrobiliśmy je pierwszego dnia w szkole.
Pokręcone. Okazało się, że jest o rok starszy i chodzi do tego liceum, w którym ja zaczynałam naukę.

-To przeznaczenie! - objął mnie ramieniem. - Będziemy na siebie wpadać do czasu, aż ci się oświadczę, a potem będziemy mieli dzieci.
Siedzieliśmy na stołówce. Dosłownie zaciągnęli nas siłą do swojego stolika. Dziewczyną to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, były zachwycone.
-Śmieszny jesteś – strąciłam jego rękę. - Nie w tym życiu.
Zrobił minę zbitego pieska.
-Zraniłaś mnie – udał szloch.
-Po prostu próbuję ci przekazać, że twój podryw jest tandetny. Wysil się -chwyciłam plecak i chciałam wstać, ale on pociągnął mnie w dół i ponownie usiadłam.
Wyciągnął przed siebie rękę i zanim zdążyłam się zorientować zrobił nam zdjęcie.
-Ustawię sobie na tapetę -zrobił jak powiedział. - I ekran blokady. I na laptopie też.
Zaśmiałam się.
-Nadal cienko. Czekam na coś z ogromem kwiatków i serduszek – poczochrałam jego grzywkę i poszłam.

Szybko ogołociłam ściany. Wydawało mi się, że pokój stawał się coraz bardziej obcy.
Westchnęłam i pochowałam wszystko z biurka i szafek z różnymi gratami.
W jednej z szuflad znalazłam czerwoną bilę z liczbą siedem i poczułam, jak łzy zebrały mi się w oczach.
Dostałam ją na naszej pierwszej „randce”. Tak. Zabrał mnie do salonu gier i graliśmy w bilard.

-Każdy normalny zabiera dziewczynę do kina lub kawiarni – zaśmiałam się.
-Po pierwsze: nie jestem każdy. Po drugie: nie jestem normalny i po trzecie: JESZCZE nie jesteś moją dziewczyną – wyliczył.
Fakt. Szliśmy tam jako para przyjaciół. Zwykły kumpelski wypad.
-Pabo – parsknęłam.
Tego wieczoru nauczyłam się grać w bilard. EunKwang był genialnym nauczycielem. Znaczy... Byłby, gdyby nie fakt, że cały czas znajdował się bardzo blisko mnie, a ja nie mogłam się skupić. Zdarzyła się nawet klasyczna akcja z pokazaniem, jak poprawnie trzymać kij.
Objął mnie od tyłu i ujął dłoń w swoją. Klasyka? Tak. Ale nie potrafiłam uspokoić myśli, a przede wszystkim mojego serca, które najwyraźniej chciało uciec z klatki piersiowej.
Z odpowiednią siłą uderzył w białą bilę, a ta z kolei pchnęła kolejną, która wpadła do siatki.
-Widzisz to proste – wyjął kulę, która przed chwilą wbił. - Masz.
Podał mi ją.
-Po co? - zmarszczyłam brwi.
-Żebyś miała do czego wspominać – wyjaśnił. - A poza tym siódemka to moja szczęśliwa liczba, a czerwony to ulubiony kolor.
-Ściemniasz – obracałam bilę w dłoniach.
-Masz rację. Wolę niebieski

Dlaczego to mnie tak bardzo bolało? Dlaczego nie mogłam się po prostu spakować, wyjechać i zapomnieć?
Zapomnieć o szczęściu, radości, miłych chwilach, przyjaciołach i miłości. Zapomnieć o całym życiu. To jednak byłoby zbyt proste.
Rozległo się pukanie i do pokoju weszła SeYoo. Uśmiechnięta od uch do ucha rozsiadła się na łóżku.
-Ale tu pusto – rozejrzała się. - U mnie też tak jest. Zostały tylko meble – chwyciła mój telefon. Zawsze to robiła. - Unnie dlaczego zmieniłaś tapetę? Tamta była lepsza...
Na poprzedniej znajdował się nikt inny jak EunKwang... Miał poważną minę – co rzadko mu się zdarzało – a grzywka lekko opadała mu na oczy. Teraz jednak zastąpiłam go krajobrazem.
-Przyjdzie nas pożegnać? - spytała.
-Ani – odpowiedziałam siadając obok niej.
-Dlaczego? - trochę się zawiodła. Bardzo go lubiła. Zawsze coś dla niej przynosił i się z nią bawił. Najbardziej lubiła jak udawał goryla. Był w tym dobry... Bardzo dobry.
-Widzisz... Ma inne plany – próbowałam coś wymyślić.
-Kłamiesz! On cię lubi! Zawsze do ciebie przyjdzie – spojrzała na mnie z wyrzutem, a ja poczułam się głupio.
-Przepraszam – wyszeptałam i poczułam łzy na moich policzkach.
SeYoo przytuliła mnie mocno.
-Będziesz tęsknić, prawda? - jej głosik przynosił mi lekką ulgę.
-Tak.

*

Do wieczora pozbyłam się wszystkich rzeczy. Leżały gotowe do wylotu. Ja też byłam już w pełni spakowana.
Leżąc na łóżku wpatrywałam się w ekran telefonu. Miałam ochotę zadzwonić do dziewczyn, ale obiecałam sobie, że nie zrobię tego przed wyjazdem.
Wiedziałam, że nie wytrzymałabym pożegnania. Sprawiłabym im tylko smutek.
Nagle dostałam sms.
EunKwang.
„Wszystko dobrze? Nie odzywasz się od dwóch dni. Martwię się!”
-Nic nie jest dobrze! - powiedziałam sama do siebie i rzuciłam telefonem. - Nic nie jest dobrze!
Zakryłam twarz poduszką i pozwoliłam sobie na łzy i wspomnienia.

-To jesteście parą, czy nie? - SooNeul przeglądała uważnie wieszaki z ubraniami.
-Nie – odpowiedziałam.
-Aha. Nie jesteście parą, a od dwóch godzin łazimy po sklepach i szukamy dla niego gwiazdkowego prezentu – stwierdziła Jae. - Świetnie.
Spojrzałam na nie. Brały mnie pod włos. Przyznałam się już, że zaczynam go lubić. Coraz częściej też spędzaliśmy wspólnie czas, ale to nie był związek. Chyba.
-To ma być tylko przyjacielski upominek – wywróciłam oczami. - Drobiazg.
-No to może to? - nie wiem skąd Neul wytrzasnęła pluszaka marchewkę. - Urocze.
-Nie. EunKwang chciałby, aby marchewki, papierosy i owady zniknęły z tego świata – wypaliłam zanim zdążyłam się powstrzymać.
-To było dziwne – MiJae spoglądała na mnie jak na wariatkę. -To co może sobie żyć swobodnie na tym świecie?
Zastanowiłam się.
-Lubi Nurungi i Harrego Pottera... I bilard. A! I gra na pianinie – wymieniałam.
-Jeśli to nie jest para to ja jestem Frankenstein! - SooNeul załamana wyszła ze sklepu.

Usłyszałam wibracje telefonu z drugiego końca pokoju. Zignorowałam to.

Nasze relacje bardziej się zacisnęły, ale nadal nie byliśmy parą. Przynajmniej nie dla mnie.
-Gdzie mnie zabierasz? - spytałam, kiedy zawiązał mi chustkę na oczach. - Powinnam się bać?
W odpowiedzi zaśmiał się tym swoim diabolicznych śmiechem, po czym poczułam, jak tracę grunt pod nogami.
-Spokojnie. Tylko zamknę cię w wieży niczym Roszpunkę – wsadził mnie do samochodu.
-A będzie smok? - zaśmiałam się. Nic nie widziałam...
-Nie, ale wydaje mi się, że ja wystarczę.
Jechaliśmy może z piętnaście minut, kiedy się zatrzymał, wyciągnął mnie i poczułam jak wchodzi po schodach. Słyszałam jego oddech. Jezu żeby dźwigać mnie po schodach... Nienormalny.
Dotarliśmy i postawił mnie na ziemi. Szybko zdjęłam materiał z oczu i mnie dosłownie zamurowało.
Staliśmy na dachu jakiegoś budynku. Po całej podłodze porozrzucane były kwiaty i powycinane serca. Na środku leżał koc, a na nim koszyk.
-Kiedyś mówiłaś, że chcesz kwiatków i serduszek – mówił tuż przy moim uchu. - Proszę bardzo.
-EunKwang... Ja... - nie wiedziałam co powiedzieć.
-Ada – chwycił moją twarz, tak, że musiałam patrzeć mu w oczy. - Nie chcę, abyś była moją przyjaciółką. Znaczy chcę, ale też chcę, żebyś była kimś więcej. Znaczy już jesteś... - nie potrafił składać logicznych zdań. - Lubię cię. Bardzo cię lubię.
-Oppa...
-Możliwe, że właśnie zniszczę wszystkie nasze relacje. Przepraszam.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Delikatnie i ostrożnie. Oddałam pieszczotę dając mu znak, że nie mam nic przeciwko. Usłyszałam jęk ulgi, kiedy zatopił palce w moich włosach.
-Dziękuję – wyszeptałam.

Telefon dzwonił cały czas. Wstałam po niego. Na ekranie wyświetlało się imię...
Oparłam się o ścianę ściskając urządzenie w dłoniach. Nie miałam odwagi odebrać.
Nagle usłyszałam pukanie. Jednak nie było to pukanie w drzwi tylko... w okno? Ostrożnie podeszłam do szyby.
Myślałam, że umrę! Na zewnętrznym parapecie siedział EunKwang z telefonem przyciśniętym do ucha.
Patrzył mi w oczy, a ja zamiast mu otworzyć, odbrałam.
-Miałaś zamiar mi powiedzieć? - był smutny.
-Jak? Kto? - wiedział o wyprowadzce. Jednak od kogo? Nikt nie wiedział. Nawet dziewczyny.
-SeYoo – odpowiedział.- Zadzwoniła i wszystko powiedziała. Dlaczego nic nie mówiłaś?
Przygryzłam wargę.
-Dlatego – poczułam łzy. - Wiedziałam, że przyjdziesz, a ja nie chciałam się żegnać. Nie potrafię!
-Więc lepiej mnie zostawić w nieświadomości?!
Zraniłam go.
-Nie – płakałam. - Nie chcę cię w ogóle zostawiać! Ze świadomością, czy bez! Chcę zostać!
-Więc zostań – przyłożył dłoń do szyby. - Ada... Ja kupiłem mieszkanie specjalnie dla nas! Blisko mojej nowej uczelni i liceum, abyś nie musiała dojeżdżać. Zostań ze mną.
-Nie mogę. Muszę jechać z mamą – załakałam.
-Twoja mama o wszystkim wie! To miała być niespodzianka, ale jak widać nie wypali.
Serce miałam rozdarte.
-Naprawdę? - spytałam.
Skinął głową
-Ada zostań! Jak mam wstawać rano ze świadomością, że cię nie zobaczę? Jak mam żyć skoro nie będę miał dla kogo?!
Nie wytrzymałam i otworzyłam okno, a on dosłownie wpadł d o środka.
Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. Mocno i namiętnie. Tęskniłam za jego obecnością i pochłaniałam jego ciepło. Opadliśmy na łóżko.
-Zostań, rozumiesz? - to już nie była prośba, on błagał.
-Tak – wtuliłam się w niego.
-Wszystko załatwię – zapewnił. - Nie martw się.
-Dobrze – nagle w mojej głowie pojawiło się pytanie. - Oppa?
-Ne?
-Jak tu wszedłeś? - zmarszczyłam brwi.
-Zawsze mówiłem, że mam nadprzyrodzone moce – zaśmiał się.
Zrobiłam to samo. Miałam zamiar już do końca życia śmiać się z nim, leżąc obok.

środa, 4 marca 2015

Taemin - SHINee



W te wakacje pomagałam cioci i wujkowi rozkręcić biznes. W jednej z spokojniejszych dzielnic Seulu otworzyli kawiarenkę. Było to ich marzenie i w końcu się spełniło. Jak na razie nie mogli zatrudnić zbyt wielu ludzi, więc zgłosiłam się na ochotnika.
Teraz w firmowym fartuszku o nieziemskim różowym kolorze kręciłam się między stolikami, zbierając brudne szklanki, kufle, talerzyki i wiele innych. W tym samym czasie przyjmowałam zamówienia. Dzisiaj z powodu upału dużo osób przyszło na deser lodowy, czy mrożoną herbatę.
Obładowana weszłam na zaplecze zostawiając naczynia w kuchni i wzięłam się za realizowanie zamówień.
-Zostaw to – poczułam rękę ajummy, na ramieniu. - Ja się tym zajmę, a ty idź rozdawać ulotki, dobrze?
-Ne! - uśmiechnęłam się i wyszłam. Po drodze chwyciłam plik ulotek, który leżał przy kasie i skierowałam się do parku, znajdującego się po drugiej stronie ulicy. Wysokie drzewa dawały odpowiednią ilość cienia, dzięki czemu wiele osób siedziało na ławkach. Dzieci biegały dookoła lub bawiły się na placu zabaw.
-Annyeonghaseyo! Zapraszam do kawiarni – rozdawałam ulotki. Ludzie z chęcią je przyjmowali. - Mamy tam naprawdę świetne lody – dałam kartkę dziewczynce, która szła z mamą za rękę.
-A są takie różowe? - zapytała.
Uśmiechnęłam się do niej i poczochrałam jej krótką grzywkę.
-Są wszystkie kolory tęczy! - odpowiedziałam.
-Mamooo! Chodźmy na tęczowe lody! Proszę! - mała miała w sobie tyle uroku, że jej matka szybko uległa i poszły do kawiarenki.
Jak ja kocham dzieci! Mają w sobie tyle nieodpartego uroku i słodkości. Potrafią roztopić nawet najbardziej zamrożone serce. A jeszcze jak się uśmiechną i na przykład nie mają jakiegoś ząbka to po prostu wybucham.
Rozdanie wszystkiego zajęło mi około dwóch godzin, czyli było około piętnastej. Kiedy już chciałam wrócić usłyszałam płacz. Zwykle temu dźwiękowi towarzyszył głos mamy, która uspakajała swoje maleństwo, ale teraz tego nie było. Odwróciłam się i od razu znalazłam źródło łkania.
Na środku dróżki wyłożonej kostką brukową kucał chłopczyk. Mógł mieć góra pięć lat. Podeszłam do niego i ostrożnie przykucnęła. Nie chciałam go przestraszyć.
-Co się stało maluchu? - zapytałam, szukając w kieszeni fartuszka chusteczek.
-Zgu-zgubiłem hyunga – z trudem łapał oddech. W końcu znalazłam chusteczkę. Podałam ją chłopczykowi, ale nie bardzo wiedział jak jej użyć więc mu pomogłam. Najpierw otarłam łzy, a potem kazałam wydmuchać nos.
-Pomogę ci go poszukać – uśmiechnęłam się ochoczo.
-Naprawdę? - maluch spojrzał na mnie dużymi, mokrymi oczami.
-Jasne. Tylko musisz mi powiedzieć jak masz na imię – pomogłam mu wstać, ale ja nadal kucałam, aby patrzeć mu w oczy.
-Ja mam na imię Lee TaeRon, a mój brat Lee TaeMin – TaeRon odzyskał już głos.
-A powiedz mi jeszcze gdzie byłeś ze swoim bratem zanim go zgubiłeś i jak wygląda - starałam się mówić spokojnie i dokładnie.
-Taemin-hyung ma blond włosy – mówił mały – ma dzisiaj kapelusz, taki czarny – wykonał rączkami gest nad głową. - Bawiłem się na huśtawce, kiedy powiedział, że idzie nam kupić coś do picia. Miał szybko wrócić, ale nadal go nie ma – jego usteczka znowu wygięły się w podkowę.
Wzięłam go na ręce i przytuliłam, robiąc wszystko, aby znowu się nie rozpłakał.
-Pokażesz mi, na której huśtawce się bawiłeś?

*

Myślałam, że jak wrócimy to ktoś będzie na niego czekać, czy coś, ale się myliłam. Nigdzie nie mogłam dostrzec blond głowy w kapeluszu.
-Może TaeMin cię szuka? - posadziłam TaeRona na ławce ciągle się rozglądając. - Chyba powinniśmy tu zaczekać – usiadłam obok niego.
Siedzieliśmy tak ponad godzinę. Przez ten czas mały opowiadał mi o swoim bracie. Był wpatrzony w niego jak w obrazek. Dowiedziałam się, że TaeMin jest dużo od niego starszy, bo ma dwadzieścia jeden lat. Z kolei ja jestem od niego tylko rok młodsza. TaeRon mówił też, że jego hyung lubi tańczyć i śpiewać.
-No to fajnego masz brata – powiedziałam, kiedy skończył opowiadać o tym jak starszy kupił mu wrotki.
-Mama mówi, że już powinien przestać się wygłupiać – jego ton brzmiał zabawnie. Brzmiał jakby zgadzał się z mamą, ale nie do końca wiedział o co chodzi. - Każe mu znaleźć pracę i żonę, ale TaeMin ma dużo żon – powiedział śmiertelnie poważnie.
-Jak to „dużo żon” - po mnie troszkę zbiło z tropu.
-No tak. Cały czas przedstawia rodzicom inną – wyjaśnił mały. - Chociaż dla mnie wszystkie wyglądają tak samo. Wszystkie są nudne i brzydkie.
Z trudem powstrzymywałam uśmiech. No i jak tu takiego nie kochać? Nie idzie. Czyli nasz Tae jest niezłym bajerantem skoro co rusz ma inną dziewczynę.
-Ale wiesz co? - kontynuował mały. -Jak ty masz w ogóle na imię? - zapytał.
-Jestem Oh MiJin – przedstawiłam się.
-Ty noona jesteś inna – wrócił do poprzedniego wątku. Był bardzo przejęty swoją mową. - Ty jesteś miła i ładna.
-Oh dziękuję! - uśmiechnęłam się szeroko. TaeRon jest taki uroczy! - Z ciebie też jest przystojniak.
-Na pewno spodobasz się hyungowi – zaśmiał się. - Ale jemu każda się podoba.
Jeszcze chwilkę siedzieliśmy, ale w końcu postanowiłam zabrać małego na lody do kawiarni, a potem niestety zgłosić to na policję. Może wtedy cały ten Taemin sobie przypomni o młodszym rodzeństwie.
Szłam z małym za rączkę, a gdy już byliśmy blisko wyjścia z parku nagle TaeRon zatrzymał się i wskazał gdzieś paluszkiem.
-Noona! Tam jest hyung!
Spojrzałam w tamtą stronę. Rzeczywiście. Chłopak z blond włosami i czarnym kapeluszem opierał się nonszalancko o drzewo i... Trzymajcie mnie! BAJERWOAŁ JAKĄŚ LASKĘ! Ta głupio się szczerzyła i była cała czerwona. Myślałam, że mnie krew zaleje! Zostawia małego brata, aby głupkowato zarywać do pierwszej lepszej dziewczyny? Zaczynam podzielać zdanie jego matki.
Ruszyliśmy w jego stronę. Stał do nas tyłem, więc zobaczyć nas mogła tylko ta dziewczyna.
Chociaż... Nie.
Była zbyt wpatrzona w niego. Dziwię się, że jeszcze mruga i oddycha.
Zatrzymałam się i popukałam palcem w jego ramię.
-CZEGO? - odwrócił się, ale jak tylko mnie zobaczył, to albo mi się wydaje, albo go zamurowało. Stał z lekko rozchylonymi ustami, wpatrując się we mnie.
-To jest chyba twój brat – podniosłam TaeRona. - Znalazłam go płaczącego jakieś dwie godziny temu. Powiedział, że miałeś zaraz wrócić.
-Właśnie hyung... Gdzie byłeś kim jest ta kolejna dziewczyna? - wskazał palcem na laskę.
Kiedy zobaczyłam jej minę miałam ochotę parsknąć śmiechem. Była oburzona.
-”KOLEJNA”? - zwróciła się do Taemina. - To ile ICH jest?
Chłopak lekko zakłopotany zaczął liczyć na palcach. Dziewczyna widząc to prychnęła, odwróciła się na pięcie i poszła.
-Dzięki! Właśnie chciałem się jej pozbyć – nie był sarkastyczny, ale ściemniał. - Dziękuję ci za zajęcie się moim bratem – przejął TaeRona. - Przepraszam też za kłopot.
-Nie mnie przepraszaj tylko jego – odpowiedziałam. - To on był sam w parku i płakał za tobą – skarciłam go sporzeniem.
Taemin przygryzł wargę i spojrzał na TaeRona, którego trzymał.
-To co stary? Lody na zgodę? - uśmiechnął się.
Mały zgodził się ruchem głowy.
Może ten Taemin wcale nie jest taki zły? Przecież żałuje swojego postępowania. Tak naprawdę kocha brata, a to że podoba mu się każda dziewczyna to chyba normalne w tym wieku. Kiedyś z tego wydorośleje.
-Noona idziesz z nami? - zapytał mały.
-Niestety nie mogę. Muszę wracać do pracy. Wiesz co? Jak będziesz chciał mnie odwiedzić to przyjdź tam – pokazałam mu lokal po drugiej stronie ulicy. Przed nim stały, wciąż zapełnione ludźmi białe stoliki, a nad drzwiami wisiał bilbord z kolorową babeczką i napisem „Deserowy dom pani Oh!”. Potem się pożegnałam i poszłam.

*

Ciocia i wujek mieszkali nad kawiarnią. Było to dość spore mieszkanie i wystarczyło tylko dla tej dwójki no i co jakiś czas dla mnie. Miałam nawet swój pokój na poddaszu. Mały, ze skośnym sufitem i oknami dachowymi. Stało w nim łóżko, biurko, szafa i dwa fotele ze stoliczkiem.
Siedziałam z nimi w kuchni i opowiadałam o dzisiejszych wydarzeniach.
-Masz takie dobre serce – ajumma wstała od stołu i włożyła naczynia do zlewu. - A ten Taemin to fajny chociaż?
Przed oczami pojawiła mi się uśmiechnięta twarz, otoczona blond włosami. Idealne białe zęby, pełne usta i błyszczące oczy. Miał też zadziwiająco jasną cerę.
-No taki nawet – zaśmiałam się, bo poczułam jak się rumienię.
-Oh! Pabo! Pewnie nie wzięłaś jego numeru! - wujek był przeciwieństwem mojego ojca. Tamten nie chciał, abym miała chłopaka, a ten bardzo chciał.
-No nie... - przyznałam.
-Dobra! Idź spać! Jutro naprawisz swój błąd – ciocia ze śmiechem wypchnęła mnie na korytarz.
Uśmiechając się pod nosem wzięłam prysznic i poszłam spać.

*

Znowu było upalnie. W zwiewnej błękitnej sukience i firmowym fartuszku kręciłam się przy ladzie. Było południe, więc odwiedziły nas tłumy. Klimatyzacja chodziła na najwyższych obrotach dając trochę chłodu.
-Idź odebrać zamówienie z dwunastego stolika – ciocia zajęła moje miejsce. Chwyciłam tacę, notatnik i wyszłam na zewnątrz. Powietrze dosłownie parzyło. Ku mojemu zaskoczeniu przy tym stoliku siedział nikt inny jak TaeRon z bratem.
-Noona! - zawołał uśmiechnięty na mój widok.
-Cześć mały! - przybiłam z nim żółwika. - Na co masz ochotę?
-Może ten? - pokazał w karcie zdjęcie z deserem kokosowym. -Albo ten – teraz na orzechowy. -Sam nie wiem – zasmucił się lekko.
-Polecam ten. Jest kokosowo-orzechowy – uśmiechnęłam się.
-O! To ten! - mały był uroczy.
Zanotowałam.
-A dla pana? - zwróciłam się do Taemina.
-Tylko nie „pana”. Czuję się wtedy staro. Lepiej oppa -uśmiechnął się.
Zarumieniłam się lekko.
-Co dla ciebie, oppa? - poprawiłam się.
-Ten o smaku gumy do żucia z piankami – powiedział całkiem poważnie.
-Hyung! Ale to deser dla dzieci! - mały zginał się ze śmiechu, a ja miałam wielką ochotę do niego dołączyć.
-No i? Chcę ten – upierał się Taemin. Dopisałam i poszłam.

*

Odwiedzali mnie już tydzień. Mały cały czas zamawiał coś innego, a Taemin ten sam deser dla dzieci. Jednak tego dnia mnie zaskoczył.
-Co zamawiasz oppa? - wiedziałam co, ale lubiłam się z nim droczyć.
-Umów się ze mną – wypalił.
Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Przestałam szybko, bo Tae nie żartował.
-Przykro mi, ale serwujemy tylko to co jest w karcie – prawie płakałam.
Otwarł kartę na ostatniej stronie z deserami, wyrwał mi długopis i napisał:
24. Oh MiJin umów się ze mną”.
-Poproszę numer dwadzieścia cztery – uśmiechnął się z tryumfem i oddał mi menu. - Najlepiej w sukience i z rozpuszczonymi włosami. A! Niech moje zamówienie będzie gotowe na dzisiejszy wieczór około dziewiętnastej. Przyjadę tu po nie.

*

Po tym zdarzeniu czułam się jak zaczarowana. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Dlaczego byłam podekscytowana i przerażona jednocześnie?
Kawiarnie zamykaliśmy o dwudziestej, ale ciocia wypuściła mnie wcześniej bo opowiedziałam jej o mojej randce.
Boże mam randkę!
Dopiero teraz to do mnie dotarło. Szybko zdjęłam fartuszek i pobiegłam do góry.
Tak jak chciał Taemin ubrałam sukienkę. Była biała i zwiewna, na cienkich ramiączkach. Rozczesałam włosy pozwalając, aby opadły mi na ramiona i plecy.
Spojrzałam na zegarek. Za pięć minut miałam się z nim spotkać. Chwyciłam mały, kremowy plecaczek, ubrałam sandałki na obcasie i gotowa zeszłam przed kawiarnie.
Zamarłam, kiedy go zobaczyłam. Jego włosy w nieładzie sterczały na wszystkie strony, jak zawsze się uśmiechał. Miał na sobie białą koszulę z podwiniętymi rękawami, rozpiętą pod szyją. Czarne spodnie opinały się na jego długich nogach tancerza.
Jednak co mnie zdumiało najbardziej?
Otóż Tae opierał się o motor. Czarny ścigacz wyraźnie kontrastował z jasnością jego skóry, włosów i koszuli.
-Muszę pochwalić tutejszych pracowników – oznajmił. - Moje zamówienie jest idealne – podszedł do mnie. Mimo że miałam buty na nieniskim obcesie i tak był wyższy. - Chyba to będzie mój ulubiony deser – pochylał się nade mną, a nasze twarze dzieliły milimetry.
-Dokąd jedziemy? - spytałam.
Chłopak odsunął się trochę i podał mi kask. Założyłam go.
-Niespodzianka – uśmiechnął się szyderczo. Założył swój ochraniacz na głowę i wsiadł na motor. Z trudem zrobiłam to samo. Było to okropnie niekomfortowe, ale zacisnęłam zęby i dałam radę. I ruszyliśmy.
Jazda była niesamowita! Wiatr targał moimi włosami i sukienką, na którą przestałam już zwracać uwagę. Najpiękniejsze było to, że cały czas siedziałam wtulona w plecy Tae. Czułam jak jego mięśnie napinają się przy zakrętach. Niezwykłe uczucie.
Taemin zjechał gdzieś na pobocze. Pomógł mi zsiąść. Z tego miejsca mieliśmy idealny widok na mos Banpo. Wyglądał przepięknie. Słońce zaczęło zachodzić i rzucało ostatnie promienie na rzekę. Woda wytryskująca z mostu mieniła się różnymi kolorami. Scena niczym z bajki.
-Jak ci się podoba? - Taemin stał kawałek za mną.
-Jest ślicznie! - odwróciłam się i zderzyłam się z jego torsem. Przytulił mnie mocno, a ja stałam jak wmurowana.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? - spytał. - Bo ja tak. Nie wiem dlaczego. Tydzień temu spotkałem dziewczynę. Jest idealna! I teraz nie mogę przestać o niej myśleć. Czy to jest miłość?
-Ja... Nie wiem – zaśmiałam się. - Może powinieneś to sprawdzić?
Myślał chwilę.
-Masz rację.
Pochylił się i mnie pocałował. Delikatnie i powoli, jakbym miała zaraz zniknąć. Oddałam się tej lekkiej rozkoszy. Taemin był dla mnie kimś ważnym i dopiero teraz się o tym przekonałam.
-Wierzę – powiedziałam tuż przy jego ustach. - Wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia.
-A ja właśnie się dowiedziałem co to miłość!   

Siedzę w domu i mi się nudzi, więc łapajcie ^^
Pisać czy się podoba <3