poniedziałek, 30 maja 2016

B-Bomb - Block B

Porozpieszczam was trochę ^^ 
Scenariusz na zamówienie mojej Ady aka Kiyomi.
Enjoy...

 -Upadłaś na głowę! Zwariowałaś! Wracajmy do domu - próbowałam dotrzeć do rozsądku przyjaciółki, ale musiała go zostawić gdzieś na kanapie obok serca i sumienia.
-Przestań się mazać! - skarciła mnie. -Idziemy się zabawić.
-Chyba zabić. Przecież my tu umrzemy! Jijeon wyścigi uliczne nie są dla nas, rozumiesz? - stanęłam przed nią, blokując dalszą drogę. -A teraz zawracamy i idziemy na kebaba.
Minęłam ją i ruszyłam w trasę powrotną, ale zostałam skutecznie zatrzymana.
-Ada! Nie wkurzaj mnie i chodź.
Dosłownie zaciągnęła mnie do centrum imprezy. Smród spalin, papierosów i alkoholu mieszał się ze sobą tworząc odpychającą chmurę. Głośna muzyka i warczenie silników wprawiały w dudnienie krew w mózgu. Dziewczyny półnagie obracały się w towarzystwie wytatuowanych chłopaków, a oni z kolei dumnie stali obok swoich maszyn. Zdecydowanie nie moje środowisko. Podskoczyłam, kiedy metr ode mnie przejechał rozpędzony motor, tak jakby już znajdował się na torze, a nie drodze pełnej ludzi.
Jijeon w przeciwieństwie do mnie odważnie maszerowała naprzód i wyraźnie szukała kogoś w tłumie. Mogłam się domyślić, że nasz pobyt tutaj nie jest przypadkowy i ta mała jędza wszystko sobie uknuła. Znalazła to co chciała i uradowana klasnęła w dłonie. Złapała mnie za ramię i pociągnęła w tylko sobie znanym kierunku. Zatrzymałyśmy się przed grupką chłopaków. Dwóch siedziało na motorach, a pięciu opierało się o maski samochodów. Jeden z motocyklistów na nasz widok zsiadł z maszyny i szeroko rozłożył ręce.
-Wiedziałem, że przyjdziesz! - zaśmiał się, kiedy wtuliła się w jego pierś.
Cała sytuacja nagle stała się jasna, więc jeśli dobrze łączę fakty ten pan to Jaehyo, o którym Jijeon gada od jakiegoś czasu. Obiecała mi, że się poznamy, ale nie miałam pojęcia, że w takich okolicznościach i miejscu.
-A to jest? - jeden z koleżków wskazał na mnie skinieniem głowy.
-To jest Kiyomi. Moja przyjaciółka – przedstawiła mnie łaskawie. -Kiyomi poznaj proszę Zico, U-Kwona, P.O, Park Kyunga, Taeila, Jaehyo i B-Bomba.
-Ta, miło mi – uśmiechnęłam się trochę wymuszenie. Nie żebym miała coś do tych chłopaków, ale naprawdę nie miałam ochoty tu przebywać. Nielegalne wyścigi to nie moja bajka. Moją bajką jest łóżko, kakao i jakaś drama.
-Dobrze się czujesz? - pytanie padło z ust Park Kyunga. -Trochę blado wyglądasz.
-Nic mi nie jest – zapewniłam.
-Napij się. Wyluzujesz się – polecił Zico wyciągając w moją stronę butelkę piwa. W normalnej sytuacji bym odmówiła, ale to nie jest normalna sytuacja, więc pozwoliłam sobie na dwa łyki. Rozpoczęła się niewinna rozmowa, której się tylko przysłuchiwałam, bo za Chiny nie wiedziałam o czym mówią. Padały nazwy różnych silnikowych części i nieznane mi nazwiska. Siedziałam na masce auta i powolutku opróżniałam zieloną butelkę. W sumie jeśli tak ma minąć mi reszta wieczoru to nie jest tak źle.
-Jijeon jesteś gotowa na dzisiaj? - spytał U-Kwon.
-Oczywiście – uśmiechnęła się szeroko.
-Na co? - zdziwiona uniosłam brwi. Jeszcze jedna niezapowiedziana atrakcja?
-JJ będzie się ścigać – oznajmił Jaehyo, mocno obejmując dziewczynę od tyłu.
Wyplułam napój, który nie zdążył dotrzeć do przełyku.
-Co?! Przecież ty nie masz prawa jazdy! - zbeształam ją. Wiedziałam, że ma coś nie po kolei pod czachą, ale nie spodziewałam się, że aż tak!
-Spokojnie. To Jeahyo będzie kierował. Ja będę tylko pasażerką – zaśmiała się.
Przyznam, że trochę ze mnie zeszło. Czyli jednak ma trochę oleju w głowie.
-A ty B-Bomb? - P.O spojrzał na przyjaciela. -Znalazłeś partnerkę?
Brunet zaprzeczył ruchem głowy.
-Selin się obraziła, więc zostałem z niczym.
-Może Kiyomi pojedzie? - wypaliła JJ.
Po raz drugi wyplułam zawartość jamy ustnej dodatkowo krztusząc się. No teraz to naprawdę zwariowała! Mowy nie ma.
-Powaliło – odezwałam się.
Osiem par oczu spoczęło na mojej osobie, sprawiając, że poczułam się jak w klatce.
-No Kiyomi! Tylko raz! - Jeon wykrzywiła usta w podkówkę.
-A w życiu! - zsunęłam się na ziemię. -Wybaczcie bardzo, ale pora na mnie, bo się niebezpiecznie robi.
-Kiyomi, noooo!!!!
Nie reagowałam na jej wołanie i szłam prosto przed siebie. To co się przed chwilą wydarzyło to kiepski żart. Cały ten wieczór to kiepski, nieudany żart. Nie wiem co mnie naszło, żeby tu zostawać. Mogłam oprzeć się Jijeon już na początku, jak oznajmiła, że zabiera mnie w super miejsce. Już jej nigdy nie uwierzę.
Nagle drogę zajechał mi motor z B-Bombem na grzbiecie.
-Powiedziałam nie – przypomniałam.
-Słyszałem – uśmiechnął się lekko. -Pozwól chociaż, że zawiozę cię do domu.
-Poradzę sobie. Dziękuję.
Wyminęłam go.
-Uciekasz.
Zatrzymałam się.
-Co?
-Boisz się i uciekasz – powiedział spokojnie. -Jak typowy tchórz.
-Masz rację. Uciekam, bo się boję. To logiczne, co nie? Nie widzę w tym nic dziwnego, więc pozwól mi wrócić do domu.
-A jeśli udowodnię ci, że to wcale nie jest straszne? Wręcz przeciwnie. Sprawię, że ci się spodoba i będziesz chciała pojechać drugi raz.
-Wątpię.
-Daj mi szansę. Jedną szansę.
Spojrzałam na niego lekko zirytowana. Siedział na maszynie, uśmiechał się wyzywająco i spoglądał na mnie łobuzersko, ale z nutką nadziei. Niezaprzeczalnie był jednym z bardziej upartych typków jakich spotkałam, jednak nie wyglądał też na takiego co rzuca słowa na wiatr. Był przekonany, że uda mu się zmienić moje nastawienie. I właśnie ta pewność skłoniła mnie do podjęcia decyzji. Kurwa. Co ja robię?!
-Jeśli się mylisz, stawiasz mi obiad – wsiadłam na motor i objęłam go w pasie.
-Nawet dwa – zaśmiał się i ruszył.
Zajechaliśmy zapewne na linię startu.
-Musisz się przesiąść – polecił, a ja najwyraźniej spojrzałam na niego jak na wariata. -Tutaj – poklepał miejsce przed sobą.
Pogratulowałam sobie decyzji o założeniu spodni. Siedziałam naprzeciw niego, jak taka kłoda zupełnie nie wiedząc co począć ze swoim ciałem. B-Bomb jakby czytając mi w myślach złapał za moje uda i uniósł je delikatni do góry. Zorientowałam się o co chodzi i oplotłam go nogami w pasie. Dodatkowo wtuliłam się w jego tors, dając mu w miarę możliwości swobodę ruchu. Dopiero teraz poczułam moje serce, bijące jak szalone. To był głupi pomysł!
-Spokojnie – zaśmiał się. -Jedziemy razem. Nic ci się nie stanie.
-Jeśli mnie zabijesz to wstanę z martwych i uduszę cię podczas snu – zagroziłam.
Znowu się zaśmiał, wprawiając swoją klatkę piersiową w wibracje.
-Nic ci się nie stanie – powtórzył. -A jak już zginiemy to oboje.
-Nieśmieszne – wywróciłam oczami.
Podeszła do nas dziewczyna.
-Imię i nazwisko – zażądała.
-Przydadzą się do identyfikacji zwłok – znowu zażartował. Walnęłam go w ramię.
-Kiyomi – oznajmiłam. -To wystarczy.
Spojrzała na mnie dziwnie, jednak nic nie powiedziała i zanotowała podaną informację.
-Lee Minhyuk.
-Lee Minhyuk? Tak zwyczajnie? - odgryzłam się. -To skąd się wziął B-Bomb?
-Bo działam bombowo na ludzi. W szczególności na dziewczyny – uśmiechnął się łobuzersko, a ja wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-Tylko nie eksploduj podczas jazdy – ostrzegłam.
-Postaram się, ale wiesz... Reaktywuję się przy ładnych pannach – zniżył głos i pochylił się, kładąc mnie na plecach.
-Teraz ci się na podrywanie wzięło? Skup się – położyłam palec na jego czole i delikatnie odepchnęłam. -Jeśli uśmiercisz tę „ładną pannę” to będziesz miał za wrogów innych podrywaczy i jedną laskę do podrywania mniej.
-Widzę, że odzyskałaś humor – przekrzywił lekko głowę. -Jak nie strzelasz foszków to fajna lala z ciebie.
-Nie jedyny tak sądzisz – wyprostowałam się.
Rozbawiony uniósł brew. Nic nie odpowiedział. Rozległ się głos z megafonu informujący o starcie. W mgnieniu oka spoważniał. Czułam jak pod skórzaną kurtką mięśnie się napinają. Szykował się do jazdy. Ponownie się w niego wtuliłam i starałam się uspokoić oddech, aby go nie rozkojarzyć. Starałam się skupić na czymś innym. Zamknęłam oczu i próbowałam zsynchronizować unoszenie i opadanie naszych klatek piersiowych.
-Raz – wyszeptał.
-Jedziemy – powiedziałam równie cicho.
-Dwa.
-Razem.
Nie usłyszałam „trzy”. Zamiast tej liczby do moich uszu dotarły piski opon, krzyki, wiwatowania. Zaraz potem poczułam gwałtowne szarpnięcie i uderzenie powietrza. Ruszyliśmy. Powieki bolały mnie od zaciskania, coś mi jednak mówiło, że nie chcę widzieć jak szybko mijamy uliczne latarnie czy budynki. B-Bomb spinał się przy każdym zakręcie, ale jego serce biło w miarowym tempie. Znowu ta pewność siebie.
-Otwórz oczy – powiedział na tyle głośno, aby przebić się przez ryk silnika.
Zaprzeczyłam ruchem głowy.
-No dalej Lala. Spodoba ci się.
Wzięłam głęboki wdech i zatrzymałam powietrze w płucach, po czym uchyliłam powiekę. Jedyne co widziałam to szyja Minhyuka. Zacisnęłam dłonie na skórzanej kurtce, wypuściłam powietrze i otwarłam oczy. Miałam wrażenie, że światła latarni zlały się w jedną linię ciągłą, tak samo jak pasy na ulicy. Nie wiem z jaką prędkością pędziliśmy, ale nie bałam się. Z zachwyceniem przyglądałam się mijanym samochodom. Szum wiatru przyprawiał mnie o przyjemne dreszcze i uścisk ekscytacji w piersi. Szlag. Miał rację.
Poczułam wibrację spowodowane jego śmiechem i zorientowałam się, że coś jest nie tak. Co? B-Bomb z łatwością uniósł przednie koło maszyny do góry i teraz jechaliśmy niemalże pionowo. Pisnęłam, kiedy opona znów dotknęła asfaltu i lekko zarzuciło motorem. Ten chłopak był szalony! Sprawiał, że miałam ochotę krzyczeć z przerażenia, ale i też z rozbawienia i ekscytacji.
Pokonaliśmy dwa ostre zakręty i po prędkości z jaką przemierzaliśmy prostą wywnioskowałam, że to już końcówka trasy. Dziwne, bo nie wyprzedziliśmy innych uczestników. Czybyśmy wygrali?
Im bliżej mety byliśmy tym krzyki i wiwatowanie stawały się głośniejsze. W końcu wjechaliśmy w tłum hamując z piskiem. Ludzie dopadli nas, śmiali się, gratulowali, a nawet lali szampanem. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam śmiechem. B-Bomb od razu do mnie dołączył. Nie zważając na tłum fanów ponownie odpalił motor i ruszył, ale tym razem spokojniej.
-Gdzie jedziemy? - spytałam, odklejając się od niego.
-Podobało ci się – stwierdził. Wbił wzrok w moje oczy. Miałam wrażenie, że penetruje moją duszę i okłamanie go w tym momencie jest niemożliwe, ale nie mogłam też przyznać mu racji.
-Ani trochę – prychnęłam.
-Ściemniasz – zaśmiał się.
Oddaliliśmy się od imprezy i hałasu. Zatrzymaliśmy się na jakimś opuszczonym placu. B-Bomb nachylił się nade mną, zmuszając do położenia się na kierownicy. Iskierki tańczyły w jego czekoladowych oczach. Uśmiechnął się, a w policzku pojawił się dołeczek. Intrygował mnie. Nie tylko wyglądem, ale i też zachowaniem.
-Każdą ładną pannę tak traktujesz? - zadziornie uniosłam brwi.
-Żadna ładna panna nie leżała przede mną w taki sposób, jak ty teraz – odpowiedział.
-Nie? Więc jak?
-Zazwyczaj nago w łóżku – zaśmiał się.
Parsknęłam rozbawiona.
-Czyli jestem wyjątkowa?
-Zaraz może się to zmienić i skończysz, jak pozostałe – oznajmił spokojnie.
Dobrze wiedziałam co się zaraz stanie, ale nie miałam zamiaru go w jakikolwiek sposób powstrzymywać.
Minhyuk zmniejszył dzielącą nas odległość do zera i przyłożył swoje wargi do moich. Nie bawił się w jakieś podchody. Pocałunek był mocny i namiętny. A ja oddałam się szybko i całkowicie. Pozwoliłam pieścić swoje podniebienie i język. Uczucie pożądania zawładnęło moim ciałem. To samo stało się z B-Bombem. Jego dłonie wylądowały pod moją koszulką, masując talię, brzuch i plecy.
Wariactwo. Obściskuję się z facetem, którego praktycznie nie znam, dodatkowo naraził moje życie i zawrócił w głowie. Gratki Kiyomi! Odpowiedzialnie. Z drugiej strony w tym momencie poczułam dziwne szczęście, które kumulowało się z każdą chwilą spędzoną w towarzystwie tego szaleńca.
-Już wiesz skąd B-Bomb? - osunął się na chwilę.
-Oh tak. Jesteś bombowym niewypałem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz