-Szczęśliwych Walentynek! - zaskrzeczała Jelly, wieszając mi się na szyi. Odepchnęłam ją lekko i ruszyłyśmy szkolnym korytarzem.
-Wiesz, że nie obchodzę czegoś takiego – zdarłam ze ściany papierowe serce. Cała szkoła była tym obklejona, a pod sufitem sterczały balony. Na ich widok przeszedł mnie zimny dreszcz. Panicznie bałam się balonów. Może to dziwne, ale prawdziwe.
-Oh! Przestań! - zablokowała mi drogę swoim drobnym ciałem. - Przecież co roku dostajesz kartkę! Powinnaś choć trochę się zainteresować – obwiniała mnie.
Miała rację. Co Walentynki od czasu piątej klasy podstawówki, dostawałam kartki. Nie wiedziałam od kogo. Znajdowałam je albo na ławce, albo w szafce. Na początku byłam bardzo ciekawa kto był ich nadawcą, ale z biegiem czasu zobojętniałam.
-Jelly proszę cię... Przecież i tak sobie z tego nic nie robię – prychnęłam i minęłam przyjaciółkę. Ona jednak uparcie dotrzymywała mi kroku.
-YooRa... Obiecaj mi, że jeśli znowu dostaniesz wiadomość od cichego wielbiciela, to dowiesz się kim on jest – domagała się.
Westchnęłam.
-Dasz mi wtedy spokój? - spytałam na odczepne.
-Tak – Jelly uśmiechnęła się szeroko.
-No to zgoda.
*
Lekcje mijały powoli i mozolnie. Na ostatniej myślałam, że zasnę. Ku swojemu zadowoleniu nie dostałam walentynki. Biedna Jelly się zawiedzie. Mój wielbiciel w końcu odpuścił.
Gdy rozbrzmiał dzwonek szybko zebrałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy. Umówiłam się z Jelly, że spotkamy się przed głównymi drzwiami i pójdziemy się gdzieś przejść. Najpierw jednak musiałam zostawić niepotrzebne podręczniki w szafce. Szkoła szybko opustoszała, no ale był piątek, więc się nie dziwię.
Otworzyłam szeroko małe drzwiczki i wepchnęłam książki do środka.
-Coś ci wypadło.
Przestraszona podskoczyłam i cicho krzyknęłam. Przede mną stał chłopak. Jego blond włosy stały w nieładzie. Uśmiechał się lekko, nieco rozbawiony moją reakcją. Schylił się i podniósł coś z ziemi, małą czerwoną karteczkę złożoną w pół i wyciągnął dłoń w moją stronę.
-Dziękuję – chwyciłam papierek i wsunęłam go do kieszeni marynarki.
-Ty jesteś Jo YooRa, zgadłem? - jego głos był głęboki i nieco uwodzicielski.
-Ne – przytaknęłam. - A ty jesteś? - próbowałam sobie przypomnieć, czy już kiedyś z nim rozmawiałam, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
-Kim Wonsik – zorientował się, że go nie kojarzę. - Ja już pójdę. Do zobaczenia – odwrócił się i po prostu poszedł.
Kiedy zostałam sama wyjęłam karteczkę. Rozwinęłam ją.
„Nie ma potrzeby, by szukać dalej
Jestem blisko i patrzę na Ciebie, ale dlaczego nie możesz mnie dostrzec?
Możesz wziąć mnie całego
Teraz spójrz na mnie, przed Tobą stoi przeznaczenie
Jestem blisko i patrzę na Ciebie, ale dlaczego nie możesz mnie dostrzec?
Możesz wziąć mnie całego
Teraz spójrz na mnie, przed Tobą stoi przeznaczenie
Ravi”
*
Razem z przyjaciółką siedziałam w parku. Wiał zimny wiatr, więc szczelniej owinęłam się fioletowym, wełnianym szalikiem. Cały czas jednak myślałam o chłopaku i karteczce, którą ściskałam w dłoni.
-YooRa do cholibki! Słuchasz mnie w ogóle?! - Jelly szturchnęła mnie w ramię. - Nie słuchasz! - odpowiedziała sama sobie. - Ja ci tu opowiadam historię mojego życia, a ty mnie najnormalniej w świecie olewasz!
Spojrzałam na nią.
-Pamiętasz co ci dzisiaj obiecałam? - wypaliłam.
Dziewczyna zdezorientowana patrzyła na mnie jak na uciekiniera z wariatkowa.
-Jeśli znowu dostaniesz liścik to... - szerzej otworzyła oczy. - O BOŻE DOSTAŁAŚ?! - wstała z ławki. - KIEDY?! JAK?! POKAŻ MI!
Podałam jej karteczkę. Dosłownie wyszarpała mi ją z ręki. Czytała tekst chyba z pierdyliard razy.
-Kim jest Ravi? - spytałam cicho. - Nigdy wcześniej się nie podpisywał. A takiego przezwiska nie słyszałam.
-O to się nie martw! - zapewniła Jelly. - Już ja coś wymyślę.
*
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ
Nigdy wcześniej nie przejmowałam się walentynką tak długo. Byłam bardzo ciekawa kim był nijaki Ravi i czy to on wysyłał mi te liściki już od tak długiego czasu.
Przechadzałam się pustym korytarzem i rozmyślałam. Przyłapałam się też na tym, że myślałam o Kim Wonsiku. O jego blond włosach i uśmiechu. W ciągu tego tygodnia widziałam go kilka razy w towarzystwie kolegów. Bardzo cieszył mnie jego widok, chociaż nie wiedziałam dlaczego.
Nagle pojawiła się przede mną przeszkoda. Walnęłam w nią czołem i zatoczyłam się do tyłu. Myślałam, że upadnę, ale coś mnie uratowało. Właściwie to ktoś.
Kto?
Kim Wonsik.
Okazało się też, że to on był ową „przeszkodą”.
-Wszystko dobrze? - musiał się trochę schylić, aby spojrzeć mi w oczy. - Nic ci nie jest?
-Przepraszam, że w ciebie uderzyłam – zarumieniłam się. - Ja... Zamyśliłam się – przyznałam.
Chłopak uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
-Nic się nie stało. Napijesz się soku? - wskazał na automat z napojami. - Na mój koszt.
-OK.
Kupił nam po butelce soku pomarańczowego. Usiedliśmy pod ścianą. Wonsik nawijał cały czas, a ja go słuchałam. Opowiadał o swoim zespole „VIXX”. Grywali w pobliskim klubie. Chłopak zajmował miejsce rapera.
-Chciałabym to kiedyś zobaczyć – przyznałam.
-Zapraszam – uśmiechnął się szeroko. - Na przykład jutro o dwudziestej? - zaproponował.
-O! Może być – zgodziłam się. - Mogę zabrać przyjaciółkę? - Jelly by mi nie wybaczyła, gdybym jej nie wzięła.
-Jasne – zgodził się.
W tym momencie jakiś chłopak wbiegł po schodach.
-Ravi! Wszędzie cię szukałem! Idziesz? - zawołał.
Czy ja usłyszałam Ravi? Zamurowało mnie. Nie wiedziałam jak się zachować. Nie! To musiało mi się przesłyszeć.
-Ja muszę iść – wstał. - Do jutra! - pomachał i pobiegł.
*
-Nie wierzę, że idziemy na ich koncert! - szłam z Jelly w stronę klubu. - Nie wierzę, że poznam Hyuka! A przede wszystkim nie wierzę, że jeden z nich może być twoim wielbicielem!
-No dzięki – skarciłam ją spojrzeniem.
-OH! Nie o to mi chodzi – przytuliła mnie. - Bardzo się cieszę z tego powodu.
Ona się cieszyła, a ja bałam. Postanowiłam, że porozmawiam z Ravim po występie. Chciałam wyjaśnić z nim całą tą sytuację.
Weszłyśmy do klubu i zajęłyśmy odpowiednie miejsca. Po krótkiej chwili zgasły światła i po pomieszczeniu rozległa się dudniąca muzyka. Na scenie pojawiło się sześciu chłopaków. Kojarzyłam ich ze szkoły. W jednym rozpoznałam gościa, który wczoraj przyszedł po Wonsika.
Właśnie.
Kim Wonsik prezentował się idealnie. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Byłam po prostu zaczarowana jego tańcem, głosem i jestestwem. To było aż nierealne, aby to on wysyłał mi te wszystkie liściki.
Nawet nie zauważyłam kiedy występ się skończył i zespół zszedł do publiczności. Od razu otoczyli ich fani, nie dając im chwili na odpoczynek. Kiedy ludzie się rozeszli podeszłam do niego.
-Jak ci się podobało? - na mój widok uśmiechnął się.
-Byliście niesamowici – odpowiedziałam, a po tym nastała krępująca cisza, przerywana przez śmiech Jelly, która poznała swojego „idola”. - Możemy pogadać? - spytałam.
-Ale nie tutaj – przekrzyczał muzykę. - Chodź za mną – chwycił mnie za nadgarstek i prowadził w tylko jemu znanym kierunku.
Wyprowadził mnie na taras. Stały tu białe stoliki i krzesła. Parasolki były złożone. Pewnie nikt tu nie przesiadywał ze względu na zimno. Naciągnęłam rękawy bluzy, starając się ochronić przed chłodnym powietrzem.
-O czym chciałaś rozmawiać? - spytał, opierając się o barierki.
Wyjęłam z torebki związane ze sobą różnej wielkości czerwone karteczki i podałam je chłopakowi. Były to wszystkie walentynki jakie dostałam od wielbiciela.
-To ty? - spytałam prosto z mostu.
Ravi przeglądał liściki uśmiechając się pod nosem.
-Nie wiedziałem, że je masz – przyznał. - Myślałem, że je wyrzucasz.
Podeszłam do niego bliżej.
-Dlaczego to robisz? - spojrzałam mu w oczy. - Dlaczego ja?
Wytrzymał moje spojrzenie. Oblizał wargi.
-To głupie – zaśmiał się cicho. - Pamiętasz? Jak byliśmy w piątej klasie znęcało się nade mną dwóch chłopaków. Pewnego dnia przyłapałaś ich jak próbowali mnie okraść, ty... Rzucałaś w nich kamieniami.
Sięgnęłam w głąb pamięci. Rzeczywiście. Było coś takiego, ale nie wiedziałam, że to on.
-Uratowałaś mnie. Najpierw chciałem ci tylko podziękować – wyjął pierwszy liścik.- Jednak z biegiem czasu zacząłem cię lubic. Obserwowałem cię z daleka. Nie miałem odwagi podejść.
Stałam jak zamurowana. Serce biło mi jak oszalałe, a płuca zapomniały jak się oddycha.
-Ravi...
-Nie. - przerwał. - To głupie. Zapomnijmy o tym – ruszył w drogę powrotną.
Pod wpływem chwili przytuliłam się do jego pleców, co sprawiło że się zatrzymał.
-Nie chcę zapomnieć – wyznałam. - Chcę pamiętać!
Poczułam jak bierze oddech. Odwrócił się i przyciągnął mnie mocno do siebie. Chwycił moją twarz w dłonie i... pocałował. Mocno, jakby chciał się upewnić, że to nie sen. Bez trudu odwzajemniłam pocałunek. Wymienialiśmy się powietrzem i miłością. Wsunęłam ręce pod jego koszulkę, kładąc je na jego plecach, które były dosłownie gorące
Drgnął.
-Masz zimne ręce – zaśmiał się.
-No i ? - znowu go pocałowałam i pozwoliłam aby jego dłonie znalazły się na moich biodrach.
Od autora
Ravi kocham cię cioto.
Napisałam to dla siebie... Bo kto zabroni? XD

Super! Bardzo mi się podoba :) Z Kai'em również :D Czekam na następne :)
OdpowiedzUsuńOMOMOMOMOMMMM ♥♥♥
OdpowiedzUsuńTo było przecudne :>>>
/Raya