W te wakacje pomagałam cioci i wujkowi rozkręcić biznes. W jednej
z spokojniejszych dzielnic Seulu otworzyli kawiarenkę. Było to ich
marzenie i w końcu się spełniło. Jak na razie nie mogli zatrudnić
zbyt wielu ludzi, więc zgłosiłam się na ochotnika.
Teraz w firmowym fartuszku o nieziemskim różowym kolorze kręciłam
się między stolikami, zbierając brudne szklanki, kufle, talerzyki
i wiele innych. W tym samym czasie przyjmowałam zamówienia. Dzisiaj
z powodu upału dużo osób przyszło na deser lodowy, czy mrożoną
herbatę.
Obładowana weszłam na zaplecze zostawiając naczynia w kuchni i
wzięłam się za realizowanie zamówień.
-Zostaw to – poczułam rękę ajummy,
na ramieniu. - Ja się tym zajmę, a ty idź rozdawać ulotki,
dobrze?
-Ne!
- uśmiechnęłam się i wyszłam. Po drodze chwyciłam plik ulotek,
który leżał przy kasie i skierowałam się do parku, znajdującego
się po drugiej stronie ulicy. Wysokie drzewa dawały odpowiednią
ilość cienia, dzięki czemu wiele osób siedziało na ławkach.
Dzieci biegały dookoła lub bawiły się na placu zabaw.
-Annyeonghaseyo! Zapraszam
do kawiarni – rozdawałam ulotki. Ludzie z chęcią je przyjmowali.
- Mamy tam naprawdę świetne lody – dałam kartkę dziewczynce,
która szła z mamą za rękę.
-A są takie różowe? - zapytała.
Uśmiechnęłam się do niej i
poczochrałam jej krótką grzywkę.
-Są wszystkie kolory tęczy! -
odpowiedziałam.
-Mamooo! Chodźmy na tęczowe lody!
Proszę! - mała miała w sobie tyle uroku, że jej matka szybko
uległa i poszły do kawiarenki.
Jak ja kocham dzieci! Mają w sobie
tyle nieodpartego uroku i słodkości. Potrafią roztopić nawet
najbardziej zamrożone serce. A jeszcze jak się uśmiechną i na
przykład nie mają jakiegoś ząbka to po prostu wybucham.
Rozdanie wszystkiego zajęło mi
około dwóch godzin, czyli było około piętnastej. Kiedy już
chciałam wrócić usłyszałam płacz. Zwykle temu dźwiękowi
towarzyszył głos mamy, która uspakajała swoje maleństwo, ale
teraz tego nie było. Odwróciłam się i od razu znalazłam źródło
łkania.
Na środku dróżki wyłożonej
kostką brukową kucał chłopczyk. Mógł mieć góra pięć lat.
Podeszłam do niego i ostrożnie przykucnęła. Nie chciałam go
przestraszyć.
-Co się stało maluchu? -
zapytałam, szukając w kieszeni fartuszka chusteczek.
-Zgu-zgubiłem hyunga –
z trudem łapał oddech. W końcu
znalazłam chusteczkę. Podałam ją chłopczykowi, ale nie bardzo
wiedział jak jej użyć więc mu pomogłam. Najpierw otarłam łzy,
a potem kazałam wydmuchać nos.
-Pomogę ci go poszukać –
uśmiechnęłam się ochoczo.
-Naprawdę? - maluch spojrzał na
mnie dużymi, mokrymi oczami.
-Jasne. Tylko musisz mi powiedzieć
jak masz na imię – pomogłam mu wstać, ale ja nadal kucałam, aby
patrzeć mu w oczy.
-Ja mam na imię Lee TaeRon, a mój
brat Lee TaeMin – TaeRon odzyskał już głos.
-A powiedz mi jeszcze gdzie byłeś
ze swoim bratem zanim go zgubiłeś i jak wygląda - starałam się
mówić spokojnie i dokładnie.
-Taemin-hyung
ma blond włosy – mówił mały – ma dzisiaj kapelusz, taki
czarny – wykonał rączkami gest nad głową. - Bawiłem się na
huśtawce, kiedy powiedział, że idzie nam kupić coś do picia.
Miał szybko wrócić, ale nadal go nie ma – jego usteczka znowu
wygięły się w podkowę.
Wzięłam go na ręce i przytuliłam,
robiąc wszystko, aby znowu się nie rozpłakał.
-Pokażesz mi, na której huśtawce
się bawiłeś?
*
Myślałam, że jak wrócimy to ktoś
będzie na niego czekać, czy coś, ale się myliłam. Nigdzie nie
mogłam dostrzec blond głowy w kapeluszu.
-Może TaeMin cię szuka? -
posadziłam TaeRona na ławce ciągle się rozglądając. - Chyba
powinniśmy tu zaczekać – usiadłam obok niego.
Siedzieliśmy tak ponad godzinę.
Przez ten czas mały opowiadał mi o swoim bracie. Był wpatrzony w
niego jak w obrazek. Dowiedziałam się, że TaeMin jest dużo od
niego starszy, bo ma dwadzieścia jeden lat. Z kolei ja jestem od
niego tylko rok młodsza. TaeRon mówił też, że jego hyung
lubi tańczyć i śpiewać.
-No to fajnego masz brata –
powiedziałam, kiedy skończył opowiadać o tym jak starszy kupił
mu wrotki.
-Mama mówi, że już powinien
przestać się wygłupiać – jego ton brzmiał zabawnie. Brzmiał
jakby zgadzał się z mamą, ale nie do końca wiedział o co chodzi.
- Każe mu znaleźć pracę i żonę, ale TaeMin ma dużo żon –
powiedział śmiertelnie poważnie.
-Jak to „dużo żon” - po mnie
troszkę zbiło z tropu.
-No tak. Cały czas przedstawia
rodzicom inną – wyjaśnił mały. - Chociaż dla mnie wszystkie
wyglądają tak samo. Wszystkie są nudne i brzydkie.
Z trudem powstrzymywałam uśmiech.
No i jak tu takiego nie kochać? Nie idzie. Czyli nasz Tae jest
niezłym bajerantem skoro co rusz ma inną dziewczynę.
-Ale wiesz co? - kontynuował mały.
-Jak ty masz w ogóle na imię? - zapytał.
-Jestem Oh MiJin – przedstawiłam
się.
-Ty noona
jesteś inna – wrócił do poprzedniego wątku. Był bardzo
przejęty swoją mową. - Ty jesteś miła i ładna.
-Oh dziękuję! - uśmiechnęłam
się szeroko. TaeRon jest taki uroczy! - Z ciebie też jest
przystojniak.
-Na pewno spodobasz się hyungowi
– zaśmiał się. - Ale jemu każda się podoba.
Jeszcze chwilkę siedzieliśmy, ale
w końcu postanowiłam zabrać małego na lody do kawiarni, a potem
niestety zgłosić to na policję. Może wtedy cały ten Taemin sobie
przypomni o młodszym rodzeństwie.
Szłam z małym za rączkę, a gdy
już byliśmy blisko wyjścia z parku nagle TaeRon zatrzymał się i
wskazał gdzieś paluszkiem.
-Noona! Tam
jest hyung!
Spojrzałam w tamtą stronę.
Rzeczywiście. Chłopak z blond włosami i czarnym kapeluszem opierał
się nonszalancko o drzewo i... Trzymajcie mnie! BAJERWOAŁ JAKĄŚ
LASKĘ! Ta głupio się szczerzyła i była cała czerwona. Myślałam,
że mnie krew zaleje! Zostawia małego brata, aby głupkowato zarywać
do pierwszej lepszej dziewczyny? Zaczynam podzielać zdanie jego
matki.
Ruszyliśmy w jego stronę. Stał do
nas tyłem, więc zobaczyć nas mogła tylko ta dziewczyna.
Chociaż... Nie.
Była zbyt wpatrzona w niego. Dziwię
się, że jeszcze mruga i oddycha.
Zatrzymałam się i popukałam
palcem w jego ramię.
-CZEGO? - odwrócił się, ale jak
tylko mnie zobaczył, to albo mi się wydaje, albo go zamurowało.
Stał z lekko rozchylonymi ustami, wpatrując się we mnie.
-To jest chyba twój brat –
podniosłam TaeRona. - Znalazłam go płaczącego jakieś dwie
godziny temu. Powiedział, że miałeś zaraz wrócić.
-Właśnie hyung...
Gdzie byłeś kim jest ta kolejna dziewczyna? - wskazał palcem na
laskę.
Kiedy zobaczyłam jej minę miałam
ochotę parsknąć śmiechem. Była oburzona.
-”KOLEJNA”? - zwróciła się do
Taemina. - To ile ICH jest?
Chłopak lekko zakłopotany zaczął
liczyć na palcach. Dziewczyna widząc to prychnęła, odwróciła
się na pięcie i poszła.
-Dzięki! Właśnie chciałem się
jej pozbyć – nie był sarkastyczny, ale ściemniał. - Dziękuję
ci za zajęcie się moim bratem – przejął TaeRona. - Przepraszam
też za kłopot.
-Nie mnie przepraszaj tylko jego –
odpowiedziałam. - To on był sam w parku i płakał za tobą –
skarciłam go sporzeniem.
Taemin przygryzł wargę i spojrzał
na TaeRona, którego trzymał.
-To co stary? Lody na zgodę? -
uśmiechnął się.
Mały zgodził się ruchem głowy.
Może ten Taemin wcale nie jest taki
zły? Przecież żałuje swojego postępowania. Tak naprawdę kocha
brata, a to że podoba mu się każda dziewczyna to chyba normalne w
tym wieku. Kiedyś z tego wydorośleje.
-Noona
idziesz z nami? - zapytał mały.
-Niestety nie mogę. Muszę wracać
do pracy. Wiesz co? Jak będziesz chciał mnie odwiedzić to przyjdź
tam – pokazałam mu lokal po drugiej stronie ulicy. Przed nim
stały, wciąż zapełnione ludźmi białe stoliki, a nad drzwiami
wisiał bilbord z kolorową babeczką i napisem „Deserowy dom pani
Oh!”. Potem się pożegnałam i poszłam.
*
Ciocia i wujek mieszkali nad
kawiarnią. Było to dość spore mieszkanie i wystarczyło tylko dla
tej dwójki no i co jakiś czas dla mnie. Miałam nawet swój pokój
na poddaszu. Mały, ze skośnym sufitem i oknami dachowymi. Stało w
nim łóżko, biurko, szafa i dwa fotele ze stoliczkiem.
Siedziałam z nimi w kuchni i
opowiadałam o dzisiejszych wydarzeniach.
-Masz takie dobre serce – ajumma
wstała od stołu i włożyła naczynia do zlewu. - A ten Taemin to
fajny chociaż?
Przed oczami pojawiła mi się
uśmiechnięta twarz, otoczona blond włosami. Idealne białe zęby,
pełne usta i błyszczące oczy. Miał też zadziwiająco jasną
cerę.
-No taki nawet – zaśmiałam się,
bo poczułam jak się rumienię.
-Oh! Pabo!
Pewnie nie wzięłaś jego numeru! - wujek był przeciwieństwem
mojego ojca. Tamten nie chciał, abym miała chłopaka, a ten bardzo
chciał.
-No nie... - przyznałam.
-Dobra! Idź spać! Jutro naprawisz
swój błąd – ciocia ze śmiechem wypchnęła mnie na korytarz.
Uśmiechając się pod nosem wzięłam
prysznic i poszłam spać.
*
Znowu było upalnie. W zwiewnej
błękitnej sukience i firmowym fartuszku kręciłam się przy
ladzie. Było południe, więc odwiedziły nas tłumy. Klimatyzacja
chodziła na najwyższych obrotach dając trochę chłodu.
-Idź odebrać zamówienie z
dwunastego stolika – ciocia zajęła moje miejsce. Chwyciłam tacę,
notatnik i wyszłam na zewnątrz. Powietrze dosłownie parzyło. Ku
mojemu zaskoczeniu przy tym stoliku siedział nikt inny jak TaeRon z
bratem.
-Noona! -
zawołał uśmiechnięty na mój widok.
-Cześć mały! - przybiłam z nim
żółwika. - Na co masz ochotę?
-Może ten? - pokazał w karcie
zdjęcie z deserem kokosowym. -Albo ten – teraz na orzechowy. -Sam
nie wiem – zasmucił się lekko.
-Polecam ten. Jest
kokosowo-orzechowy – uśmiechnęłam się.
-O! To ten! - mały był uroczy.
Zanotowałam.
-A dla pana? - zwróciłam się do
Taemina.
-Tylko nie „pana”. Czuję się
wtedy staro. Lepiej oppa -uśmiechnął
się.
Zarumieniłam się lekko.
-Co dla ciebie, oppa?
- poprawiłam się.
-Ten o smaku gumy do żucia z
piankami – powiedział całkiem poważnie.
-Hyung!
Ale to deser dla dzieci! - mały zginał się ze śmiechu, a ja
miałam wielką ochotę do niego dołączyć.
-No i? Chcę ten – upierał się
Taemin. Dopisałam i poszłam.
*
Odwiedzali mnie już tydzień. Mały
cały czas zamawiał coś innego, a Taemin ten sam deser dla dzieci.
Jednak tego dnia mnie zaskoczył.
-Co zamawiasz oppa?
- wiedziałam co, ale lubiłam się z nim droczyć.
-Umów się ze mną – wypalił.
Nie wytrzymałam i wybuchłam
śmiechem. Przestałam szybko, bo Tae nie żartował.
-Przykro mi, ale serwujemy tylko to
co jest w karcie – prawie płakałam.
Otwarł kartę na ostatniej stronie
z deserami, wyrwał mi długopis i napisał:
„24. Oh MiJin umów się ze mną”.
-Poproszę numer dwadzieścia cztery – uśmiechnął się z
tryumfem i oddał mi menu. - Najlepiej w sukience i z rozpuszczonymi
włosami. A! Niech moje zamówienie będzie gotowe na dzisiejszy
wieczór około dziewiętnastej. Przyjadę tu po nie.
*
Po tym zdarzeniu czułam się jak zaczarowana. Nie wiedziałam co się
ze mną dzieje. Dlaczego byłam podekscytowana i przerażona
jednocześnie?
Kawiarnie zamykaliśmy o dwudziestej, ale ciocia wypuściła mnie
wcześniej bo opowiedziałam jej o mojej randce.
Boże mam randkę!
Dopiero teraz to do mnie dotarło. Szybko zdjęłam fartuszek i
pobiegłam do góry.
Tak jak chciał Taemin ubrałam sukienkę. Była biała i zwiewna, na
cienkich ramiączkach. Rozczesałam włosy pozwalając, aby opadły
mi na ramiona i plecy.
Spojrzałam na zegarek. Za pięć minut miałam się z nim spotkać.
Chwyciłam mały, kremowy plecaczek, ubrałam sandałki na obcasie i
gotowa zeszłam przed kawiarnie.
Zamarłam, kiedy go zobaczyłam. Jego włosy w nieładzie sterczały
na wszystkie strony, jak zawsze się uśmiechał. Miał na sobie
białą koszulę z podwiniętymi rękawami, rozpiętą pod szyją.
Czarne spodnie opinały się na jego długich nogach tancerza.
Jednak co mnie zdumiało najbardziej?
Otóż Tae opierał się o motor. Czarny ścigacz wyraźnie
kontrastował z jasnością jego skóry, włosów i koszuli.
-Muszę pochwalić tutejszych pracowników – oznajmił. - Moje
zamówienie jest idealne – podszedł do mnie. Mimo że miałam buty
na nieniskim obcesie i tak był wyższy. - Chyba to będzie mój
ulubiony deser – pochylał się nade mną, a nasze twarze dzieliły
milimetry.
-Dokąd jedziemy? - spytałam.
Chłopak odsunął się trochę i podał mi kask. Założyłam go.
-Niespodzianka – uśmiechnął się szyderczo. Założył swój
ochraniacz na głowę i wsiadł na motor. Z trudem zrobiłam to samo.
Było to okropnie niekomfortowe, ale zacisnęłam zęby i dałam
radę. I ruszyliśmy.
Jazda była niesamowita! Wiatr targał moimi włosami i sukienką, na
którą przestałam już zwracać uwagę. Najpiękniejsze było to,
że cały czas siedziałam wtulona w plecy Tae. Czułam jak jego
mięśnie napinają się przy zakrętach. Niezwykłe uczucie.
Taemin zjechał gdzieś na pobocze. Pomógł mi zsiąść. Z tego
miejsca mieliśmy idealny widok na mos Banpo. Wyglądał przepięknie.
Słońce zaczęło zachodzić i rzucało ostatnie promienie na rzekę.
Woda wytryskująca z mostu mieniła się różnymi kolorami. Scena
niczym z bajki.
-Jak ci się podoba? - Taemin stał kawałek za mną.
-Jest ślicznie! - odwróciłam się i zderzyłam się z jego torsem.
Przytulił mnie mocno, a ja stałam jak wmurowana.
-Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? - spytał. - Bo ja
tak. Nie wiem dlaczego. Tydzień temu spotkałem dziewczynę. Jest
idealna! I teraz nie mogę przestać o niej myśleć. Czy to jest
miłość?
-Ja... Nie wiem – zaśmiałam się. - Może powinieneś to
sprawdzić?
Myślał chwilę.
-Masz rację.
Pochylił się i mnie pocałował. Delikatnie i powoli, jakbym miała
zaraz zniknąć. Oddałam się tej lekkiej rozkoszy. Taemin był dla
mnie kimś ważnym i dopiero teraz się o tym przekonałam.
-Wierzę – powiedziałam tuż przy jego ustach. - Wierzę w miłość
od pierwszego wejrzenia.
-A ja właśnie się dowiedziałem co to miłość!
Siedzę w domu i mi się nudzi, więc łapajcie ^^
Pisać czy się podoba <3

Jak zawsze świetnie \(^ - ^)/ <3
OdpowiedzUsuńCuudo *.* ♥
OdpowiedzUsuńprzeczytałam wszystko tutaj i się rozpływam :3
OdpowiedzUsuńnapiszesz coś dla mnie? *.* coś z JongHoon'em z FTIsland. :P
dziękuję z góry i pisz więcej, bo jesteś dobra! :D