Pogoda robi swoje...
„Drogi
Woohyunie.
Witaj.
Jak leci? U mnie? Nie za kolorowo.
To
ja SooAh. Ta dziewczyna, z którą się przyjaźniłeś.
Po
co ja to właściwie piszę?
Nie
wiem. Po prostu poczułam, że muszę to zrobić. Być może to moja
ostatnia rozmowa z Tobą. Ostatnie spotkanie nie było godne
zapamiętania, a musisz wiedzieć, że chcę zachować tylko te
najlepsze wspomnienia.
Dlaczego
się od siebie oddaliliśmy? Nadal tego nie pojmuję. Zawsze byliśmy
nierozłączni, a teraz? Teraz jesteśmy dla siebie prawie obcy. Nie
będę kłamać. To Twoja wina. Może brzmi to brutalnie, ale taka
prawda. Chociaż ja też nie jestem święta.
Zostawiłeś
mnie.
Nie
przyszedłeś, kiedy tak bardzo Cię potrzebowałam. Kiedy ja
zwijałam się ze smutku i bólu, Ty bawiłeś się na imprezie ze
swoją dziewczyną.
Wiesz
co? Nigdy jej nie lubiłam. Od samego początku wydawała mi się
dwulicowa i sztuczna. Ty jednak oszalałeś na jej punkcie.
Heh...
Pamiętam, jak przyszedłeś do mnie i się pochwaliłeś, że się
umówiliście. Powiedziałam, że się cieszę, ale to było
kłamstwo. Dlaczego? Miałam powiedzieć, że jej nie znoszę, bo mi
Cię zabiera?
Potem
kłamałam coraz częściej. To było coraz bardziej Naturalne.
Pewnego
dnia zauważyłam Was idących za rękę. To właśnie wtedy moje
serce upadło i już nigdy się nie podniosło. Jednak zamiast wyznać
Ci uczucia, pogratulowałam.
Widzisz?
Kolejne kłamstwo.
Czułam
się okropnie, ale kochałam Cię na tyle mocno, że starałam się
cieszyć Twoim szczęściem. Nie wychodziło mi to.
Za
każdym razem gdy Was widziałam, miałam ochotę wydrapać jej oczy
i zedrzeć tapetę z twarzy, a Ciebie chciałam wepchnąć pod
rozpędzoną ciężarówkę.
Powstrzymywałam
się. Uwierz mi. Cudem.
W
pewną sobotę mieliśmy się spotkać. W końcu mieliśmy spędzić
czas razem. Sami. Tak jak dawniej.
Kiedy
byłam w pełni gotowa do wyjścia i schodziłam na dół...
Straciłam przytomność i spadłam ze schodów. Wylądowałam w
szpitalu. Moja mama zadzwoniła do Ciebie i przeprosiła za moją
nieobecność, ale Ty nie wiedziałeś o co chodzi.
Zapomniałeś.
Cieszyłam
się, że to spotkanie nie wypaliło. Stałabym tam sama i czekała
na Ciebie, a Ty i tak byś nie przyszedł.
Nie
odwiedziłeś mnie w szpitalu. Przyszli wszyscy znajomi, ale Ciebie
nie było.
Można
powiedzieć, że znikałeś z mojego życia. Widywałam Cię tylko w
szkole. Zdobyłeś nowych znajomych i to z nimi jadałeś w stołówce,
grałeś na boisku i czytałeś w bibliotece.
Ciekawe
czy wtedy pamiętałeś o mnie? Przecież tak wiele razy jedliśmy
razem, tak wiele razy ograłeś mnie w kosza i tak wiele godzin
spędzaliśmy na wspólnym czytaniu.
Woohyun...
Ja nadal Cię kocham!
Kocham
każdą cząstką ciała.
Budzę
się rano z nadzieją, że napisałeś sms! Nadal nie dopuszczam
myśli, że Cię utraciłam... Ja walczę. To jest strasznie
wyczerpujące w moim stanie.
Właśnie.
Chciałam
się pożegnać, ale nie tak jak ostatnio.
Pamiętasz?
Udało mi się Ciebie spotkać na szkolnym korytarzu. Zdziwiłam się,
bo byłeś sam. Przywitałam się i zapytałam, co u Ciebie.
Odpowiedziałeś, że dobrze, ale musisz się spieszyć, bo ona
czeka. Zatrzymałam Cię. Poprosiłam o rozmowę. Chyba płakałam.
Zignorowałeś mnie. Poszedłeś dalej... Po tym nawet nie próbowałam
się do Ciebie zbliżać. Zostawiłam Cię w spokoju. Wróciłam do
obserwowania.
Kto
by pomyślał, że przestaniemy się znać.
Wiesz
ile nam to czasu zajęło?
Straciliśmy
całkowity kontakt po dwóch miesiącach, piętnastu dniach i trzech
godzinach Twojej znajomości z nią. W tak krótkim czasie
straciliśmy przyjaźń, którą budowaliśmy przez osiem lat.
Porównaj sobie... Osiem lat... Dwa miesiące.
Byłam
z Tobą dłużej. Przeżywałam z Tobą wszystkie niegodziwości
losu. Jedliśmy razem lody śmietankowe, chociaż ich nie znoszę!
Straciłam
wątek. Wybacz.
Co
do pożegnania...
Moje
omdlenia zdażały się coraz częściej. Przychodziły tak nagle...
W wannie, przy stole, w szkole, a nawet na przejściu dla pieszych.
Potem
pojawiły się nudności, bóle głowy...
Woohyun,
ja umieram.
Każdy
dzień, oddech, mrugnięcie może być moim ostatnim. Nie mam
pewności, że jak pójdę spać, to rano się obudzę. Nie chcę
odejść ze świadomością, że straciłam najlepszego przyjaciela i
jedyną miłość w moim marnym życiu.
Każdy
ma ostatnie życzenie. Moim jest rozmowa z Tobą. Taka jak kiedyś. Z
puszką lodów, nawet śmietankowych, włączoną komedią i całą
nocą przed nami.
A
jeśli nie?
To
nic. Bądź szczęśliwy i od czasu do czasu wspomnij o mnie.
Wspomnij
jak będziesz jadł lody, jak będziesz grał w kosza lub czytał
książkę.
Kocham
Cię. Będę Cię kochać do końca. Nawet jeśli miałby nadejść
jutro, za godzinę, za sekundę czy…"
Emocje
szarpały jego wnętrzem.
Jeszcze
żyła.
Wiedział,
że nie ma wiele czasu. Jednak wiedział, że musi ją przeprosić.
Nawet jeśli miałby paść na kolana i błagać o wybaczenie.
Pokonał
biegiem pięć kilometrów. Nigdy tyle nie przebiegł... Ale też
nigdy nie tracił ważnej osoby. Był jak w transie. Gdyby kazano mu
skoczyć z okna, a w dodatku dając zapewnienie, że ona przeżyje,
skoczyłby. Bez zastanowienia.
Wbiegł
do szpitala.
Kierował
się znakami ONKOLOGIA.
Dotarł
na odpowiednie piętro. Na korytarzu zastał państwo Kim. Kobieta
chowała twarz w dłoniach i wyraźnie płakała. Jej mąż tulił ją
do siebie, dodając otuchy.
To
on przywiózł list.
Woohyun
zdeterminowany otworzył drzwi i wszedł do sali. Już po chwili
znikąd pojawiła się pielęgniarka.
-Proszę
wyjść.
-Nie
- zacisnął dłonie w pięści. -Muszę z nią zostać.
-Proszę
wyjść - nalegała.
-Pozwól
mu - usłyszał głos pana Kim. -Pozwól mu, proszę.
Pielęgniarka
zmierzyła go chłodnym wzrokiem, ale ustąpiła.
Cała
energia z niego uleciała, kiedy drzwi się zamknęły i został sam
na sam z... Z dziewczyną, która miała najcudniejszy uśmiech na
świecie. Z dziewczyną, która była wytrwała i uparta. Która nie
opuściła go w żadnej trudnej sytuacji... Którą odtrącił i
porzucił.
Podszedł
do łóżka.
Każdy
odgłos jego kroku mieszał się z szumem, pikaniem i dudnieniem
szpitalnego sprzętu.
Usiadł
na stołku.
Ten
widok go ranił.
Spała,
albo przynajmniej tak wyglądała. Nieskończenie wiele rurek
wprowadzało lub odprowadzało jakieś substancje z jej ciała.
Widział
jak walczy o każdy oddech. To dobrze, pomyślał. Oddycha
samodzielnie.
Delikatnie
dotknął jej dłoni, którą zdobił biały wenflon. Była zimna.
Schylił się i zaczął ogrzewać ją własnym oddechem.
Już
kiedyś tak robił. Wybrali się wtedy na lodowisko. W szóstej
klasie. To właśnie wtedy jego serce zabiło szybciej po raz
pierwszy.
-SooAh
- wyszeptał. -Jestem tu.
Odgarnął
jej włosy ze spoconego czoła. Któreś z urządzeń zapikało
szybciej. Słyszała go.
-Zapomniałem
kupić lody - próbował zażartować. -A szkoda. Mam ochotę na
śmietankowe.
Nie
wiedział co robić. Mówić dalej czy po prostu siedzieć i z nią
być? Może powinien się pożegnać?
-Przeczytałem
list - wyznał, a w oczach zebrały się łzy. –Jedyne, co
przychodzi mi na myśl to głupie przepraszam. Wiesz, co jest
najgorsze? Że spanikowałem... Ja... Lubię cię. Co ja gadam?
Kocham. Bałem się przyznać. Myślałem, że mnie odtrącisz...
Byłem z nią tylko dlatego, aby o tobie zapomnieć... Udawałem.
Płakał.
Słone łzy spadały na jej dłoń.
-Udawałem
przed samym sobą, że nie chcę cię znać. Bojąc się odtrącenia
sam to zrobiłem. Jestem śmieciem. Bezwartościowym łajdakiem.
Położył
głowę delikatnie na jej brzuchu.
-Nie
odchodź. Zostań. Zjedz ze mną lody, zagraj w kosza. Proszę cię!
Dam ci wygrać. Po prostu bądź. Bądź ze mną. Zostań - oddech mu
się urywał.
Już
nad sobą nie panował. Jak mógł dopuścić do tej sytuacji?! Jak
mógł zranić tak cudowną osobę jaką była Kim SooAh?
Nagle
poczuł muśnięcie.
Podniósł
się. Dziewczyna patrzyła na niego spod przymrużonych powiek.
Wiecznie roześmiane oczy teraz pozbawione były iskierek. Ciemne
cienie pod oczami podkreślały bladość jej cery.
-Woo...
Woo... Hyun - jej głos był szorstki i na pewno sprawiał jej wiele
bólu.
-Cicho
- otarł łzy. -Nie męcz się.
Przyłożyła
dłoń na jego policzku. Tak bardzo tego pragnął. Nikt nie może
jej zabrać. Nikt.
-Ko...
Ko... cham... Cię - słabo uniosła kącik ust.
-Ja
ciebie też. Całym sercem, które jest nic niewarte. Przepraszam.
Boże, SooAh, kocham cię! - nie wiedział co mówi. Nie kontrolował
tego.
Chciała coś powiedzieć.
Nie
pozwolił jej dokończyć.
Nachylił
się i złączył ich usta w pocałunku. Delikatny niczym muśnięcie
skrzydeł motyla, ale zawierał w sobie więcej miłości,
namiętności i wierności niż inne gwałtowne pieszczoty.
Łzy
Woohyuna spływały teraz po jej twarzy, a równomierne pikanie
przyspieszyło.
Była
szczęśliwa tak jak chciała.
-Dzię...kuję
- wyszeptała.
Rozległ
się równy pisk.
Wszystko
zamarło.
Jej
oczy. Jej oddech. Jej serce.
Został
sam.
Ostatni
raz dotknął jej policzka. Ostatni raz cmoknął ją w usta. Ostatni
raz pogładził po włosach. Taką ją zapamięta.
Piękną
i delikatną. Na zawsze.

Matko boska, to jest .. brak mi słów. Od początku byłam pewna jak to się skończy ale tyle emocji i wgl. Czytałam go właśnie z koleżanką w szkole i mimo, że nie lubi opowiadań, bardzo jej się spodobało :*
OdpowiedzUsuń